Bez kategorii

Wydobycie nie musi nieść szkód

Jaworzno jest pierwszym miastem, które odważyło się formułować w planach zagospodarowania przestrzennego warunki ochrony powierzchni przed niekorzystnymi skutkami wydobycia. Zapisy te kwestionuje wojewoda. Samorządowcy innych śląskich miast śledzą batalię Jaworzna w sądach administracyjnych. Wszyscy oczekują odpowiedzi na pytanie, czy miasta mają prawo chronić swych mieszkańców przed ewentualnymi szkodami górniczymi i w jakim zakresie. Naczelnik Wydziału Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta w Jaworznie Teobald Jałyński uważa, że ukształtowanie terenu jest jak najbardziej zagadnieniem gospodarki przestrzennej i powinno być ujęte w planach.

Tomasz Pstrucha: Panie Naczelniku, w ubiegłym roku „gorącym tematem” w Jaworznie było górnictwo i jego wpływ na powierzchnię. Mieszkańcy – na przykład Ciężkowic i Niedzielisk – bardzo wyraźnie wypowiedzieli się za ochroną powierzchni. Ich stanowiska wydaje się nie podzielać Wojewoda Śląski, który kwestionuje każdy pojawiający się w Studium czy planach miejscowych zapis dotyczący warunków ochrony powierzchni przed skutkami wydobycia?
Naczelnik Teobald Jałyński: – Takie prawo wojewody, aczkolwiek my nie musimy się z jego stanowiskiem zgadzać. Co też czynimy.

Stąd te batalie przed sądami administracyjnymi i walka o utrzymanie w kolejnych miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego ustępów dotyczących ochrony powierzchni przed niekorzystnymi wpływami wydobycia?
– Rzeczywiście. Zastrzegam od razu, że nie jest to w żadnym razie walka z górnictwem jako takim, czy przebijanie się argumentami z wojewodą. My walczymy jedynie o możliwość zabezpieczenia interesu mieszkańców już na etapie planowania przestrzennego.

A zaczęło się od Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, w którym wojewoda zakwestionował zapisy o ochronie powierzchni, a sprawa trafiła aż do NSA?
– Studium nie było pierwszym momentem, kiedy ten problem zaistniał. W Studium pojawił się on już w takiej wersji, w jakiej my byliśmy w stanie sformułować pewne założenia. Przecież problem związany z oddziaływaniem górnictwa na powierzchnię jest tak stary, jak samo górnictwo i dobrze wiedzą o tym mieszkańcy wszystkich miast, gdzie prowadzi się wydobycie. Studium jedynie opisało problem, z którym mieliśmy do czynienia. Wcześniej nie byliśmy na tyle odważni, aby podjąć ten temat, a poza tym w Jaworznie działał tylko jeden podmiot górniczy i mieliśmy z nim wynegocjowane zasady współpracy.
Problem wyostrzył się dlatego, że spotkaliśmy się z nieznaną nam wcześniej sytuacją, iż do wydobycia jaworznickich złóż węgla zaczęły aspirować nowe, prywatne podmioty. Wszyscy dostrzegli, że to zjawisko niesie większe ryzyka, niż wówczas, gdy węgiel wydobywało tylko państwo albo przedsiębiorstwa zależne od państwa. Dotarło do nas, iż kwestia ochrony powierzchni nie może być zależna każdorazowo od negocjacji, lecz musimy mieć jasne i nie budzące żadnych wątpliwości zasady, które będą obowiązywać każdy – powtarzam każdy – podmiot, który zechce wydobywać węgiel na terenie naszego miasta. Ustalenie takich reguł wymagało nowych zapisów. W tym sensie Studium było pierwsze.

Wojewoda podważył te zapisy Studium. A jaki był wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego?
– Ostateczny wyrok zapadł na naszą niekorzyść, ale tenże sam wyrok wskazywał, iż to Miejscowe Plany Zagospodarowania Przestrzennego są właściwszym dokumentem, a jednocześnie aktem prawa miejscowego, gdzie tego typu zapisy mogłyby się znaleźć. I to już był krok naprzód. Jaworzno w tym zakresie przeciera szlaki, gdyż żadne inne miasto nie zdobyło się dotąd na próbę zapisu reguł ochrony powierzchni. A przecież jest to istotne zagadnienie z punktu widzenia mieszkańców.
Wcieliliśmy zatem w życie orzeczenie NSA i w każdym kolejnym mpzp zapisujemy warunki ochrony powierzchni. Rafą nadal jest wojewoda, który uważa, że nasze zapisy w tej sprawie są „nadmiarowe” i je kwestionuje. Służby prawne wojewody twierdzą, iż my „nadinterpretujemy” jeden z przepisów. Rzecz w tym, iż dotąd nikt nie usankcjonował prawnie, jak ten przepis należy interpretować, gdzie są granice których nie można przekroczyć.

Złoża należą do Państwa i to Państwo wydaje koncesje na ich eksploatację. Zagospodarowanie przestrzenne leży natomiast w gestii samorządu. Efekty eksploatacji nie stają się mimowolnie zagadnieniami gospodarki przestrzennej miasta? Brzmi dziwnie, zwłaszcza w mieście, gdzie należy wyłożyć kilkanaście milionów na zagospodarowanie pogórniczej hałdy.
– Wojewoda uważa, że sprawy górnicze nie mogą stanowić problematyki planu miejscowego. W naszym ujęciu zarówno stan powierzchni, jak i stan przyrody są elementami zagospodarowania przestrzennego. A przecież doskonale wiemy, iż wydobycie górnicze może wpływać na powierzchnię, co więcej może zmieniać całą przyrodę.
Nasze zapisy w kolejnych mpzp dotyczą właśnie tego – przewidywalnych, dopuszczalnych odkształceń terenu, bo ukształtowanie terenu jest znaczącym czynnikiem przy zagospodarowaniu przestrzennym. Z drugiej zaś strony dają one informację tym, którzy w przyszłości chcieliby stawiać budynki w poszczególnych rejonach naszego miasta, w jakich granicach zabezpieczeń budowli powinni się poruszać. Mając takie dane każdy architekt i inżynier budownictwa po prostu ma jasność, jak zaprojektować bezpiecznie budynek.

Czyli te zapisy mają w zamyśle ochronę interesów mieszkańców?
– Oczywiście, że robimy to z myślą o mieszkańcach, którzy mają w Jaworznie nieruchomości oraz z myślą o przyszłych mieszkańcach, którzy chcieliby budować swe domy w Jaworznie. Czasy się zmieniły. Obecnie większość gruntów znajduje się w rękach prywatnych i te grunty mają swą rynkową wartość. A wartość ta może się drastycznie zmieniać w zależności choćby od ryzyka wystąpienia szkód górniczych.
Paradoksalnie tego rodzaju zapisy są również w interesie górnictwa. Warunek racjonalnego zagospodarowania złoża zapisany w przepisach, nigdy nie oznacza wydobycia złoża w 100 procentach. To jest nawet technologicznie niemożliwe. Racjonalne zagospodarowanie oznacza takie wydobycie, z którego płynące korzyści i zyski są wyższe niż koszty – np. z tytułu odszkodowań, zniszczeń itp. Racjonalne zagospodarowanie złoża nie może polegać na „rabunkowym” wydobyciu i pozostawieniu po sobie „zgliszczy”. My, określając parametry ochrony powierzchni, wskazujemy górnictwu jakie są oczekiwania z punktu widzenia miasta i jego mieszkańców w zakresie ochrony budynków, infrastruktury i środowiska. Te wytyczne ułatwiają bilans i zracjonalizowanie wydobycia.

Ale w mpzp wpisujecie filary ochronne pod terenami zurbanizowanymi. To zapewne jakoś ogranicza możliwość wydobycia?
– A czymże jest filar ochronny? Ludzie sobie wyobrażają, że jest to nienaruszony, wielki „słup” węgla, którego nie wolno wydobyć. Sporadycznie zdarza się, że tak jest. Tego typu filary – tak zwane „filary na zero” – ustanawia się np. pod rozległymi obiektami przemysłowymi o znaczeniu strategicznym, jak na przykład elektrownie.
W każdym innym przypadku filar ochronny jest to rejon, gdzie wydobycie jest możliwe, ale z zachowaniem określonych rygorów. To oznacza, że jeśli gdzie indziej wydobycie przebiega „na zawał” i występuje IV kategoria szkód górniczych, w rejonie ustanowionego filaru ochronnego wydobycie musi przebiegać z zachowaniem takich procedur technologicznych, że szkody nie mogą przekroczyć np. I kategorii.
My w mpzp ustanawiamy takie właśnie filary, a niezależnie od tego wpisujemy dla całego obszaru pewne wartości odkształceń, czyli parametry osiadań terenu, których nie wolno przekroczyć. Niemniej wydobycie jest nadal możliwe. My nie wkraczamy w zagadnienia gospodarki złożem, nam zależy jedynie na zabezpieczeniu powierzchni.

Ale przecież kwestie te reguluje już prawo górnicze i geologiczne.
– Z jakim skutkiem? Skoro mamy odpowiednie zapisy w prawie górniczym, dlaczego tak dramatyczna sytuacja jest w Bytomiu czy innych miastach dotkniętych szkodami? Skoro wszyscy dobrze wiemy jak to powinno funkcjonować, to dlaczego domy się walą? Skoro jest niby tak dobrze i wszystko jest już uregulowane, to dlaczego jest tak źle?
Jedyne czego oczekujemy odwołując się od decyzji wojewody do sądów jest zgłębienie tych kwestii i odpowiedzi na pytanie, jak możemy w świetle prawa ochronić miasto przed takimi zagrożeniami. Tych problemów nie można „zamiatać pod dywan” i udawać, że nic się nie dzieje. Przecież widzimy je na własne oczy.

Wojewoda podważył zapisy trzech kolejnych miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Co dalej?
– Plany zostały napisane tak, że zakwestionowanie przez wojewodę zapisów dotyczących ochrony powierzchni nie zaburza ich spójności. One wchodzą w życie po prostu bez fragmentów o warunkach ochrony powierzchni przed wpływami potencjalnego wydobycia. A my zaskarżamy decyzje wojewody do sądu administracyjnego. W tym momencie w gliwickim WSA na rozpatrzenie czekają nasze skargi, dotyczące wykreślenia tych zapisów z wspomnianych przez Pana planów. Będziemy się starać, by chociaż jedną z nich wygrać, bo to oznaczałoby, że wreszcie zaczynamy rozmawiać merytorycznie i konkretnie o górnictwie na terenach zurbanizowanych i jego skutkach – że nie przymykamy oczu i udajemy, że problem nie istnieje.

A co jeśli Jaworzno przegra te sprawy?
– Nawet jeśli nastąpi taka sytuacja i przegramy przed sądem, nadal będziemy starać się wpisywać w planach zagospodarowania przestrzennego, warunki ochrony powierzchni – szukając innej, zadowalającej formuły. To są zagadnienia pierwszorzędnej wagi dla miasta i mieszkańców – zawsze, gdy pojawi się taka sytuacja, będziemy o to występować. Wojewoda może wciąż kwestionować i wykreślać te zapisy, co nie spowoduje, że odpuścimy i przestaniemy je na nowo formułować. Sprawa zabezpieczenia mieszkańców przed niekorzystnymi wpływami wydobycia jest na tyle ważna, że nie zrezygnujemy z szukania nowych, dobrych rozwiązań.

Najnowsze

To Top