Sport i rekreacja

Neymara i tak nie kupimy

By Agencia Brasil Fotografias [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Czy miasto powinno finansować profesjonalne kluby sportowe? Profesjonalne w znaczeniu – złożone z kontraktowanych i sowicie opłacanych sportowców. Profesjonalne również w znaczeniu, iż funkcjonujące jak normalne przedsiębiorstwa. Taka dyskusja rozgorzała ostatnio podczas sesji Rady Miejskiej.

– Ten sport na najwyższym poziomie tak wygląda, że już w 1999 roku w Chelsea Londyn nie grał żaden Anglik. Jakieś 4 lata później tak się stało, że w całej ławce 16 osób Arsenalu Londyn gdzieś około 2004 roku nie wyszedł żaden Anglik. (…) Dwa lata później Manchester United też nie miał w swym składzie żadnego Anglika. Do czego zmierzam? Zmierzam do tego, że należy w pewnym momencie oddzielić sport od rekreacji – wysnuwał intrygującą tezę podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Krzysztof Lehnort. Wynika z niej, iż w Jaworznie zbyt często myli się sport z rekreacją i trudno mówić w naszym mieście zwłaszcza o sporcie profesjonalnym. Wysoki poziom i wyniki gwarantują tylko profesjonalne kluby z profesjonalnymi zawodnikami – tego wydaje sobie życzyć w Jaworznie radny Lehnort.
– Panie Radny, ale burmistrz Londynu nie dał nawet złotówki Chelsea, a za to Roman Abramowicz wyłożył miliardy funtów – trzeźwo odpowiedział Lehnortowi Przewodniczący Rady Wiesław Więckowski.
I tu chyba leży sedno problemu. Są bowiem w naszym mieście tacy radni i tacy działacze, którzy chcieliby, aby miasto łożyło grube miliony na utrzymywanie profesjonalnych drużyn sportowych. Z punktu widzenia prezesów nie ma się co dziwić, bo dla nich byłoby to wygodne rozwiązanie – miasto płaci, a oni tylko wydają. Marzenie wydawania łatwo pozyskanych pieniędzy na iluzoryczną mrzonkę budowy „drugiej Chelsea” w Jaworznie.
Rzecz w tym, że w całym cywilizowanym świecie kluby sportowe są przedsiębiorstwami – biznesem, którym zajmują się prywatni inwestorzy, a nie miasta. Jak słusznie zauważył Wiesław Więckowski, to Roman Abramowicz wyłożył miliardy ze swoich pieniędzy na działalność klubu, a nie burmistrz Londynu z podatków mieszkańców. Już w 2013 roku Komisja Europejska stwierdziła, iż profesjonalne kluby piłkarskie powinny się finansować, wykorzystując mechanizmy zarządzania (jak przedsiębiorstwa), a nie kosztem podatników. W ubiegłym zaś roku KE zażądała zwrotu milionów euro do państwowej i samorządowej kasy od siedmiu hiszpańskich klubów, uznając iż otrzymywały niedozwoloną pomoc publiczną.
Kiedy słyszy się wywód Krzysztofa Lehnorta, przychodzi do głowy Fredrowskie „Znaj proporcjum, mocium panie” – bo o czym my w ogóle mówimy? Chelsea, Arsenal, ManU? W realiach polskiej ligi? Niezależnie od jej jakości piłkarskiej, w Ekstraklasie obraca się mimo wszystko dziesiątkami milionów złotych. Wydaje się jednak, że etap klubów miejskich, czy finansowanych głównie przez miasto odchodzi w przeszłość.
W Ekstraklasie znajdziemy aktualnie tylko cztery kluby z większościowym udziałem miasta – Śląsk Wrocław, Piast Gliwice, Wisła Płock i Górnik Zabrze. Szacuje się, że w ciągu minionych 7 lat Wrocław wydał na klub 70 mln zł. Płock dołożył w bieżącym roku do Wisły 6 mln zł. Natomiast Gliwice w samym roku 2016 wyłożyły na Piasta 12 mln zł, a w pierwszym półroczu 2017 – 7 mln zł. Wychodzi średnio 10-11 mln zł na piłkarski sezon. Wynagrodzenia piłkarzy w Piaście Gliwice wyniosły w sezonie 2016/2017 około 10,3 mln zł. W wielkim uproszczeniu można więc rzec, że miasto Gliwice dokłada do działalności klubu równowartość budżetu płac piłkarzy. Trzeba również zaznaczyć, iż ubiegły sezon Piast zakończył ze stratą netto na poziomie 2 mln zł.
Idąc więc tropem rozumowania Krzysztofa Lehnorta na temat profesjonalnego sportu w Jaworznie, wypada zapytać mieszkańców czy godziliby się, aby z publicznych pieniędzy płacić przynajmniej około 10 mln zł rocznie na wynagrodzenia piłkarzy – ich średnie zarobki w klubach z najniższym budżetem w Ekstraklasie szacuje się na ok. 30 tys. zł netto miesięcznie (najwyższy kontrakt w klubie Ekstraklasy opiewał na sumę 215 tys. zł miesięcznie).
A druga strona medalu, to kwestia jak te pieniądze w miejskim budżecie znaleźć? Innymi słowy, czy Krzysztof Lehnort miałby propozycję, czego w mieście nie wykonać, aby móc zbudować upragnioną jaworznicką Chelsea? Zrezygnować z zakupu nowych elektrycznych autobusów dla PKM Jaworzno, nie budować wodnego placu zabaw na plantach, a może zrezygnować z remontu dróg? I tak co roku, bo jak pokazują doświadczenia samorządów finansujących zawodowe kluby, pieniędzy trzeba dosypywać w każdym piłkarskim sezonie.
A jak bywa z klubami finansowanymi przez miasta widać szczególnie jaskrawo na przykładzie Ruchu Chorzów czy Górnika Zabrze. Dwa lata temu Zabrze przeprowadziły reanimację Górnika kwotą 35 mln zł (emisja obligacji). W roku bieżącym sytuacja się powtórzyła – klub aby przetrwać potrzebował ożywczego zastrzyku w kwocie 32 mln zł. Zabrze takimi pieniędzmi nie dysponuje, więc pieniądze wyłoży bank, a gmina zobowiązała się oddać do 2031 roku sumę 46 mln zł (wykupić akcje). Miasto stało się zatem „zakładnikiem” klubu piłkarskiego, bo po wpompowaniu tak olbrzymich sum, trudno się później wycofać. Co gorsza zrobiło to „na kredyt”. Należy też dodać, że Zabrze równolegle zainwestowało w modernizację stadionu na 30 tys. widzów dla Górnika (w tym roku ostatni etap modernizacji – za 60 mln zł na Arena Zabrze ma powstać czwarta trybuna). Ekstraklasowy klub jest „workiem bez dna”, który potrafi pochłonąć każdą kwotę i nadal będzie mało.
Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowana jest w Ruchu (I liga), gdzie Chorzów ma tylko 20% udziałów, ale samorząd wziął na siebie największy ciężar ratowania poważnie zadłużonego klubu. Brakowało pieniędzy nawet na licencję do gry w pierwszej lidze, a Ruch zaczął rozgrywki z ujemnymi pięcioma punktami, jako kara za zaległości finansowe. Środowisko piłkarskie zaczyna się zatem zastanawiać, czy kosztowne ratowanie Ruchu nie okaże się tylko przedłużeniem jego agonii.
– Nie jest zadaniem własnym gminy prowadzenie zawodowych drużyn sportowych. Gminy nie powinny się takich zadań podejmować. W myśl ustawodawcy gminy mają obowiązek wspierać to, co dzieje się w zakresie szkolenia dzieci i młodzieży oraz sportu amatorskiego i rekreacji. To robimy z pełnym zaangażowaniem. Podobnie miasto angażuje się w budowę i modernizację infrastruktury sportowej – podkreśla prezydent Paweł Silbert. – Wysoce nieprawdopodobne jest natomiast, że miasto z potencjałem finansowym jak Jaworzno będzie prowadziło ekstraligowy klub piłkarski, koszykarski czy siatkarski. Wymogi licencyjne, koszty organizacyjne, koszt wymaganej infrastruktury oraz koszty wynagrodzeń na tym poziomie rozgrywkowym są tak wysokie, że nas szybko na to stać nie będzie.
– Uważam za świetną inicjatywę, że zupełnie „oddolnym” staraniem reaktywowała się drużyna piłkarska o wielkich tradycjach, myślę tu o „Victorii”. Doskonale widać na przykładzie właśnie „Victorii”, że zaangażowanie i aktywność ludzi z nią związanych jest dobrym prognostykiem i daje szansę na dalszy rozwój – zauważał prezydent Silbert. – Takie inicjatywy gmina jest gotowa wspierać i wspiera również finansowo w postaci dotacji.
Są zatem w naszym mieście prawdziwi pasjonaci, którym zależy po prostu na klubie, na szkoleniu dzieci i młodzieży, chcą działać w tym zakresie i aktywnie poszukują sponsorów.
A co z tymi, którzy marzą o budowie „jaworznickiej Chelsea”? Mogą poszukać inwestora (drugiego Abramowicza lub arabskiego szejka leżącego na petrodolarach) lub zaangażować własne środki i powołać stosowną spółkę . Ewentualnie pozostaje opcja mniej absorbująca – „odpalenie” na komputerze „Football Managera”. Tu można zostać prezesem klubu piłkarskiego, nawet bez kasy miasta.
– Neymara i tak już nie kupimy – z uśmiechem podsumował dyskusję Wiesław Więckowski. Jest to najtrafniejsza puenta dywagacji o zawodowych klubach (z zawodowymi prezesami i zawodowymi piłkarzami) żyjących na garnuszku miasta. Dywagacji lekko „odklejonych” od realiów.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top