Bez kategorii

Metropolia – pierwsze rozdźwięki i pierwsze sojusze

Metropolia w naszym województwie jeszcze formalnie nie powstała – we wtorek (4 kwietnia) ustawę metropolitalną dla województwa śląskiego podpisze prezydent Andrzej Duda, by oficjalnie związek mógł zostać powołany w lipcu i zacząć działać od początku roku 2018. Nie powstała, ale już dają się zauważyć w niej zarówno pierwsze pęknięcia, jak i pierwsze sojusze.

Jaka nazwa?
Jak pisać o przyszłej metropolii tak, aby nie urazić mieszkańców miast, które wejdą w jej skład? Bo okazuje się, że nawet przyszła nazwa jest tu sprawą delikatną i budzącą kontrowersje. Metropolia Górnośląska? Metropolia Śląsko-Zagłębiowska? Metropolia Silesia? A może Metropolia Katowicka?
Sama nazwa metropolii, zamiast łączyć przyszłych jej mieszkańców, zaczyna stanowić punkt sporny, który ożywia odwieczne animozje między Ślązakami a Zagłębiakami. Z tej okazji na forach internetowych pojawiły się już pierwsze nienawistne komentarze z pogardliwymi przytykami w dyskusjach między „hanysami” a „gorolami”.
Kanwą dla nich stały się zapowiedzi Arkadiusza Chęcińskiego – prezydenta Sosnowca – iż nie wyobraża sobie, by nazwa nowej metropolii nie zawierała elementu zagłębiowskiego. Optuje więc za dwuczłonową nazwą – Metropolia Śląsko-Zagłębiowska. Z drugiej zaś strony prezydent Katowic – Marcin Krupa, wskazuje, iż Sosnowiec leży w granicach województwa śląskiego, a dotychczasowy związek miast aglomeracji nosił nazwę Górnośląskiego Związku Metropolitalnego (GZM). Na pytanie redaktora Radia eM o pokusę nadania nazwy „Metropolia Katowicka”, Krupa odrzekł, że kibicowałby takiemu rozwiązaniu „z całego serca”.
Trzeba zaznaczyć, iż kluczowe decyzje podejmie w tym zakresie Rada Miasta Katowice, bo to właśnie ona z mocy ustawy występować będzie do rządu o utworzenie metropolii. Wszystkie dokumenty przygotowywać zaś będzie prezydent Krupa, jako pełnomocnik do spraw powołania metropolii. To Rada Miejska Katowic ustanowi również siedzibę władz związku metropolitalnego.

Siedziba – napięcie wzrasta
– Katowice, jako stolica województwa śląskiego na pewno będą stolicą metropolii – co do tego nie mam żadnych wątpliwości – mówił w poniedziałek (3 kwietnia) katowicki prezydent Marcin Krupa dla portalu Silesion. Tę samą graniczącą z pewnością opinię wyrażał przed dwoma tygodniami do mikrofonów Radia eM.
Natomiast jeszcze w ubiegłym roku Arkadiusz Chęciński z Sosnowca stwierdził: – Muszę powiedzieć wprost, że bez podziału tego organu władzy Sosnowiec na pewno nie będzie uczestniczył w takiej metropolii, bo ona nic nie da. Na pewno miasto takie jak Sosnowiec, największe w województwie po Katowicach, musi mieć jeden z organów władzy w metropolii – dodawał.
Chęciński optuje za rozmieszczeniem różnych organów metropolii w różnych miejscach województwa poza Katowicami. – Dla mnie takie rozwiązanie jest najlepsze, bo każdy z nas widzi, co się dzieje w Katowicach. Coraz trudniej tam dojechać, zaplecze ludzkie coraz bardziej się kurczy – podkreślał prezydent stolicy Zagłębia. Ponownie to stanowisko potwierdził 3 kwietnia w wypowiedzi dla Silesionu.
Na postulaty Chęcińskiego bardzo szybko odpowiedział Dawid Kostempski (prezydent Świętochłowic), doradzając prezydentowi Sosnowca, aby ten raczej… napił się zimnej wody i ochłonął.
Tymczasem okazuje się, że Chęciński znajduje stronnika w osobie prezydenta Gliwic Zygmunta Frankiewicza. – Metropolia powinna iść w kierunku decentralizacji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby poszczególne agendy związku miały swoje siedziby w różnych śląskich miastach – potwierdzał Frankiewicz.
Widzimy zatem, że już w samej kwestii ustalenia siedziby (czy też siedzib) władz metropolitalnych tworzą się nieformalne koalicje – w tym wypadku Gliwic z Sosnowcem. Oba te miasta mają olbrzymie aspiracje, aby odgrywać w nowej metropolii wiodącą rolę i minimalizować wpływy Katowic.
Na tle tak zarysowującego się konfliktu między Katowicami z jednej, a Sosnowcem i Gliwicami z drugiej strony, niczym przysłowiowy „Filip z konopii” wyskoczyli bytomscy radni, którzy w ubiegły poniedziałek przegłosowali apel do katowickiej Rady Miasta, aby stolicą metropolii uczyniła właśnie Bytom.
Wydaje się, że mamy obecnie do czynienia z przedsmakiem mechanizmów podejmowania decyzji w przyszłym związku metropolitalnym. Uchwały będą głosowane przez zgromadzenie złożone z prezydentów miast członkowskich. Aby uchwała przeszła wymagana będzie podwójna większość – decydująca większość głosów prezydentów reprezentujących jednocześnie większość ludności zamieszkującej związek. To z kolei powoduje, iż poszczególne głosy prezydenckie będą mieć różną „wagę” – z mocniejszą pozycją prezydentów miast najliczniejszych. Wystarczy koalicja 3-4 największych miast, aby zablokować każdą decyzję. Najmniejszym przypadnie zaś rola „planktonu” i „przyklejanie” się do największych.
Katowice, Sosnowiec, Gliwice, Zabrze – te miasta mają aspiracje i potencjał, aby stać się kluczowymi graczami metropolii i czerpać z niej największe korzyści. Bytom usiłuje natomiast do nich dołączyć. Ten problem zdają się dostrzegać w Rudzie Śląskiej. – Istotniejsze jest to, aby uniknąć sytuacji, w której duże miasta będą myślały przede wszystkim o sobie, a mniejszym pozostanie rozwój w ich cieniu. Nie możemy tworzyć metropolii dwóch prędkości, gdzie jest paru liderów i cała reszta – mówił dla „Wyborczej” Krzysztof Mejer, wiceprezydent wcale nie małej Rudy Śląskiej. Pytanie – jak to zrobić?

Za mało nawet na transport?
Metropolia jeszcze nie powstała i nie otrzymała ani złotówki z budżetu państwa, ale niektórzy już wiedzą, że tych pieniędzy będzie za mało. Będzie za mało nawet na to, by zorganizować transport – co ma stać się jednym z głównych zadań związku. Według prezydenta Świętochłowic Dawida Kostempskiego za obiecane przez rząd ok. 250 mln zł wpływające rocznie do kasy metropolii nie da się zorganizować transportu publicznego ani zadbać o plany zagospodarowania przestrzennego. – Bez większych pieniędzy w przyszłości może się okazać, że będzie to kadłubowa struktura – mówił o metropolii Kostempski.
Oczywiście miasta członkowskie są zobowiązane do płacenia składek do związku. I tu złudzeń nie pozostawił już Marcin Krupa z Katowic. – Oczywiście w zależności od tego, jakie zadania włożymy do tej metropolii, tak ta składka musi wzrosnąć o koszty wykonania danego zadania – zwracał uwagę w radiowym wywiadzie.
Zatem za 250 mln zł nie da się zorganizować spójnego transportu w metropolii. Tym bardziej, że nadal nie wiadomo jak on miałby wyglądać. Frankiewicz i Chęciński są zwolennikami „opcji zerowej”, która ma polegać na likwidacji KZK GOP w momencie, kiedy metropolia rozpocznie swą działalność (1 stycznia 2018 roku). – Tak naprawdę, gdy wczytamy się w ustawę, to rodzi się myśl, że mamy szansę od nowa stworzyć system komunikacji publicznej w regionie – mówił dla „Wyborczej” prezydent Sosnowca. Dodał również, że prezes KZK GOP Roman Urbańczyk (były prezydent Zabrza) powinien złożyć dymisję z dniem 1 stycznia. W kuluarach pojawia się nawet nazwisko osoby przymierzanej do roli szefa transportu w aglomeracji, mógłby nim zostać Kazimierz Karolczak – członek Zarządu Województwa Śląskiego – człowiek bez doświadczenia w organizacji i zarządzaniu komunikacją publiczną.
Nieco inaczej kwestię KZK GOP widzi Marcin Krupa i Małgorzata Mańka-Szulik (prezydent Zabrza). – Trzeba będzie zbudować nowy i silny zespół, który się tym zajmie [organizacją komunikacji – dop. red.]. Bazą jednak powinien być KZK GOP. Najgorsze, co moglibyśmy zrobić, to jego szybka likwidacja i zachłyśnięcie się już na starcie nowymi możliwościami metropolii. Musimy korzystać z tego, co już mamy – twierdzi Małgorzata Mańka-Szulik w wywiadzie dla katowickiej „GW”.

To wciąż ci sami ludzie
Nieco abstrakcyjnie, w obliczu konfliktów o charakterze symbolicznym (nazwa i siedziba władz metropolitalnych) oraz organizacyjnym, brzmią nadzieje wyrażane przez wiceprezydenta Rudy Śląskiej, aby metropolia tworzyła własną sieć szpitali i placówek służby zdrowia, czy zajęła się sferą pomocy społecznej. A już niegdysiejsze postulaty Pawła Silberta, by w ramach nowego związku powrócić do idei Kolei Ruchu Metropolitalnego wydają się być pomysłami z kręgu fantastyki naukowej.
Przecież do uruchomienia Szybkiej Kolei Miejskiej w Trójmieście wcale nie było trzeba usankcjonowanej ustawowo metropolii. Aby uspójnić komunikację aglomeracyjną Krakowa (z wianuszkiem okalających gmin) oraz stworzyć przyszłościowy projekt lekkiego metra i metrobusu, również nikt nie wołał o utworzenie metropolii. Czy do gruntownej naprawy komunikacji w aglomeracji śląskiej rzeczywiście przez lata brakowało ustawy metropolitalnej? Trudno w to uwierzyć, tak jak i trudno uwierzyć, że to ona przyniesie rozwiązanie tych problemów.
„Metropolia, nawet jeśli powstanie, będzie działać źle. Nie może działać inaczej, bo błędnie zaprojektowane instytucje mogą działać w miarę dobrze, gdy są tworzone przez sensownych ludzi. A przecież Metropolię tworzyć będą ci sami, którzy tworzą KZK GOP” – wieszczy Tomasz Tosza.
Zapowiedzi jak będzie działać przyszła metropolia widzimy już dzisiaj. Objawia się to między innymi w walce o nazwę, stolicę i lokowanie metropolitalnych urzędów. A także w fakcie, że nadal nikt nie przedstawia konkretnego pomysłu jak ma zostać zorganizowana komunikacja w aglomeracji zarówno w najbliższym czasie, jak i w perspektywie długoterminowej.
A Jaworzno? My przypatrujemy się temu z boku, mając nadzieję, że do metropolii nikt nas nie zaprosi na siłę.

Najnowsze

To Top