Bez kategorii

Stan podgorączkowy na nocnych dyżurach

Od opinii pacjentów niezadowolonych z nocnych i świątecznych dyżurów opieki zdrowotnej w Jaworznie internet aż huczy. Znamy stanowisko kierownictwa spółki ZLO na ten temat. A jak sytuacja wygląda z perspektywy personelu medycznego? Zapytaliśmy o to przedstawicielki pielęgniarek, które pracują na tychże dyżurach – Panie: Monikę, Lidię i Jolantę. Wszystkie są wysoko wykwalifikowanymi pielęgniarkami z wieloletnim stażem pracy.

Tomasz Pstrucha: Jak obecnie wygląda sytuacja na dyżurach nocnej i świątecznej opieki?
Monika: – W zasadzie od początku grudnia nastąpił gwałtowny przyrost ilości pacjentów, których przyjmujemy. Pojawiło się bardzo wiele zachorowań na infekcje górnych dróg oddechowych wśród dorosłych i dzieci. Wydaje mi się, że nerwowa atmosfera jest po części efektem tego, iż w związku z bardzo wysoką ilością pacjentów naturalnie wydłuża się okres oczekiwania w kolejce na przyjęcie przez lekarza.

Pacjenci zatem przychodzą z pretensjami?
Monika: – Sytuacji stresujących jest coraz więcej. Zwłaszcza, że zgodnie z umową podpisaną z NFZ oraz z obowiązującą ustawą my nie świadczymy usług medycznych wyłącznie w trybie ambulatoryjnym na miejscu, lecz również w terenie. Gdy taka sytuacja zachodzi, informujemy pacjentów już podczas rejestracji, iż w trakcie dyżuru jeden z lekarzy będzie musiał wyjechać na wizyty domowe, a zatem okres oczekiwania się wydłuży. To wzbudza wielkie niezadowolenie.

Niezadowolenie ze standardu obsługi? Pacjenci mają pretensje?
Lidka: – Oczywiście nie wszyscy. Są przecież pacjenci, którzy podchodzą do naszej pracy oraz do problemów innych oczekujących ze zrozumieniem. Ale druga grupa ma już od wejścia nastawienie roszczeniowe – uważają, że muszą być obsłużeni natychmiast, gdyż ich przypadłość, jakakolwiek by nie była, nie cierpi zwłoki. Są na wstępie negatywnie nastawieni do nas – pielęgniarek – oraz do lekarza. Niezależnie od tego jak zostaną obsłużeni, będą niezadowoleni.

Chcą być obsłużeni w pierwszej kolejności nie zważając na stan innych pacjentów?
Lidka: – Trzeba wyraźnie powiedzieć, że są przypadki nagłego pogorszenia się zdrowia lub nawet bezpośredniego zagrożenia życia i one muszą być traktowane priorytetowo. Przecież jeśli zdarza się, że pacjent ma bóle w rejonie klatki piersiowej i duszności, my jako pielęgniarki – czyli personel pierwszego kontaktu – oraz lekarz musimy zareagować natychmiast. W stanach przedzawałowych lub zawałowych każda minuta może zadecydować o życiu pacjenta. To straszne, ale nawet takie przypadki, gdy w zasadzie ratujemy życie człowieka, są źle postrzegane przez pozostałą część oczekujących. Oczekujących, którzy w większości przychodzą jedynie z objawami grypy.

Ludzie w kolejce mają pretensję, że pacjent zawałowy jest przyjmowany w pierwszej kolejności???
Monika: – Trudno w to uwierzyć, prawda?
Lidka: – Znieczulica jest potworna. Padają wówczas niewybredne komentarze i niektórzy z pozostałych pacjentów protestują. A nie zdają sobie sprawy, że kiedy my robimy wszystko co możemy w naszym zakresie, w drodze do przychodni jest już „erka”.
Podobnie niedawny przypadek, kiedy przybył pacjent po chemioterapii z gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia. Oczywistym jest, że został przyjęty w pierwszej kolejności, gdyż wymagał tego jego stan, a ponadto nie możemy dopuścić, by osoba z drastycznie obniżoną odpornością po „chemii” była narażona na dłuższe przebywanie z pacjentami z infekcjami górnych dróg oddechowych. Wyobraża Pan sobie, że w poczekalni wybuchła z tego powodu niemal awantura?
Jola: – A przecież zgodnie z ustawą właśnie dla takich przypadków jest przeznaczony nocny i świąteczny dyżur. Stan podgorączkowy, katar i lekka infekcja górnych dróg oddechowych zgodnie z regulaminem dyżuru właściwie nie kwalifikuje się do kategorii „gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia”. Olbrzymie kolejki podczas nocnych dyżurów są efektem tego, że ludzie przychodzą w większości właśnie z takiego rodzaju problemami zdrowotnymi. Zamiast zastosować ogólnodostępne leki przeciwgorączkowe i następnego dnia udać się do swojego lekarza rodzinnego.

Czyli mamy do czynienia z brakiem elementarnej empatii i zrozumienia dla pozostałych pacjentów oraz personelu?
Jola: – Empatii oczekuje się wyłącznie od nas – pielęgniarek. Empatia oczywiście jest wpisana w nasz zawód, bo obcujemy z chorymi i jesteśmy powołane do tego, by nieść im pomoc. Ale nasze empatyczne podejście nie oznacza, iż mamy znosić obelgi i wyzwiska.

A czy taki natłok pacjentów jest sytuacją typową, czy raczej nową tendencją?
Lidka: – Ja na nocnych i świątecznych dyżurach pracuję od 15 lat i tak ciężko jak obecnie nigdy jeszcze nie było. Pacjentów na dyżurach pojawia się coraz więcej.
Jola: – Ludzie przychodzą na nocny dyżur, bo tu są obsługiwani wszyscy. W przychodniach POZ są limity i gdy pacjent za późno zadzwoni do rejestracji, okazuje się, że danego dnia nie zostaje przyjęty. Więc przychodzi do nas na nocny dyżur i już z miejsca jest rozdrażniony, bo nie dostał się do lekarza rodzinnego, a tu musi czekać.
Lidka: – Znakomita część pacjentów na naszym dyżurze, to pacjenci innych jaworznickich przychodni, a którym nie udało się w ciągu dnia dostać do swoich lekarzy rodzinnych. My często pytamy, gdzie przyjmowana osoba na co dzień się leczy, stąd ta wiedza. Oczywiście udzielamy im pomocy, aczkolwiek od razu informujemy jaki będzie okres oczekiwania w kolejce. W uzasadnionych przypadkach sugerujemy też skorzystanie raczej z dziennych świadczeń w POZ u swego stałego lekarza.
Jola: – I właśnie to jest bardzo źle odbierane. Ale przecież pacjentów są dziesiątki, więc okres oczekiwania bywa stosunkowo długi. Nikt jednak nie zważa na to, że nocny i świąteczny dyżur nie został stworzony, by zastępować przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej działające w normalnym dziennym trybie, lecz by nieść pomoc w nagłych przypadkach.
Monika: – Jest spora grupa pacjentów, którzy tłumaczą fakt poszukiwania pomocy na nocnym dyżurze tym, że w ciągu dnia nie mają czasu pójść do lekarza, bo pracują.
Lidka: – Często słyszę taki argument. Nie byłoby kolejek i tych karczemnych awantur, gdyby mieszkańcy dobrze zrozumieli istotę nocnego dyżuru i nie traktowali go jak przychodni podstawowej opieki zdrowotnej, do której przychodzi się z katarem, lekkim stanem podgorączkowym albo odciskiem na palcu.

Pogotowie Ratunkowe i SOR nie mają takich problemów. Nieuzasadnione wezwanie pogotowia kończy się wystawieniem rachunku dla wzywającego. Wy przyjmujecie pacjentów nawet z błahymi przypadłościami.
Monika: – Dyspozytorzy pogotowia też często są zmuszeni zalecać pacjentom, by zgłosili się z danym przypadkiem na nocny dyżur, bo na przykład ich problem nie niesie bezpośredniego zagrożenia dla życia.
Jola: – Najgorzej, kiedy pacjenci wyolbrzymiają w telefonicznym wywiadzie swoje objawy, a po przyjeździe lekarz ich nie stwierdza. Ale tak jak Pan powiedział, my nie jesteśmy Pogotowiem Ratunkowym i nie możemy wystawić za taką nieuzasadnioną wizytę domową rachunku. A kiedy lekarz jest na wizycie, kolejka w przychodni automatycznie się wydłuża.

Wspomniały Panie o karczemnych awanturach, obelgach i wyzwiskach ze strony pacjentów. Prezes Nowak napomknął mi wcześniej, że w przychodni zostanie wprowadzony pełen monitoring oraz patrole ochrony. Panie czujecie się zagrożone w pracy?
Jola: – Tak. Zwłaszcza od momentu, gdy rozpoczęła się prawdziwa „nagonka” medialna na nocne i świąteczne dyżury w naszej przychodni. „Nagonka”, gdyż uważam, że poddaje się nas i naszą pracę bardzo niesprawiedliwej ocenie.
Monika: – Rzeczywiście zdarzają się pacjenci bardzo agresywni. Zachowują się tak, jakby chcieli wyładować na nas jakieś swoje frustracje. A przecież nasza praca jest wystarczająco stresująca, ponieważ chodzi o ludzkie zdrowie. Nawet podczas kilkunastogodzinnego dyżuru, ani lekarz, ani pielęgniarki nie mogą sobie pozwolić na błąd. Spoczywa na nas odpowiedzialność, którą cały czas odczuwamy.

Co Panie czujecie czytając napastliwe komentarze w internecie i będąc, jak to jedna z Was określiła, ofiarami „nagonki”?
Jola: – To są bardzo krzywdzące opinie. Jest mi po prostu przykro. My staramy się pomóc wszystkim pacjentom. To nie nasza wina, iż zgłasza się ich aż taka liczba, że powstają kolejki. Pracujemy po kilkanaście godzin na dyżurach i staramy się jak możemy, by praca przebiegała płynnie, mimo natłoku pacjentów i aby każdy z nich był otoczony właściwą opieką. Ludziom trudno przychodzi zrozumienie, jak nocny dyżur wygląda z naszej perspektywy.
Lidka: – Ja jestem rozgoryczona. Słowa potrafią bardzo skrzywdzić, a zwłaszcza takie słowa, które czytamy obecnie o sobie. Mimo całego wysiłku, który wkładamy, nas się krzywdzi i wręcz wdeptuje w ziemię. W ciągu moich długich lat pracy bardzo wiele już przeżyłam, ale takiego traktowania nie doświadczyłam jeszcze nigdy.
Monika: – Pacjenci nie mają pojęcia lub nie chcą wziąć pod uwagę, że my spędzamy tu kilkanaście godzin i obsługujemy blisko dwustu pacjentów na nocnym dyżurze, a także wizyty domowe. Te tysiące ludzi, którym pomogłyśmy się nie liczą. Liczy się zdanie kilkunastu niezadowolonych – najgłośniej wyrażających swe opinie. A przecież nie było żadnego przypadku błędu lekarskiego, nikt nie poniósł uszczerbku na zdrowiu, a kontrole ze strony NFZ i innych instytucji wskazują, że nasza przychodnia działa bez zarzutu.

Zdradzą mi Panie, jak długo już wykonujecie zawód pielęgniarki?
Monika: – Dwadzieścia lat.
Jola: – Trzydzieści lat.
Lidka: – Ja również mam już trzydziestoletni staż pracy.

Najnowsze

To Top