Z miasta

Przetargi utknęły w wąskim gardle

Czy uda się zrealizować wszystkie inwestycje planowane w naszym mieście? Czas upływa, a sytuacja z przetargami robi się coraz bardziej nieciekawa. Ceny w branży budowlanej poszybowały i nijak się mają do wstępnych kosztorysów i zabezpieczonych w gminnych budżetach środków na inwestycje. Bo Jaworzno nie jest odosobnione w tym problemie, sytuacja wygląda identycznie w całej Polsce.

Wzrosły apetyty wykonawców
– Przed rokiem czy dwoma laty, gdy organizowaliśmy gminne przetargi zawsze zgłaszało się kilka zainteresowanych firm. Oferty oscylowały w pewnych rozsądnych widełkach wokół naszych wewnętrznych szacunków kosztorysowych. Inwestycje udawało się wykonać za ceny niższe, niż zakładaliśmy. Dzięki temu zaoszczędzone pieniądze można było przesuwać na wykonanie kolejnych projektów – mówi jeden z jaworznickich urzędników. – Dzisiaj bywa, że w przetargu startuje tylko jedna firma, a proponowane ceny są często o ponad 50% wyższe niż wynikałoby to z naszych wstępnych szacunków.
W efekcie przetargi trzeba unieważniać. Doskonałym przykładem jest choćby niedawny przetarg na modernizację Hali Widowiskowo-Sportowej w centrum oraz budowę zadaszonego parkingu na jej przedpolu. Zadanie wchodzi w skład większego projektu przebudowy ścisłego centrum miasta pod nazwą Miejskiego Centrum Integracji Transportu, który uzyskał dofinansowanie z budżetu unijnego. Według wstępnych szacunków, zadanie to miało kosztować 13,2 mln zł. Po otwarciu ofert przetargowych 26 lipca okazało się, że pierwszy z oferentów zaproponował cenę wykonawstwa na poziomie blisko 22 mln zł, a drugi złożył propozycję w wysokości… 32,3 mln zł! Czyli pierwsza z ofert jest wyższa o 66% niż planowane na ten cel wydatki miasta, a druga przewyższa je prawie 2,5-krotnie!

Przetargi do powtórzenia
Ten przykład nie jest odosobniony. Podobnie sprawa wyglądała z kolejnymi przetargami składającymi się na projekt MCIT. Przebudowa Placu Górników (parking dla rowerów oraz główna stacja JAWELO) oraz kompleksowa modernizacja przystanku „Centrum” miały wedle szacunków kosztować 5,2 mln zł, a jedyna oferta, która wpłynęła w przetargu opiewała na 7,1 mln zł. W przetargu na budowę Velostrady udało się pozytywnie rozstrzygnąć jedynie cześć inżynieryjną (budowa wiaduktów i przepustu pod Trasą Śródmiejską), natomiast część drogowa przetargu została unieważniona. Powód? Drogopol zaproponował cenę sześciokrotnie, a WPRD Katowice jedenastokrotnie (!) wyższą niż wskazywały przewidywania.
Trzeba mieć na uwadze, że projekt Miejskiego Centrum Integracji Transportu ma znaczenie strategiczne dla Jaworzna i jest jednym z głównych miejskich projektów finansowanych w tej perspektywie unijnej. MCIT będzie niekompletne, jeśli jakakolwiek jego składowa nie zostanie wykonana, ponieważ poszczególne elementy zazębiając się mają tworzyć spójny system (np. rower miejski nie odniesie sukcesu bez Velostrady, bez parkingu pod halą nie zadziała system park & ride, itd.). W poniedziałek (21 sierpnia) większość z tych przetargów została ogłoszona ponownie.
– W związku z faktem, że są to inwestycje dofinansowywane z budżetu Unii, muszą zostać wykonane i rozliczone w określonym terminie. A czas nieubłaganie upływa – przypominają jaworzniccy urzędnicy.

Inwestycje w opałach
Wspomniany problem dotyka nie tylko Jaworzna. W Sosnowcu „padł” przetarg związany z remontem DK94 – jednej z głównych (obok autostrady A4 i „naszej” DK 79) tras łączących województwo śląskie z małopolskim (trasa Bytom – Kraków przez Olkusz). Wszystkie z sześciu ofert przewyższały środki zabezpieczone na inwestycję w budżecie stolicy Zagłębia.
Jeżące włos na głowie ceny padły również w przetargu dotyczącym projektu rewitalizacyjnego sosnowieckiej dzielnicy Kazimierz Górniczy (za modernizację muszli koncertowej jedyny oferent zażyczył sobie prawie 5 razy więcej niż wynikało to z wstępnych kosztorysów, a szacowaną cenę modernizacji domu kultury przebił ośmiokrotnie).
O tym, jak trudna zaczyna być sytuacja można się przekonać po wpisaniu formuły „przetargi gminne” w okno wyszukiwarki i sprawdzeniu wiadomości z ostatnich dwóch miesięcy. Przez całą Polskę przechodzi fala unieważnień przetargów, a ceny proponowane przez wykonawców zadziwiają samorządowców.
– Gdy kilka miesięcy temu przestrzegałem kolegów współpracujących przy realizacji programów unijnych przed zbliżającą się falą wzrostu cen usług w branży budowlanej, zostało to zlekceważone i pominięte. Dziś praktycznie wszędzie – w Jaworznie i w każdej polskiej gminie – mamy do czynienia z tym, że nie możemy rozstrzygnąć przetargów, ponieważ oczekiwania firm są dużo większe niż ceny wynikające z kosztorysów – przyznaje prezydent Paweł Silbert.

Pompowanie bańki
Skąd ten nagły skok cen? Zadziałały prawa rynku – „odblokowano” środki unijne i wszystkie miasta ruszyły z zaplanowanymi inwestycjami. Gwałtowny wzrost popytu na usługi budowlane wyśrubował stawki. Teraz o rynku decydują wykonawcy, którzy mogą przebierać w ofertach i dyktować ceny.
– Tak, to oczywiste, że jak jest duży popyt, to ceny idą w górę, ale tu kłania się problem kumulacji. Niestety, samorządy dostały pieniądze „naraz”, wyrzuciły wszystkie przetargi w jednym terminie i dzieje się to co się dzieje. Gdyby pomyślano wcześniej, przygotowano te inwestycje „po bożemu”, to może udałoby się to zjawisko ograniczyć – potwierdzał w „Portalu Samorządowym” Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Jest dużo aspektów tego problemu. Po pierwsze, generalnie brakuje rąk do pracy i to jest zjawisko powszechne. Nie brakuje pracowników do tych prac najprostszych, bo do kopania rowów jakoś się jeszcze ludzi znajdzie, ale brakuje operatorów specjalistycznych maszyn, urządzeń czy kierowników poszczególnych typów robót – dodawał.
Ale warto także zadać pytanie, do jakiego stopnia wzrost cen można uzasadniać brakiem pracowników i wzrastającą presją na podniesienie płac (przed którą pracodawcy bronią się jak mogą). W jakim zaś stopniu jest to efekt gwałtownego dopływu środków zewnętrznych i „sztucznego pompowania” rynku z myślą o zyskach? Samorządy zaczynają być traktowane jak dojna krowa, z której płynie strumień euro i złotówek. A długofalowe skutki mogą być opłakane.

Może być gorzej
– Tracę nadzieję, że samorządy będą w stanie wykorzystać w 100% środki unijne, w obecnej perspektywie. Wzrost wydatków majątkowych i bieżących spowoduje niechybnie niemożność zapewnienia funduszy na wkłady własne. Bardzo wątpliwy jest scenariusz, by udało się wykorzystać dofinansowania unijne w planowanych do 2018 roku kwotach. To skutkowałoby utratą części środków w kolejnych latach – przestrzega prezydent Silbert. – O ile nie zostanie zatrzymany trend wzrostu wydatków bieżących, to możemy mieć sporo kłopotów przez ładnych kilka lat. Widać wyraźnie parcie na wzrost płac, a więc i kosztów po stronie przedsiębiorców, którzy te koszty przerzucają na swoich kontrahentów. To element normalnej gry rynkowej i nie ma co się dziwić właścicielom firm. Niestety, bez interwencji Państwa, doprowadzi to w konsekwencji do kryzysu gospodarczego.
Jak może wyglądać scenariusz pesymistyczny? Znacząca część inwestycji nie zostanie wykonana, środki unijne nie w pełni wykorzystane, gminy zmuszone do cięcia wydatków będą się bardziej „zwijać” niż rozwijać, a przez całą branżę budowlaną po krótkotrwałej hossie (niektóre przedsiębiorstwa zarobią dziesiątki milionów) w dłuższej perspektywie przewali się tsunami upadłości (bo wycieńczone samorządy przestaną inwestować).
Pozostaje nam czekanie na dalszy rozwój sytuacji i obserwowanie, czy powtarzane przetargi przyniosą pozytywne rozstrzygnięcia. Na szczęście w Jaworznie część zamówień publicznych była systematycznie realizowana wcześniej (np. autobusy elektryczne dla PKM, budowa kolejnych odcinków Obwodnicy Północnej, wodny plac zabaw na Plantach), więc i tak nasze miasto nie jest w najgorszej pozycji.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top