Bez kategorii

Chemiczna klątwa dawnego kombinatu

Poniedziałek – 6 marca. Wzdłuż ul. Młynarskiej w nozdrza uderza niepokojący chemiczny zapach, by nie rzec odór – jakby stęchlizna pomieszana z chlorem. Intensywny i wybitnie drażniący. Wiatr wieje od południa, czyli z rozległych terenów, na których niegdyś wznosiły się instalacje państwowego kombinatu chemicznego „Organika – Azot”. Czy to stamtąd przywiewa nieprzyjemny zapach chemikaliów?

Śmierdzi jak przed laty
– Całkiem od niedawna znowu zaczęło śmierdzieć. Cztery dni temu było po prostu nie do wytrzymania, zwłaszcza w nocy – mówi okoliczna mieszkanka napotkana na spacerze z psem. – Ja tu mieszkam od dawna. Ten smród przypomina mi czasy, kiedy w „Azotce” pełną parą szła produkcja. Wie pan, ze 30 lat temu.
To były inne czasy. Oczywiście mieszkanie w sąsiedztwie wielkiej fabryki chemicznej, produkującej między innymi pestycydy, niosło z sobą uciążliwości. Ale wszyscy byli przyzwyczajeni do wszechobecnego i duszącego „oddechu Azotki”. Przecież w okresie świetności pracowało tu ponad 2.200 osób – w sporej części okoliczni mieszkańcy. Dzisiaj nie ma tu już produkcji liczonej w dziesiątkach tysięcy ton. Powietrze wkoło też czystsze. Stąd każda anomalia i pojawianie się ewidentnie chemicznych odorów budzi zaniepokojenie.
– Dzisiaj i tak jest nieźle. Najgorzej kiedy świeci słońce i robi się cieplej, jak w ubiegłym tygodniu – mówi pracownica pobliskiego przedsiębiorstwa. – Smród wówczas staje się tak gryzący, że jest nie do wytrzymania. Nasi klienci, którzy przecież są tu jedynie przez chwilę, zaczynają się coraz bardziej skarżyć. A my musimy wytrzymać w tym smrodzie całą dniówkę.
Czy ma jakieś podejrzenia, co do źródła nieprzyjemnego zapachu? – Wykopali coś przez przypadek na terenie „Azotki” podczas prowadzenia prac budowlanych. Trzeba wejść w tę drogę wewnętrzną. Pokażę panu – mówi inny pracownik.
Droga w jednej trzeciej długości zagrodzona została prowizorycznym ogrodzeniem z siatki. W tym miejscu rzeczywiście odór staje się duszący. -Ooo?! A tam dalej postawili świeże betonowe ogrodzenie? Jeszcze niedawno go nie było. Właśnie za nim miała powstać nowa hala produkcyjna, a tę drogę wytyczyli i utwardzili dla TIR-ów. Z hali nici, bo przy kopaniu fundamentów trafili na jakieś stare chemikalia – wyjaśnia prowadzący mnie mężczyzna. – Odkąd poruszyli grunt smród nie ustaje.
Za nowymi, betonowymi panelami widać kilka maszyn budowlanych. Coś się tam jednak dzieje, ale raczej nie budowa hali produkcyjnej.

Chemiczna „niespodzianka” w wykopie
Obecnie na terenach byłej państwowej „Azotki” działa spółka pracownicza Zakłady Chemiczne „Organika – Azot” S.A. Zarząd spółki podkreśla w przesłanych wyjaśnieniach, iż: „Bieżąca działalność firmy nie rodzi zagrożeń dla środowiska, jest bezodpadowa i bezściekowa. Firma posiada wszelkie wymagane przepisami zgody i atesty. Nie płaci kar środowiskowych.”
Grupa Azot to także Azot Biznes Park Sp. z o.o., która zarządza nieruchomościami dawnego chemicznego molocha – sprzedaje działki inwestycyjne, oferuje wynajem powierzchni biurowych, magazynowych i produkcyjnych (także zupełnie nowo zbudowanych). Właśnie na jednej z działek tu nabytych zewnętrzny inwestor planował posadowienie zakładu produkcyjnego. Prace budowlane przerwano wkrótce po ich rozpoczęciu. Przedstawiciel inwestora nie chce komentować zaistniałej sytuacji. Zwłaszcza, że udało mu się dojść do porozumienia ze sprzedawcą terenu na drodze polubownej. Halę produkcyjną buduje w rezultacie w zupełnie innej lokalizacji na terenie Jaworzna.
– Wszystko szło dobrze dopóki tylko utwardzali drogę dojazdową. Jak zaczęli kopać pod fundamenty hali, natrafili na „chemiczną niespodziankę”. Budowlańcy zwijali się stamtąd w tempie ekspresowym – opowiada mój przewodnik.
Kierownik budowy zgodnie z przepisami poinformował o chemicznych pozostałościach w gruncie Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, a ten z kolei zwrócił się do jaworznickiego Urzędu Miejskiego. Urząd natomiast dokonał zgłoszenia do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach.

Toksyczny spadek
„Nie jest tajemnicą, że „Organika – Azot” jest firmą chemiczną działającą od 1917 roku. Tereny firmy wskutek wieloletniej działalności w czasach, kiedy troska o środowisko naturalne nie było mocną stroną przedsiębiorców, ulegały stopniowej degradacji” – pisze w odpowiedzi na moje zapytania Zarząd „Organiki – Azot” S.A.
Rzeczywiście, właśnie mija sto lat odkąd zaczął działać Komitet Budowy Fabryki, powołany w Sylwestra 1916 roku. W jego skład wszedł Ignacy Mościcki – budowniczy polskiego przemysłu chemicznego, późniejszy dyrektor zakładu, a jeszcze później Prezydent RP. Bynajmniej nie jest też tajemnicą, że dziesięciolecia działalności przemysłowej przyniosły poważne szkody w środowisku, z którymi obecnie niezwykle trudno sobie poradzić.
– Jak na mój nos, to najprawdopodobniej lindan – mówi o chemicznym odorze roznoszącym się w okolicy były wieloletni pracownik „Azotki”. Jego nos się nie myli. „Obszar północno-wschodni firmy był miejscem lokalizacji instalacji do produkcji lindanu, która to została zlikwidowana i fizycznie usunięta w latach 80/90 ubiegłego wieku. Zapach charakterystyczny dla tego produktu może być uciążliwy, zwłaszcza w okresie wzrostu temperatury i wilgotności, co ma miejsce wiosną. Wzruszenie ziemi przy pracach budowlanych pewnie spowodowało wzmożenie uciążliwości, o które Pan pyta” – potwierdza podejrzenia pismo od Zarządu.
Lindan jest neurotoksyną, która była stosowana w pestycydach. W roku 2009 jego produkcja i użytkowanie jako środka ochrony roślin została całkowicie zakazana zapisami Konwencji Sztokholmskiej. W roku 2015 Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem działająca pod auspicjami WHO dowiodła, iż lindan jest wysoce rakotwórczy – znacząco zwiększa ryzyko zachorowalności na chłoniaka nieziarniczego, raka jąder oraz raka wątroby. W latach 1965-1982 „Azotka” wyprodukowała około 4.450 ton czystego lindanu.

Czy będziemy świętować stulecie?
Jaworzno od lat już walczy o rządowe wsparcie w kwestii rozbrojenia ekologicznej bomby pozostawionej przez państwowe zakłady chemiczne. W roku 2012 w oficjalnym piśmie do Ministra Środowiska prezydent Paweł Silbert pisał między innymi: „Ze względu na brak rozpoznania lokalizacji »starych składowisk odpadów« oraz postępującą komercjalizację działek po byłych zakładach chemicznych, należy założyć, że związki tego typu mogą znajdować się także na działkach będących we władaniu osób i podmiotów prywatnych”.
Jak się obecnie okazuje, to założenie jest ze wszech miar zasadne. Jeszcze dzisiaj bowiem odnajdywane są kolejne miejsca, gdzie pod warstwą gleby zalegają groźne chemikalia. I od lat wciąż pojawiają się te same bariery prawne, które uniemożliwiają efektywne działanie w kwestii tych odpadów.
W bieżącym tygodniu w Ministerstwie Środowiska odbędzie się spotkanie jaworznickich samorządowców z zespołem specjalnie powołanym do rozwiązania problemu, który dotyka Jaworzno. „Azotka” zatruwała środowisko przez około 80 lat. Oby znalezienie odpowiednich środków prawnych oraz finansowych do rozbrojenia tej bomby nie trwało równie długo. Oby pojawiła się możliwość świętowania 100-letniej tradycji przemysłu chemicznego w Jaworznie nowinami, iż będzie można przystąpić do likwidacji szkód, które przez ten okres w środowisku poczynił.
A co z uciążliwym chemicznym odorem, który dobywa się z niedoszłego placu budowy? „Przedmiotowy teren zostanie przekształcony w plac składowy w technologii płyt betonowych, co jednocześnie ograniczy lub wyeliminuje uciążliwości, o które Pan pyta. Prace właśnie trwają, przewidywany termin zakończenia to koniec kwietnia 2017” – informuje Zarząd „Organiki – Azot” S.A.
Problem przestanie uciążliwie śmierdzieć, ale nie zniknie. Beton przykryje skażony grunt niczym sarkofag, a pod nim nadal czyhać będzie chemiczna klątwa kombinatu z dawnych lat.
(pst)

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top