Bez kategorii

Chcemy być pierwsi!

Prezes EUROLOOP Marek Gutt-Mostowy stawia sobie za cel, aby to polska firma – EUROLOOP – była pierwszą w świecie, która wprowadzi technologię hyperloop do powszechnego użycia. Czy Jaworzno będzie miało swój udział w pionierskim projekcie, który może zrewolucjonizować transport?

Tomasz Pstrucha: Zapowiedział Pan, iż kapsuła EUROLOOP powstawać będzie w rzeszowskiej Dolinie Lotniczej. Skąd zatem pomysł, by tor testowy hyperloop powstał w Jaworznie?
Prezes EUROLOOP Marek Gutt-Mostowy: – Wszystko sprowadza się do tego, jakie jest nastawienie samorządu do innowacyjnych technologii i umiejętności mentalnego wybiegania w przyszłość – wizji jak może wyglądać nasza przyszłość, gdy wejdziemy na ścieżkę rozwoju technologicznego. Tego rodzaju gotowość do wybiegania w przyszłość i pozytywne nastawienie spotkaliśmy w Jaworznie.

Prowadzicie rozmowy z kilkoma samorządami. Jaworzno jest jednak pierwszym miastem, z którym podpisujecie list intencyjny?
– Tak. Jaworzno jest przede wszystkim pierwszym miastem, które posiada realnie teren spełniający wstępne warunki do testów i ten teren na czas testów byłoby nam w stanie użyczyć. Inne lokalizacje, z którymi rozmawialiśmy posiadają podobne tereny, ale na przykład konstrukcja prawna, która musiałaby powstać, aby je wykorzystać mogłaby wprowadzać dodatkowe utrudnienia lub opóźnienia w realizacji projektu. Właśnie dlatego, na chwilę obecną myślimy o budowie kapsuły w Rzeszowie, a o budowie toru testowego hyperloop w Jaworznie. W trakcie realizacji projektu myślimy pragmatycznie o wszystkich elementach i skupiamy się na tych możliwościach, które się pojawiają, tak aby jak najszybciej posunąć się o krok dalej.

Ostateczne decyzje zapadną zapewne pod koniec września, bo to wówczas ma się rozstrzygnąć kwestia grantu z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju?
– Decyzja, czy dostaniemy grant czy też nie, będzie kluczowa dla projektu. Jednak nie jest to decyzja, która mogłaby całkowicie przekreślić jego realizację. Oczywiście moglibyśmy znaleźć inwestorów na całą kwotę, bo istnieje taka możliwość, lecz założyliśmy na wstępie formę finansowania z udziałem grantu z NCBiR oraz ścisłą współpracę z polskimi ośrodkami akademickimi.

Wspomina Pan o inwestorach. Grant NCBiR – 75% finansowania, inwestorzy – 25%?
– Na przewidywaną całkowitą wartość projektu w wysokości 20 mln euro, liczymy właśnie na udziały w takich proporcjach.

Wiem, że to dosyć delikatna kwestia, ale na jakim etapie jesteście w rozmowach z ewentualnymi inwestorami?
– Prowadzimy sporo rozmów i w zależności od inwestora jesteśmy na różnych etapach. Niestety nie mogę obecnie ujawnić żadnych szczegółów. Mówimy o sporych pieniądzach i wielu czynnikach o charakterze biznesowym, zatem jestem zmuszony do daleko idącej dyskrecji, dopóki nie zostaną złożone podpisy pod konkretnymi kontraktami.

Czy są to inwestorzy, którzy po pomyślnych testach znaleźliby odpowiednią aplikację dla hyperloop? Innymi słowy, czy chcieliby zastosować hyperloop w ramach swojej biznesowej działalności?
– Tak, to są tak zwani inwestorzy strategiczni. Aktualnie rozmawiamy z czterema spółkami, które są zainteresowane inwestycją w projekt właśnie ze względu na chęć praktycznego zastosowania hyperloop u siebie. Dopóki nie zakończymy pomyślnie rozmów z tego typu inwestorem, na pewno nie będzie możliwości zapewnienia finansowania projektu. Tego typu inwestor swą decyzją niejako potwierdza również, że mamy do czynienia z projektem o dużym potencjale komercyjnym i że są po prostu klienci na wykorzystanie hyperloop w swej bieżącej działalności.

A zatem, jeśli finansowanie zostanie dopięte, to w przyszłym roku wchodzicie w pierwszy etap badawczy?
– Pierwszy etap badawczy na dużą skalę – uściślę – bo badania prowadzimy cały czas, tyle że finansujemy je sami. Całość projektu ma zająć około 3,5 roku.

Dużą skalę? Czyli wielkie hale badawcze i setki inżynierów?
– Jesteśmy małą spółką, która skupia się na pracach badawczo-rozwojowych. Należy pamiętać, że to nie jest projekt, tak jak w przypadku np. firmy Cisco, gdzie zatrudnia się tysiące inżynierów z roku na rok, aby móc powiedzieć o jakimś realnym postępie. W naszym przypadku wiele zagadnień musi być rozwiązywanych w małych zespołach ściśle ze sobą współpracujących. Tu nie możemy sobie pozwolić na „rozdęte” piony badawcze, których prac nikt nie koordynuje – sfer gdzie niby coś się dzieje i nad czymś pracuje, ale tak naprawdę to nic nowego nie wnosi. Jak uczy historia, większość nowatorskich rozwiązań była opracowywana w małych ośrodkach badawczych i przez małe zespoły, bo są one najbardziej efektywne. My musimy pracować z maksymalną efektywnością, bo walczymy również z czasem. Chcemy być pierwszymi, którzy zaimplementują nową technologię i będą potrafili wdrożyć ją do praktycznego zastosowania.

Pracował Pan w CERNIE – największym światowym ośrodku badawczym, teraz sam Pan stworzył własny zespół badawczy i rusza z dużym przyszłościowym projektem. Perspektywa nieco się zmieniła? Odczuwa Pan dreszczyk emocji związany z faktu bycia pionierem?
– (śmiech) Ten romantyczny mit związany z odkrywaniem i wdrażaniem nowych rewolucyjnych rozwiązań jest obecny raczej tylko w literaturze. Tak naprawdę z pragmatycznego punktu widzenia, to się sprowadza do prozaicznego rozwiązywania problemów i zagadnień technicznych, które pojawiają się w projekcie. To może świetnie wygląda w filmach i literaturze, gdzie opisuje się to w sposób górnolotny i efektowny. W rzeczywistości są to dni, tygodnie, miesiące pracy i szukania najlepszych rozwiązań. Nie ma w tym naprawdę nic specjalnie romantycznego.

Podczas konferencji porównywał Pan początki hyperloop do początków kolei. Czy pierwszą pełnowymiarową, funkcjonalną kapsułę hyperloop nazwie Pan „The Rocket” – jak Stephenson swą pierwszą lokomotywę?
– Nazwy jeszcze nie mamy. Ale jesteśmy otwarci na sugestie (śmiech).

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top