Bez kategorii

Jaworzno „zachciankiem” metropolii

– Co teraz? Zostajemy „zachciankiem” metropolii! – dramatycznie orzekła radna Renata Chmielewska podczas ostatniej sesji. Wywołało to powszechne rozbawienie zgromadzonych. Chmielewska ukuła bowiem jakiś dziwny neologizm – nowotwór językowy, który w języku polskim nie istnieje – „zachcianek” (może chodziło jej o „zaścianek”?). Paradoksalnie okazuje się, że neologizm bardzo trafiony.

Jaworzno jest „zachciankiem”, bo wszyscy politycy związani z PO rzeczywiście bardzo chcą, żeby do metropolii trafiło. Można powiedzieć więcej, Jaworzno jest „zachciankiem” Platformy, bo politycy PO bardzo chcieliby przejąć tu władzę, a przy każdych kolejnych wyborach łamią sobie zęby. Skoro nie da się wygrać w wyborach, to może przynajmniej drogą okrężną – złapać Jaworzno w sidła metropolii i w ten sposób kontrolować. Przejąć PKM Jaworzno i komunikację miejską, w przyszłości może także doprowadzić do wchłonięcia jaworznickiego MPWiK przez Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągowe, bo ustawa metropolitalna umożliwia przekazywanie miejskich spółek komunalnych do metropolii. Wszystko zgodnie z prawem, w białych rękawiczkach – majątek miejski wart setki milionów złotych. Ale nie tylko majątek – bo także rynek ponad 90 tys. mieszkańców miasta, którzy kupują bilety i płacą rachunki.
Mieszkańcy Jaworzna nie do końca zdają sobie chyba sprawę, w jak olbrzymim zakresie nasze miasto jest samowystarczalne. Własne ujęcia wody, system jej dystrybucji, kanalizacja i oczyszczalnia ścieków (MPWiK – spółka miejska), własna komunikacja miejska (PKM Jaworzno – spółka miejska), własny system placówek ochrony zdrowia (szpital miejski oraz w 98% należące do miasta ZLO). Najbardziej podstawowe potrzeby, które są zaspokajane w ramach samego miasta – nie jesteśmy zdani na niczyją łaskę lub niełaskę. Mamy też pewność, że zarówno podatki, jak i nasze opłaty za wodę i kanalizację czy bilety autobusowe wrócą w postaci inwestycji na miejscu (nowy tabor autobusowy, wymiana sieci wodociągowej na nową itp.) – nie zostaną wykorzystane gdzieś w Zabrzu czy Sosnowcu. Ta samowystarczalność, na którą władze miasta pracowały latami (z naszym przyzwoleniem wyrażanym przy urnach wyborczych) i która jest naszym wspólnym dorobkiem (sami inwestowaliśmy w nią we wpłacanych podatkach i opłatach), to spora wartość i warto ją właśnie w tych kategoriach rozpatrywać. Nam Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów nie odetnie dostaw wody, co groziło przed siedmioma laty całym Mysłowicom.
Tymczasem miejscy radni związani z PO usiłują za wszelką cenę wepchnąć nasze miasto w objęcia metropolii. Mimo iż 76% pytanych o tę kwestię w badaniach opinii publicznej mieszkańców było przeciw wejściu Jaworzna w skład metropolii. Radny Krzysztof Lehnort te badania nazywa „ankietką”, lekceważąco podchodząc do wyrażonego w nich zdania jaworznian. Sam Lehnort jest zdecydowanie za włączeniem Jaworzna do metropolii, co bardzo wyraźnie podkreślał. Wnosił on także o szerokie konsultacje społeczne w tej sprawie lub nawet referendum.
Czy radnemu Lehnortowi chodzi o tak „szerokie” konsultacje jak te, które odbywają się w innych miastach aglomeracji? W Chełmie Śląskim w konsultacjach wzięły udział 34 osoby (wszystkie głosy „za”), w Mysłowicach 109 osób (99 głosów „za”), a w Zabrzu o liczbie ludności prawie dwukrotnie większej niż Jaworzna (175 tys. mieszkańców) w sprawie metropolii wypowiedziało się 178 osób! Ten ostatni wynik można uznać za porażkę prezydent Małgorzaty Mańki-Szulik, która jest jednocześnie przewodniczącą Górnośląskiego Związku Metropolitalnego. Na 175 tys. mieszkańców jej miasta, z których prawo wyborcze posiada prawie 140 tys., tylko 178 osób (156 było na „tak”) obchodzi kwestia metropolii. O takie „szerokie” konsultacje chodzi? Z minimalną frekwencją, ale za to z przewagą głosów za wejściem do metropolii? Przypomnijmy, że w Jaworznie badanie sondażowe (które Lehnort zwie „ankietką”) przeprowadziła profesjonalna firma na reprezentatywnej próbie 600 mieszkańców.
Radni opozycji opowiadający się za wejściem do metropolii nie przedstawiają      żadnego konkretnego argumentu dla tego rozwiązania. Padły za to stwierdzenia, że kilkudziesięciu prezydentów i burmistrzów chce, a tylko Silbert ma odmienne zdanie; że biskupi orzekli, iż metropolia to szansa; a także generalne ogólnikowe mamienie hasłem „rozwój” (cokolwiek by to znaczyło). A i oczywiście mityczne 250 mln zł z budżetu państwa, choć nawet prezydenci miast aglomeracji są raczej zgodni, że te środki nie wystarczą nawet na organizację komunikacji metropolitalnej.
– Jeżeli argumentem dla metropolii miałaby być komunikacja i Państwo mówicie „podejmijmy ryzyko, zobaczmy może się uda z tą metropolią”, to my jesteśmy głosem rozsądku, mówimy „Zobaczmy, co ta metropolia zrobi na początku”. (…)Nie ryzykujmy! Pan Lehnort mówi, że bardzo by chciał do metropolii wstąpić i wszelkie ryzyko jest w stanie ponieść. Natomiast myślę, że mieszkańcy, którzy kupują bilety [komunikacji miejskiej – dop. red.] nie są w stanie ponieść ryzyka utraty kilkuset złotych własnych dochodów. Nie możemy tego zaserwować naszym mieszkańcom tylko dlatego, że słowo „metropolia” nam się podoba – podkreślała Monika Bryl, zastępca prezydenta. – Możemy spokojnie poczekać rok czy dwa lata, zobaczyć czy w obszarze komunikacji coś się zmieni, czy pójdą tam pieniądze żeby dorównali do naszego poziomu i obniżyli ceny swoim mieszkańcom. Dzisiaj nie możemy ryzykować budżetami domowymi mieszkańców, żeby tylko dla fanaberii przystąpić do metropolii.
Warto pamiętać, że stawka jest bardzo wysoka, a decyzje będą miały efekty długofalowe. Do metropolii można bowiem wejść, ale nie da się już z niej wyjść  (wyjścia nie przewiduje ustawa). Tym bardziej niepokoi ta gotowość do podjęcia olbrzymiego ryzyka ze strony radnych związanych z Platformą. Czy aby rzeczywiście z troski o dobro mieszkańców i przyszły rozwój miasta? Czy może to tylko polityczny „zachcianek”?

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top