Z miasta

Odpady na „Azotce” zostały „odkryte” przez opozycję

Opozycja jak „hibernatus”

 

Radni opozycji ze zdumieniem „odkryli”, że w Jaworznie od lat tyka bomba ekologiczna w postaci toksycznych odpadów po produkcji „Azotki”. Informacja przekazana przez urzędników Wydziału Komunalnego i Ochrony Środowiska na temat obecnej sytuacji skażonych terenów okazała się dla nich prawdziwą sensacją. „Bo media o tym nie informowały…” Czy aby na pewno?

 

Jest taka francuska komedia z Louisem de Funès zatytułowana „Hibernatus”. Opowiada ona o odnalezieniu człowieka zamarzniętego w bryle lodu, którego udaje się przywrócić do życia po kilkudziesięciu latach pozostawania w stanie hibernacji. Lekarze, aby zaoszczędzić mu szoku usiłują utrzymywać go w przekonaniu, iż nadal znajduje się w roku 1905. Oczywiście wynika z tego wiele zabawnych perypetii.

Podczas czwartkowej sesji dosyć podobną komedię usiłowali odegrać radni opozycji. Niestety ze zdecydowanie mniej zabawnym skutkiem. Scenariusz był po prostu kiepski, a przede wszystkim miał podłoże polityczne.

Bo jak można odebrać „rewelacje” odczytywane przejętym głosem przez radnego Krzysztofa Lehnorta na temat zagrożeń związanych ze składowiskiem odpadów niebezpiecznych dawnej „Azotki”. Według Lehnorta media lokalne nigdy nie informowały o tym, jak wielką bombą ekologiczną są zakopane odpady toksyczne. Nie dość, że komedia to jeszcze słabo zagrana.

Na naszych łamach wielokrotnie opisywaliśmy problem związany z Centralnym Składowiskiem Odpadów na Rudnej Górze oraz w Dolinie Wąwolnicy. Pisaliśmy o opinii Komisji Helsińskiej i o tym, że jaworznicka bomba ekologiczna należy do największych potencjalnych źródeł skażenia dla Bałtyku. Na bieżąco również donosiliśmy o wszelkich przedsięwzięciach miasta, w kierunku doprowadzenia do unieszkodliwienia tego potężnego źródła skażenia.

Problemu ignorowanego latami przez kolejne rządy. Dopiero niedawne interwencje posła Dariusza Starzyckiego spowodowały, że Ministerstwo Środowiska poważnie podeszło do zagadnienia. Miasto nie ma bowiem ani możliwości prawnych, ani finansowych, aby poradzić sobie z 200 tys. ton toksycznych odpadów (zwłaszcza na terenie, którego nie jest właścicielem). Bez działań na poziomie rządowym będzie to niemożliwe.

Czy Krzysztof Lehnort przez ubiegłe lata tkwił zamrożony w bryle lodu? Przecież już kolejną kadencję jest radnym i powinien być doskonale zorientowany w kluczowych kwestiach, które dotyczą Jaworzna i jego mieszkańców. Tymczasem udaje, iż o skali zagrożenia związanego z dawnym składowiskiem „Azotki” dowiedział się dopiero teraz z informacji na Komisji Zdrowia i Ochrony Środowiska. Nota bene informacji, która przygotowywana i prezentowana na komisji jest co roku we wrześniu. Zaiste „hibernatus”.

Kolejnym „rozgrywającym” w dyskusji był Marcin Kozik, który pokusił się nawet o skrót myślowy, że problem odpadów „Azotki” powstał w roku 2003. Gdy tymczasem składowanie rozpoczęło się w roku 1921 i swe apogeum osiągnęło w trzydziestoleciu po II wojnie światowej. W roku 2003 miasto po prostu rozpoczęło identyfikowanie miejsc, gdzie kombinat chemiczny przez dziesięciolecia zakopywał toksyczne substancje i podjęło starania, by doprowadzić do ich zabezpieczenia oraz remediacji.

Wybudzenie z „hibernacji” nastąpiło nagle teraz. Celem tego „teatrzyku dla naiwnych” jest próba ukazania Jaworzna jako miasta bardziej zagrożonego odpadami niebezpiecznymi niż Bytom. „Patrzcie – u nas jest prawdziwy problem, przy którym afera w Bytomiu to pestka” – zdają się komunikować mieszkańcom opozycjoniści związani z Platformą.

Z tym, że my borykamy się z historyczną spuścizną po dawnym kombinacie chemicznym (która dawno mogłaby zostać unieszkodliwiona, gdyby Państwo wzięło na siebie odpowiedzialność jak to było np. w Czechach), natomiast Bytom jest zasypywany odpadami teraz – na oczach jego mieszkańców. W samych Łagiewnikach na teren po Hucie Zygmunt może w ciągu najbliższych 10 lat trafić… 125 mln ton odpadów! Wszystko na podstawie decyzji wydanych przez prezydenta Bartylę oraz Marszałka Województwa. Czy zatem opozycyjny teatrzyk nie jest próbą postawienia zasłony dymnej i uniknięcia bardzo niewygodnego dla radnych sympatyzujących z Platformą pytania, ile podobnego rodzaju decyzji wydał marszałek Saługa?

Według informacji Mariusza Janasa – przewodniczącego bytomskiej Rady Miejskiej – od stycznia 2013 wydane zostały aż 22 pozwolenia na składowanie odpadów w Bytomiu, z czego 11 wydał marszałek. Miliony ton odpadów. Mieszkańcy Bytomia gremialnie protestują pod wspólnym hasłem „Bytom to nie hasiok”. Nikt przecież nie chce żyć na śmietnisku, a Bytom ma potencjał, by stać się największym wysypiskiem odpadów w Europie. Ta afera i gniew mieszkańców może pogrążyć nie tylko prezydenta Bartylę…

Czy mieszkańcy Jaworzna mają powody, aby bulwersować się lub protestować jak bytomianie? Nie obserwujemy w mieście „wanien”, które zwożą odpady i zrzucają je do wykopów. Urzędnicy stanowczo twierdzą, że ich nie zobaczymy. W Jaworznie przybywa za to użytków ekologicznych i miejsc, gdzie można odpocząć na łonie natury. Ale to od jaworznian zależy, czy dadzą wiarę własnym oczom i zdrowemu rozsądkowi, czy nabiorą się na kiepsko zagrane i wyreżyserowane komedyjki.

Najnowsze

To Top