Bez kategorii

Trzeba wykorzystać energię lokalnych patriotów

Tomasz Tosza uważa, że najbardziej wartościowe zmiany w miejskiej tkance przynoszą pasjonaci i patrioci lokalni, trzeba tylko wyzwolić ich energię i zachęcić do działania. Tak było między innymi w przypadku projektu velostrady. W wywiadzie opowiada o swej nowej roli w Miejskim Zarządzie Dróg i Mostów.

Zaskakująca jest zmiana Pana miejsca pracy – najbardziej kontrowersyjny urzędnik zostaje zastępcą dyrektora Zarządu Dróg… Odczytywać to jako awans czy degradację?
Tomasz Tosza: – To kwestia pojmowania świata. Kontrowersyjny? Może. Urzędnik? Raczej nie byłem nim nigdy – z wykształcenia jestem samorządowcem specjalizującym się w rozwoju lokalnym i tym się zajmowałem, a nie wydawaniem decyzji administracyjnych. Zarząd Dróg – to z jednej strony „umocowanie prawne”, ale jednocześnie tylko nazwa własna jednostki. A moja rola w niej? Mam za zadanie przygotowanie zmian zmierzających w kierunku podmiotu zarządzającego miejską infrastrukturą, przestrzeniami publicznymi, parkami itp. Nie będzie to jednak rewolucja jak sobie wyobrażają niektórzy. To będzie ewolucyjny proces. Czasy Kolumbów się już skończyły. Nie ma żadnych nowych światów do odkrycia.

To może zacznijmy od kontrowersji?
– Rozumiem, że postrzegany jestem jako człowiek kontrowersyjny. Taka jest uroda współczesności – ona oczekuje uniformizacji, spłyca, przycina do jednego poziomu, ludzie są jak odbici od sztancy. Kto nie pasuje do wzoru od razu staje się kontrowersyjny. A cóż jest kontrowersyjnego w posiadaniu własnego zdania i odwagi, żeby tego zdania bronić? Nie mam problemu, żeby powiedzieć publicznie nadętemu bufonowi z przerośniętym ego, że jest nadętym bufonem. I do tego nie potrzeba mieć wielu twarzy – wystarczy mieć jedną. Mam cierpliwość tłumaczenia laikom spraw, których nie rozumieją, choć czasami miewam zaniki nadziei, że ma to sens. Nie odwracam głowy, gdy ktoś niszczy wspólne dobro, bo tak łatwiej i się nie naraża na kłopoty. Narazić się fałszywemu autorytetowi? Jeśli jego źródłem jest stanowisko, a nie osobista mądrość – jakiż w tym problem? Prezentować otwarcie swoje zdanie osobie, która jest o wiele wyżej w hierarchii? Nie widzę w tym problemu. Wolę mieć za szefów ludzi, którzy bardziej sobie cenią tych, którzy mają zdanie odrębne niż tych, którzy wolą osoby przychodzące z wiadrami wazeliny.
Z tego co wiem, to prezydent Silbert nie miał problemu, gdy dziesięć lat temu pojechałem z Greenpeace bronić Doliny Rospudy przed beznadziejnie zaprojektowaną obwodnicą Augustowa. Udało się uratować Dolinę, unijne pieniądze na drogi, a obwodnica powstała w lepszym dla środowiska przebiegu. A ja prywatnie na proteście, którego twarzą był mój kolega Adam Wajrak, miałem możliwość poznać znakomitych ludzi – legendy opozycji: Andrzeja i Joasię Gwiazdów czy Kazię Szczukę. To jest dobra znajomość – z siedzenia na drzewach.

Pana aktywność czasem kończy się procesami…
– W których – jak dotąd – bez wyjątku wygrywam. Byłem dziennikarzem i mam w sobie wielką odpowiedzialność za słowo – ono może być ostre, czasem okrutne ale musi polegać na prawdzie. Również w interesie tych, którzy te słowa słyszą. Mam wielką nadzieję, że kiedyś uda się mieć poziom publicznej dyskusji w internecie na wyższym poziomie niż poziom „hejtu”, mowy nienawiści czy tego co jest zwykłym kłamstwem, a dziś nazywane jest postprawdą.

Nie jest Pan znany tylko z kontrowersji?
– Byłem odpowiedzialny za realizację programu drogowego i programowanie inwestycji w Jaworznie. Dogłębnie wczytałem się w ustalenia Studium Komunikacyjnego i za zgodą, wiedzą i wsparciem prezydenta Pawła Silberta doprowadziliśmy do jego realizacji. Jego autorzy twierdzą, że zrobiłem to dlatego, że nie wiedziałem, że jego realizacja jest niemożliwa. Przynajmniej oni mają doświadczenia takie, że ich opracowania studialne trafiają na półki gdzie się kurzą. Ale należy pamiętać, że byłem częścią zespołu – przecież bez pasjonatów z PKM, którzy całkowicie odmienili transport publiczny w Jaworznie nowe drogi byłyby zawalone samochodami jak w tych miastach, które współczesność zaczynały z dobrze rozbudowaną siecią dróg. W Jaworznie zmiana jest tak widoczna dlatego, że dokonaliśmy komunikacyjnej rewolucji.

Błędy się zdarzały. Wiele się mówiło o przejezdności skrzyżowania w Osiedlu Stałym i późniejszej dobudowie dodatkowego pasa na przykład.
– Błędy zdarzają się mimo wynajęcia do projektowania najlepszych fachowców. Nikt tego nie ukrywa. Ruch drogowy jest w dużej mierze trudny do przewidzenia, bo kierujący nie są automatami działającymi według algorytmów, wobec których nie mają wątpliwości jak je stosować. I to się przydarzyło w tamtym miejscu. Nikt nie tuszował błędu, więc mógł on zostać naprawiony w prosty sposób. W wielu miejscach w kraju są dziwne rozwiązania drogowe, ale zarządcy odrzucają uwagi twierdząc, że tak ma być, jest zgodnie z projektem i przepisami. Ale jeśli nasi obywatele uważają, że powinno być lepiej, to tak ma być.
Bez dania ludziom możliwości popełniania błędów zatrzymuje się cały rozwój – bo wszyscy koncentrują się na tym, żeby się nie narazić. A najłatwiej się nie narażać nic nie robiąc lub niczego nie zmieniając. Na szczęście mieliśmy tylko jedno takie miejsce na kilkudziesięciu kilometrach dróg i setkach skrzyżowań. Więcej błędów nie popełniliśmy niż popełniliśmy. O tych niepopełnionych oczywiście mało kto, albo i nikt nie wie. Dzięki temu, że Jaworzno było kilkanaście lat temu w fatalnym stanie udało nam się uniknąć błędów innych samorządów, które poszły w fanaberie i fajerwerki. My nie mieliśmy absolutnie żadnych terenów dla inwestorów, infrastrukturę w dramatycznym stanie technicznym, kompletnie niedorozwinięty system drogowy…
A pamięta pan jakie rzęchy udawały w mieście transport publiczny? To był wielki wysiłek wielu ludzi, żeby odbić się od dna. Choć obecne pozytywne odczucia mieszkańców co do tych zmian biorą się z jakościowej różnicy między tym co było, a jest. Jako politolog doskonale sobie zdaję sprawę z ulotności tego wrażenia i tego jak dotychczasowe zmiany rozbudziły oczekiwania mieszkańców wobec rozwoju miasta i ich miejsca w mieście. Dobrze się stało, że kluczowymi tematami w Jaworznie zajmowali się ludzie, dla których była obca liberalna wizja rzeczywistości, w której walczą wilki, a gmina ma się wycofać ze wszelkiej aktywności, zostawiając wszystko niewidzialnej ręce rynku. To było zaczadzenie jakiemu ulegają ludzie wierzący w proste scenariusze i proste rozwiązania. Gmina nie jest żadnym nocnym stróżem. Gmina jest wspólnotą. I gmina ma tę wspólnotę tworzyć, wpływać na rzeczywistość. Integrować ludzi do współpracy, a nie stwarzać im warunków, żeby mogli na rynkowych zasadach skoczyć sobie do gardeł.
Jesteśmy młodym miastem, w którym dopiero powstaje warstwa mieszczan. Ona będzie się integrować wokół wartości lokalnych, wzorców kulturowych, odmienności miejsca, poczucia bycia Jaworznianinem – proszę napisać to dużą literą. Jesteśmy ludźmi, którzy chodzą na pole i w poniedziałek po zielonych świątkach palą na wzgórzach sobótki. Dlatego nie uda z nas się zrobić Ślązaków i nie będziemy pasować do Metropolii, choć w żaden sposób nie będzie to pogarszać naszych związków gospodarczych, gdyby zdarzyło się tak, że będziemy niedaleko niej, nieco obok.

Dlaczego więc trafił Pan do MZDiM?
– Wspominałem na początku, że czas wielkich projektów jest już za nami. A te większe, które dopiero zostaną zrealizowane są już na etapie dokumentacji – czyli zostały narysowane, uzgodnione, dostały pozwolenia. To są dokumentacje parków, przestrzeni publicznych, kolejne rynki osiedlowe, place, drogi dla rowerów, w tym velostrady. Zaprojektowana jest ostateczna przebudowa śródmieścia, centrum przesiadkowe w Szczakowej. Teraz nadszedł czas mniejszych projektów – bezpośrednio dotyczących mieszkańców i – co ważniejsze – utrzymania tego co zbudowaliśmy w poprzednich latach w takim stanie, jakiego oczekują ludzie. Jestem zwolennikiem – uwaga, będzie trudne słowo – remunicypalizacji usług publicznych. Czyli zajęcia się przez gminę i jej jednostki tymi sferami, którymi beznadziejnie zajmuje się wolny rynek.
Skoro mamy pozytywne przykłady efektów działania ludzi z pasją, a nie niewidzialnej ręki rynku, to pokażmy, że to działa również w sferze usług publicznych. Jaworzno jest pełne lokalnych patriotów. Można tę energię wykorzystać. Wręcz trzeba tę energię wykorzystać. Prezydent uznał, że wiem jak to zrobić. Dlatego jestem w nowym miejscu i razem z nowym zespołem będziemy zarząd dróg rozszerzać w instytucję zarządzająca miejską infrastrukturą przestrzeni publicznych. Doświadczenia Gdańska, Krakowa i wielu mniejszych miejscowości, gdzie nie rozdziela się zarządów, gdyż są zbyt małe – w tej sferze są pozytywne. Oczekiwania Jaworznian co do utrzymania miasta rosną. I trzeba te oczekiwania zaspokoić.

Najnowsze

To Top