Polityka

Metropolitalne przebudzenie

– Myślę, że wiele osób zapisywało się do metropolii na zasadzie przekonania, że lepiej w niej tak na wszelki wypadek być. Zapomniano jednak o dyskusji, jak to wszystko ma działać. Nie było debat, nie było rozmów, nie było poważnych przygotowań – powiedział w wywiadzie opublikowanym w „GW” 19 lipca br. Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa. Kiedy jednak do poważnej dyskusji na temat metropolii i jej zadań od ponad roku wzywał prezydent Paweł Silbert, większość polityków z regionu (w tym Wojciech Saługa) zdawała się uciekać od tematu i twierdzić, że powołanie metropolii rozwiąże wszystkie problemy miast aglomeracji. Teraz następuje przebudzenie z pięknego snu o nazwie „Metropolia” albo raczej wybudzanie z letargu.

„Nie było debat, nie było rozmów, nie było poważnych przygotowań”
W rozmowie Przemysława Jedleckiego z marszałkiem Saługą, opublikowanej w „GW” 19 lipca br. pada wiele intrygujących tez, dowodzących, iż samorządowcy z miast aglomeracji katowickiej, ale też sam Marszałek Województwa, padli ofiarą propagandy metropolitalnej, którą sami rozpętali. Ewentualnie machina propagandowa została cynicznie rozpędzona, aby za wszelką cenę i w jak najkrótszym czasie metropolię powołać do życia, natomiast wszystkie kwestie wątpliwe lub sporne odsunąć na dalszy plan. O nich zaczyna mówić się dopiero teraz – gdy metropolia stała się faktem, a wchodzące w skład gminy nie mają możliwości odwrotu.
Redaktor Jedlecki trafnie zauważa, że „część polityków tak napompowała balon oczekiwań wobec metropolii, że trudno będzie je teraz spełnić”. – Niewątpliwie coś w tym jest. Hurraoptymistyczne nastroje spowodowały, że do metropolii przystąpiło aż 41 gmin. Nikt się wcześniej nie spodziewał, że metropolia będzie aż tak duża. Początkowo bazą miało być 14 miast na prawach powiatu, które wcześniej stworzyły Górnośląski Związek Metropolitalny. Potem ta liczba zaczęła szybko rosnąć…- odpowiedział Wojciech Saługa (PO). – Myślę, że wiele osób zapisywało się do metropolii na zasadzie przekonania, że lepiej w niej tak na wszelki wypadek być. Zapomniano jednak o dyskusji, jak to wszystko ma działać. Nie było debat, nie było rozmów, nie było poważnych przygotowań – dodał marszałek.
Saługa przyznaje zatem, że zamiast poważnych przygotowań do powstania metropolii, mieliśmy do czynienia z „hurraoptymizmem”.

Weszli „na wszelki wypadek”?
Przed ponad rokiem właśnie brak poważnych przygotowań piętnował prezydent Paweł Silbert. – Dziś wejście do metropolii uważam za bezsensowne i bardzo szkodliwe dla Jaworzna. Staram się przekonać polityków regionalnych i samą panią premier do takich zmian w ustawie, które nadadzą metropolii sens. Jakiś czas temu proponowałem, by zadaniem związku było utworzenie nowego systemu transportu miejskiego, opartego o szybką śródmiejską kolej – mówił w czerwcu 2016 roku prezydent Jaworzna. – Dodatkowo zwracam uwagę na to, że podobnie jak niegdyś w związku Zagłębia Ruhry idealnym zadaniem dla metropolii byłoby poszukiwanie i przygotowanie alternatywy dla nieuchronnych zmian jakie muszą i nadejdą w związku ze schyłkiem branży górniczej i pokrewnych. To byłoby coś, co naprawdę warto dodatkowo finansować z budżetu państwa.
Wówczas był to głos ginący w fali propagandy sukcesu i hurraoptymizmu. W lutym 2017 nie kto inny jak Wojciech Saługa wytykał na łamach lokalnego portalu: – Patrząc z perspektywy zarówno całego regionu, jak i samego Jaworzna, nie można nie odczuwać smutku, słuchając zapowiedzi prezydenta Jaworzna dotyczących metropolii. Dziś duże aglomeracje i miasta nadają tempo rozwojowi świata. Metropolia to szansa dla nas wszystkich, szansa, którą należy wykorzystać.
Miesiąc później na antenie Radia Piekary marszałek Saługa przekonywał: – Prezydent Silbert popełnia błąd i marginalizuje Jaworzno. Stawia miasto gdzieś poza przestrzenią pociągu, który rusza i nazywa się – Metropolia. To szkodliwa decyzja dla mieszkańców.
Obecnie ten sam Wojciech Saługa przyznaje, że część gmin weszła do metropolii „na wszelki wypadek”, mimo iż „nie było debat, nie było rozmów, nie było poważnych przygotowań”. Choć powinien wskazać również na siebie, jako współwinnego metropolitalnej „histerii” i braku gotowości do podjęcia merytorycznej dyskusji na temat przyszłych zadań związku metropolitalnego. Wszystkie głosy rozsądku (jak na przykład propozycje Pawła Silberta) przykrywane bowiem były natrętnym propagandowym jazgotem i urzędniczą nowomową.

Trzeba znaleźć jakieś zadania
Po powołaniu metropolii okazuje się, że „pociąg o nazwie Metropolia” (jak ujął to marszałek z PO) nieprędko ruszy pełną parą. – Euforię trudno jednak czuć, bo sama ustawa to w gruncie rzeczy najłatwiejsza rzecz, która mogła się wydarzyć. Teraz metropolię trzeba wypełnić treścią. To jest kluczowe wyzwanie. Trzeba dać dowód mieszkańcom, że ona jest potrzebna (sic!) – wypowiadał dla „Wyborczej” symptomatyczną tezę marszałek.
Symptomatyczną, gdyż może ona potwierdzać, iż najpierw powołano nową instytucję w postaci metropolii, a dopiero teraz trzeba znaleźć dla jej powołania uzasadnienie – udowodnić mieszkańcom, że „jest ona potrzebna”. O dziwo, Wojciech Saługa mówi to zupełnie wprost!
Marszałek od kilku już miesięcy wyraża gotowość do dyskusji o przekazaniu metropolii części instytucji, którymi obecnie sam zarządza z ramienia samorządu wojewódzkiego. Wspominał o Parku Śląskim, instytucjach kultury, czy szpitalach. Rzecz w tym, iż są to instytucje, które są drogie w utrzymaniu – z punktu widzenia ekonomii generują jedynie koszty. Nie przebąkuje natomiast ani słowem o gotowości przekazania tych instytucji, które generują zyski. Przykładem może być Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągowe, w 80% należące do samorządu województwa i które jest przysłowiową „kurą znoszącą złote jajka”.
Zauważyli to doskonale uczestnicy debaty „Metropolia dla ludzi”, która odbyła się na początku lipca w Parku Śląskim. – Teraz do metropolii najchętniej wrzucilibyśmy wszystko co się da. Park Śląski drogi w utrzymaniu? To dawaj go i już będzie lżej. A przecież w ogóle nie o to chodzi. Podstawową kwestią jest określenie, czym tak naprawdę ma się zająć ta metropolia – podkreślał dr Marcin Baron z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Może kolej metropolitalna?
Przed ponad rokiem, 11 marca 2016, prezydent Paweł Silbert wystosował do samorządowców aglomeracji list otwarty w postaci „Manifestu metropolitalnego”. Zamieścił w nim propozycje do dyskusji, czym powinna zająć się metropolia. Jednym z najważniejszych postulatów była idea budowy Kolei Ruchu Metropolitalnego.
Obecnie ta idea powraca w innej, mocno zmienionej, a wręcz wykoślawionej formie. Prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński (PO) oprotestował niedawno decyzję PKP PLK S.A. o oddaleniu w czasie rozbudowy linii kolejowej między Będzinem a Ligotą o dwa dodatkowe tory. Według prezydenta Sosnowca dwa dodatkowe tory miały stać się bazą dla powstania kolei aglomeracyjnej. – A przecież kręgosłupem komunikacji w metropolii musi być kolej. Niewybudowanie nowych torowisk przyblokuje nam możliwość rozwoju komunikacji publicznej – wtórował marszałek Saługa (PO).
Rzecz w tym, że jaworznicki pomysł Kolei Ruchu Metropolitalnego miał się opierać na odrębnej od PKP-owskiej sieci kolejowej – częściowo wybudowanej od podstaw, a częściowo wykorzystującej wyłączone z ruchu szlaki po poddaniu ich modernizacji. Cały Górny Śląsk pocięty jest przecież siatką zdegradowanych linii poprzemysłowych.
Nie da się tego dokonać? W Trójmieście się udało nawet bez powoływania metropolii. Pięć lat zajęło planowanie, a dwa lata budowa Pomorskiej Kolei Metropolitalnej. – Satysfakcja jest tym większa, że jest to pierwsza od prawie 40 lat wybudowana od podstaw linia kolejowa w Polsce oraz pierwsza w naszym kraju linia wybudowana nie przez PKP, lecz przez samorząd wojewódzki! – pisze Marszałek Województwa Pomorskiego Mieczysław Struk.
Rozwijającą się wciąż linię Pomorskiej Kolei Metropolitalnej zbudował bowiem tamtejszy samorząd wojewódzki i oddał do użytku w roku 2015. W samym tylko pierwszym półroczu 2017 r. pociągi metropolitalne w Trójmieście przewiozły 1,5 mln pasażerów.
Na Pomorzu nie przerzucano jednak odpowiedzialności za transport publiczny jak „gorący kartofel”. Samorząd województwa sporządził plany i wykonał inwestycję w 7 lat. Dla Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego sukcesem jest natomiast finisz remontu Stadionu Śląskiego po 8 (!) latach modernizacji. A transport? Metropolia to załatwi…, albo PKP…, a jak nie – zawsze można zrzucić odpowiedzialność na rząd.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Z ostatniej chwili

To Top