Bez kategorii

Czy Pączuszek z tego wyrośnie?

W USA na otyłość lub nadwagę cierpi aż 31,8 proc. dzieci. Według raportów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w Polsce ten odsetek wśród dzieci wynosi już blisko 20 proc. Co gorsza w ciągu ostatnich 20 lat liczba dzieci z nadwagą wzrosła w naszym kraju… trzykrotnie! O problemie (bo jest to już poważny problem) rozmawiamy ze specjalistą ds. żywienia i dietetykiem Zespołu Lecznictwa Otwartego Wojciechem Wilkiem.

Tomasz Pstrucha: Czy my się „amerykanizujemy”? Niegdyś dzieci z nadwagą było znacznie mniej, teraz niestety statystyki są coraz bardziej przerażające.
Wojciech Wilk, dietetyk: – Nie wiem, czy to „amerykanizacja”, ale na pewno jest to pochodną zmiany naszego trybu życia, na który olbrzymi wpływ ma rozwój technologii. Wcześniejsze pokolenia były o wiele bardziej aktywne fizycznie, niż nasze dzieci. Współczesna młodzież i dzieci są zafascynowane komputerami, telefonami i tabletami. Nawet sfera komunikacji międzyludzkiej odbywa się za pomocą portali społecznościowych i innych komunikatorów sieciowych. Tryb życia dzieci stał się bardziej siedzący. One już niekoniecznie mają potrzebę wyjścia na podwórko czy przysłowiowy trzepak, by aktywnie pobawić się z rówieśnikami. Potrzebę zabawy zapewnia im często gra z kolegami w gry komputerowe. To jeden z głównych czynników wpływających na wzrost liczby dzieci z nadwagą. Drugą kwestią jest sposób odżywiania.

Dzieci jedzą inaczej niż kiedyś?
– Proszę zauważyć, że na rynek weszło szereg produktów lub gotowych potraw, które stały się powszechnie i łatwo dostępne, a które nam nie służą.

Mówi Pan o fast-foodzie, czyli inaczej mówiąc „junk-foodzie” – „śmieciowym jedzeniu”? Tak, większość dzieci je uwielbia.
– Większość dzieci je uwielbia, ale to my – dorośli – powinniśmy mieć pełną świadomość, że są to wszystko produkty wysoko przetworzone, z olbrzymią zawartością tłuszczu i bardzo kaloryczne.

My może mamy taką świadomość…
– Zwracam umyślnie uwagę na odpowiedzialność rodziców, bo to rodzice powinni zapewnić odpowiedni rozwój dziecka. Jeśli chodzi o żywienie należy się trzymać dwóch zasad – różnorodności przy wyborze produktów, które mają dostarczyć niezbędnych składników do prawidłowego rozwoju oraz regularności spożywania posiłków. Do tego trzecia zasada nieżywieniowa – aktywność fizyczna i ruch.

Jakie znaczenie ma regularność posiłków dla pozostawania w dobrej formie i nie przybieraniu na wadzę?
– Odgrywa zasadniczą rolę w regulacji funkcjonowania organizmu, zapewnieniu równowagi hormonalnej oraz równowagi między dostarczaniem energii a jej wydatkowaniem. Glukoza jest uwalniana w organizmie w odpowiednich odstępach czasu po posiłku, gwarantując właściwe odżywienie mózgu i dostawy energii. Dlatego trzeba kłaść nacisk, by dziecko nigdy nie wychodziło do szkoły bez spożycia śniadania. Powinno zabierać też drugie śniadanie, które zapewni mu wydajne działanie aż do obiadu. Kwestia regularnego spożywania posiłków ma spore znaczenie dla efektywności nauki i funkcji poznawczych dziecka, bo mówimy tu także o energii, którą potrzebuje mózg do prawidłowego funkcjonowania. Dziecko powinno spożywać pięć regularnych posiłków w ciągu dnia.

Co powinno wchodzić w ich skład? Raczej nie tak lubiany przez dzieci fast-food?
– Przede wszystkim warzywa i owoce oraz nasiona roślin strączkowych, produkty zbożowe z dużą zawartością błonnika, mleko i jego fermentowane przetwory, mięso – głównie białe, ryby morskie, tłuszcze roślinne, orzechy, należy też pamiętać o dodatkach ziół.

A gdzie ukochane chipsy?
– One są „ukochane”, bo producenci dodają do nich chemiczne polepszacze smaku np. duże ilości glutaminianu sodu. One powodują, że tak trudno się oderwać od otwartej paczki chipsów. A zawierają olbrzymią ilość soli i oleju. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że chipsy nie wchodzą w skład dobrze zbilansowanej diety, bo to „puste kalorie” bez składników ważnych dla funkcjonowania organizmu. Jeśli dziecko lubi podjadać chipsy, można podsunąć mu chipsy owocowe lub próbować je zamienić na orzechy. Trzeba jednak pamiętać, że to wciąż jest utrwalanie nawyku podjadania między posiłkami. Z czasem może się okazać, że dostarczanych w ten sposób kalorii jest po prostu za dużo i dziecko tyje.

Jako pierwsze wymienił Pan warzywa. Umyślnie?
– Warzywa i owoce powinny stanowić połowę wszystkich produktów spożywanych dziennie przez dziecko ale także przez osoby dorosłe. Ważne są proporcje – 3/4 warzyw i 1/4 owoców. Owoce są niezbędne, ale starajmy się z nimi nie „przedobrzyć”. Wynika to z dużej zawartości fruktozy i cukrów prostych w owocach. Cukry proste dają błyskawiczny wzrost energii, ale też równie szybki jej spadek. Warzywa mają daleko większe znaczenie w zbilansowanym żywieniu zapewniającym stały, prawidłowy rozwój.

Strasznie niefajne rzeczy Pan mówi. Wie Pan jaką ma minę przeciętny 7-latek, kiedy widzi na talerzu warzywa? To już nie jest problem dietetyczny, tu się zaczyna dramat wychowawczy.
– Wydaje mi się, że to jest generalny problem związany z naszym podejściem.  Bazujemy na tym, co wiemy, że dziecku będzie smakować i do tego się ograniczamy. Zdecydowanie za późno dajemy dzieciom do spróbowania nowe smaki, właśnie tych produktów, które są najbardziej zalecane. Nie możemy się więc dziwić, że dziecko z określonymi nawykami – które sami wypracowaliśmy – do nowych smaków przyzwyczaić się nie chce i jak widzi warzywa, to kręci nosem. Gdybyśmy je wcześniej stopniowo wprowadzali do jadłospisu, tych problemów by nie było. Pamiętajmy, że to my – rodzice – kreujemy przyszłe nawyki żywieniowe naszych pociech.

No tak, zatem kiedy dziecko jest małe wprowadzajmy. Ale co począć, kiedy dziecko jest już w wieku szkolnym?
– Pozostaje nam już tylko rodzicielska kreatywność i przebiegłość. Jeśli dziecko nie chce jeść surowych warzyw, można je podać gotowane w kolorowej sałatce. Spróbujmy też ugotować zupę krem. Czasem wystarczy jakiś jeden atrakcyjny element, by dziecko przekonać. Kiedyś wielkim powodzeniem cieszyła się zielona, warzywna zupa „shrekowa” – z nazwą pochodzącą od popularnego bohatera bajki. To był wystarczający „wabik”. Dzieci lubią też konkurować między sobą, więc na tej bazie również można takiego młodego człowieka „podejść” i skłonić, jeśli nie do polubienia, to do przyzwyczajenia się do warzyw.

Skoro już mowa o znaczeniu warzyw, to rodzice – wegetarianie, którzy swym dzieciom serwują wyłącznie kuchnię wegetariańską są chyba w lepszej pozycji?
– Niekoniecznie. Dieta dziecka musi być zbilansowana. U dzieci, których rodzice wychowują w duchu wegetarianizmu, niestety bardzo często dochodzi do niedoboru witaminy B12. To z kolei może skutkować anemią, problemami z układem nerwowym, wzrokiem i skórą. Dziecko w okresie rozwojowym wymaga pewnej ilości białka pochodzenia zwierzęcego – może to być mięso ryb, mleko albo jajka. Właśnie aby uniknąć ryzyka niedokrwistości.

Powiada się, że produkty mniej przetworzone są dla nas zdecydowanie lepsze niż te, które przeszły długą ścieżkę technologiczną?
– Oczywiście. „Gotowce” zawierają sporą ilość chemicznych substancji wydłużających termin przydatności do spożycia, polepszaczy smaku, syntetycznych aromatów itp. Gdy sami przygotowujemy posiłki z najprostszych produktów, mamy pełen wpływ na to, co w nich jest – zatem mamy pełen wpływ na to, co je nasze dziecko. Starajmy się włączać produkty pełnoziarniste – ciemne makarony, ciemne pieczywo, kaszę gryczaną. Nie dość, że zawierają więcej błonnika, to są również cenniejsze ze względu na wysoką zawartość niezbędnych do rozwoju minerałów.

Rodzice czasem lekceważą kwestię pojawienia się nadwagi u dziecka: „Przecież nasz kochany Pączuszek z tego wyrośnie” – mawiają. Czy Pączuszek wyrośnie?
– Zdarzają się przykłady, że Pączuszek wyrośnie na jakiś okres. Ale to, co już sobie zdążył „zachomikować” pozostanie i może w przyszłości zaprocentować tendencją do szybszego przybierania na wadze. Przede wszystkim zaś nadwaga u dziecka jest sygnałem o niewłaściwym sposobie żywienia, pojawieniu się niekorzystnych nawyków, które mogą się utrwalić w dalszym życiu oraz niedoborze aktywności fizycznej. Są to zatem pierwsze sygnały alarmowe. Pamiętajmy, iż to my właśnie w okresie dzieciństwa kształtujemy w dużym stopniu pewne elementy, które przyniosą skutki w przyszłości, gdy dziecko będzie już osobą dorosłą. Na przykład układ kostno-szkieletowy rozwija się tylko do 25. roku życia. Jeśli nie zapewnimy odpowiedniej podaży wapnia niezbędnej do jego prawidłowego rozwoju, w przyszłości tego się nie będzie dało nadrobić. A to może poskutkować w wieku dojrzałym ryzykiem osteoporozy u naszego potomka.

A tendencja do tycia nie jest uwarunkowaniem genetycznym?
– Na niedawnym sympozjum naukowym, w którym uczestniczyłem, wykładająca profesor referowała wyniki najnowszych badań na ten temat. Okazuje się, że na występowanie otyłości i nadwagi przeważający wpływ mają niewłaściwe nawyki żywieniowe i nieodpowiednie zbilansowanie diety. Kwestie genetyczne nie odgrywają tu znaczącej roli.

Jakie będą następstwa, gdy Pączuszek jednak nie wyrośnie? Jeśli nie podejmiemy odpowiednich działań?
– Żyjemy w kulturze, która promuje wysportowane sylwetki, aktywność i bycie „fit”. Najpierw wystąpią problemy natury psychologicznej – dorastające dziecko już jako nastolatek będzie miało problemy z akceptacją siebie i swojego wyglądu, bo nie będzie on taki jak promowany w mediach. Później mogą pojawić się kwestie natury społecznej – większe trudności ze znalezieniem partnera życiowego czy znalezieniem pracy. Badania socjologiczne dowodzą, iż osoby szczupłe i wysportowane o wiele łatwiej przechodzą proces rekrutacji – przy podobnych kwalifikacjach są chętniej wybierane przez pracodawców. Postrzeganie społeczne osób szczupłych i tych z nadwagą różni się na niekorzyść osób z nadwagą.

A aspekt zdrowotny?
Pierwszy problem zdrowotny, to zbyt wysoki poziom cholesterolu i związane z nim ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego. Do mego gabinetu trafiła dziewczynka w wieku wczesnoszkolnym z poziomem cholesterolu prawie 300 mg/dl, gdy dla osoby zdrowej nie powinien on przekraczać 180 mg/dl. Ewidentnym powodem był nawyk żywieniowy, co ujawniło się podczas rozmowy z rodzicami.
Dalej cukrzyca typ 2, która objawia się zaburzeniami glikemii na czczo i po posiłkowych. Ten rodzaj cukrzycy wynika z otłuszczenia organów wewnętrznych, które blokuje wyrzut insuliny z trzustki i jej dotarcie do tkanek obwodowych. W takim, bardzo powszechnym także u osób dorosłych, przypadku wdrożenie diety i utrata masy ciała doskonale poprawia glikemię w organizmie oraz zapobiega insulinooporności. Wspomniany typ cukrzycy jest wprost skorelowany z otyłością.

Czyli już teraz pracujemy na przyszłość i zdrowie naszych dzieci?
To jakie nawyki żywieniowe wykształcimy u dziecka, może rzutować na całe jego przyszłe życie. Warto mieć tego świadomość. Dlatego jeszcze raz podkreślam trzy kluczowe zasady – różnorodność wyboru produktów spożywczych, regularność spożywania posiłków i aktywność fizyczna. Trzymajmy się ich sami również dając dobry przykład dziecku.

Najnowsze

To Top