Z miasta

CT i TwJ: „wolne”, „niezależne” i w dodatku ściśle tajne

Wydatki na promocję w mediach, a zwłaszcza lokalnych mediach jaworznickich, stają się jedną z najbardziej strzeżonych tajemnic Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego. Ale chyba nikt nie mógł spodziewać się, że o utajnienie tych informacji wystąpią… sami jaworzniccy wydawcy spod znaku „Co Tydzień” i „Tydzień w Jaworznie”. Ci sami, którzy szermując hasłami o „wolności mediów” i „powszechnym dostępie do informacji publicznej” – żądają udostępnienia wszelkich informacji w jaworznickim urzędzie (i je otrzymują). Okazuje się, że żądają powszechnego dostępu do informacji publicznej wszakże pod warunkiem, że nie dotyczy to ich działalności. Tę bowiem chcą okryć zasłoną całkowitej tajemnicy. Czyżby było tu coś do ukrycia?

Wolne i niezależne media” chronią tajemnice

Wolne i niezależne media” – tak mówi o nich radny Marcin Kozik. Lubi w nich regularnie wypowiadać swe równie „wolne i niezależne” opinie. Dzielić łamy i czas antenowy z innymi niezależnymi politykami, takimi jak poseł PO Paweł Bańkowski czy szef klubu radnych pochodzących z listy PO Krzysztof Lehnort.

Właśnie te „wolne i niezależne media” jaworznickie wystąpiły w lipcu bieżącego roku o utajnienie informacji związanych z wydatkami poniesionymi przez Urząd Marszałkowski na rzecz tychże wydawnictw. Co więcej, pisma złożone 24 i 27 lipca 2017 roku mają dotyczyć okresu od 1 stycznia 2014 roku do 30 kwietnia 2017 roku!

W ujęciu Wydawnictwa GM Sp. z o.o. (wydawca „Co Tydzień”, portalu jaw.pl i „dlaCiebie TV”) oraz Wydawnictwa GPrint Sp. z o.o. (wydawca „Tygodnia w Jaworznie”) dane finansowe dotyczące współpracy z Urzędem Marszałkowskim mają charakter poufny i mogą być cenne dla konkurencji.

Zapewne jedną z tych „cennych” informacji jest ta, iż sam Urząd Marszałkowski kierowany przez Wojciecha Saługę (PO) wydał w roku 2016 ponad 60 tys. zł na zakup czasu antenowego w „wolnych i niezależnych” mediach Wydawnictwa GM, a rok bieżący rozpoczął zamówieniem na kwotę ponad 30 tys. zł. W Urzędzie Marszałkowskim doszło do przecieku i te „tajne” dane (a dotyczące wydatkowania pieniędzy publicznych) ujrzały światło dzienne w postaci wykazu umów zawartych od początku roku 2016 do końca maja 2017. Skoro je opublikowano, to nie mogą być aż tak cenne.

Urząd Marszałkowski odmawia informacji radnej

Bulwersujący jest nie sam fakt zlecania przez Urząd Marszałkowski usług jaworznickim „wolnym i niezależnym” mediom, bo wolność działalności gospodarczej jest jednym z praw podstawowych. Bulwersujący jest tryb w jakim Urząd Marszałkowski usiłuje nie dopuścić do udostępnienia informacji publicznej.

W myśl ustawy o dostępie do informacji publicznej, każda informacja o sprawach publicznych (a taką jest niewątpliwie informacja o wydatkach wojewódzkich) stanowi informację publiczną i podlega udostępnieniu. Co więcej, ustawa o finansach publicznych dodatkowo wskazuje, iż gospodarka środkami publicznymi jest jawna – także w zakresie podawania do publicznej informacji zasad odpłatności za świadczone usługi. Zgodnie z tymi normami prawnymi działa np. jaworznicki Urząd Miejski, publikując rejestry umów cywilnoprawnych.

Tymczasem Urząd Marszałkowski odmawia radnej wojewódzkiej Marii Materli informacji na temat wydatków poniesionych na rzecz dwóch wspomnianych wyżej jaworznickich wydawnictw i udostępnienia kopii faktur z tymi wydatkami związanych.

Długotrwała analiza i… utajnienie

Z końcem maja radna złożyła wniosek o udostępnienie danych. Otrzymała odpowiedź, iż w związku z „koniecznością analizy oraz podjęcia dodatkowych czynności mających na celu zebranie wnioskowanej do udostępnienia dokumentacji” termin udzielenia informacji został przedłużony do 28 lipca 2017 roku.

Dziwnym zbiegiem okoliczności 24 lipca Wydawnictwo GPrint, a 27 lipca Wydawnictwo GM złożyły w Urzędzie Marszałkowskim oficjalne pisma nie wyrażające zgody na udostępnienie danych finansowo-rozliczeniowych ujętych w dokumentach związanych z współpracą. Stanowią one w ich ujęciu tajemnicę przedsiębiorcy, powołując się na ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Jeszcze 27 lipca (a zatem w dniu wpływu pisma od wydawcy „Co Tydzień”) Dyrektor Wydziału Komunikacji Społecznej Urzędu Marszałkowskiego Maciej Gramatyka, przesłał radnej Materli pismo, w którym stwierdza, iż na pytania dotyczące kwestii finansowych nie może udzielić odpowiedzi, ponieważ stanowią one tajemnicę przedsiębiorcy.

Przyjął zatem, najprawdopodobniej na podstawie tylko oświadczenia przedsiębiorcy, że dane nie mogą zostać upublicznione. Tymczasem urząd jest zobligowany (podkreśla to orzecznictwo sądów administracyjnych) do dogłębnej i obiektywnej analizy, czy faktycznie dane wskazywane przez przedsiębiorcę stanowią tajemnicę i muszą być chronione. Tego rodzaju złożonej procedury nie da się przeprowadzić w ten sam dzień, kiedy wpływa oświadczenie. Maciej Gramatyka nie zawarł w swym piśmie jakie konkretnie informacje wynikające z umów podlegają ochronie i nie uzasadnił odmowy ich udostępnienia (znowu wbrew orzecznictwu). Na domiar odmowa nie miała formy decyzji administracyjnej.

Niemal równolegle, bo 28 lipca, inny urzędnik marszałkowski – Zastępca Dyrektora Wydziału Pomocy Prawnej Józef Koczar – przekazał portalowi informacyjnemu „LoveSlaskie.pl” wykaz umów zawartych przez Urząd Marszałkowski w okresie od 1 stycznia 2016 do 30 maja 2017. Znajdujemy w nim między innymi zlecenia realizowane przez jaworznickie „wolne i niezależne media” oraz ich wartość. To w końcu jak jest z tą tajemnicą przedsiębiorcy i danymi związanymi z jaworznickimi wydawcami – poufne czy nie?

W końcu obaj marszałkowscy urzędnicy zdecydowali się przedstawić wspólne stanowisko. Stało się to dopiero 21 sierpnia w postaci oficjalnej decyzji odmowy udostępnienia informacji publicznej w części dotyczącej kwestii finansowych związanych z umowami z jaworznickimi wydawnictwami.

Promocja w „wolnych i niezależnych” mediach

Co kryje się w wydatkach „marszałkowa” pod wodzą Wojciecha Saługi na promocję w jaworznickich „wolnych i niezależnych” mediach, że wymaga to szczególnej ochrony? Dlaczego wydawcy mediów, które najgłośniej krzyczą o „wolności prasy” i konstytucyjnym prawie do dostępu do informacji zareagowali tak gwałtownie i złożyli oświadczenia o ochronie tajemnicy przedsiębiorcy? Wszystko aby dane o szczegółach umów z Urzędem Marszałkowskim nie trafiły do wiadomości publicznej.

Radca prawny Józef Koczar nie widział przeszkód przy udostępnianiu wykazu umów Urzędu Marszałkowskiego za okres od 1 stycznia 2016 do 30 maja 2017. Wynika z nich, że Wydawnictwo GM zdobyło w tym okresie zlecenia na sumę ponad 90 tys. zł.

Kiedy radna Maria Materla po raz pierwszy interpelowała w sprawie tych wydatków (20 marca 2017), pytała o okres od 1 stycznia 2015 do 28 lutego 2017. Wówczas otrzymała dosyć oględną, ale jednak odpowiedź, iż we wskazanym okresie koszty publikacji materiałów w wydawnictwie z siedzibą przy ul. św. Barbary, które poniósł Urząd Marszałkowski wynosiły prawie 126 tys. zł.

Niektóre zagadnienia bardziej „tajne” niż inne?

Problem z uzyskaniem jakiejkolwiek informacji pojawił się wraz z chwilą, kiedy Maria Materla zapytała o okres od 1 stycznia 2014 do 30 kwietnia 2017. Czyli rozszerzyła interesujący ją zakres danych o rok 2014 oraz zażądała stosownej dokumentacji. Najpierw spotkała się z przedłużeniem terminu odpowiedzi do dwóch miesięcy, a następnie otrzymała decyzję odmowną ze względu na ochronę tajemnicy przedsiębiorcy. Co takiego znaczącego działo się w roku 2014? …czy aby nie był to rok wyborów samorządowych?

Patrząc na całość sprawy – unikania lub przewlekania w czasie odpowiedzi, blokowania dostępu do informacji o wydatkach Urzędu Marszałkowskiego rządzonego przez PO – rzeczywiście potrzebna wydaje się nowa ustawa o jawności życia publicznego, która wyeliminuje takie patologie i nałoży surowe kary na tych, którzy różnymi wybiegami unikają ujawnienia na co wydają publiczne pieniądze.

Czy zostaną wyciągnięte konsekwencje za utajnianie publicznych informacji, to pokaże przyszłość. Z nieoficjalnych rozmów wiemy, że sprawa odmowy udzielenia informacji będzie miała swój dalszy ciąg.

Najnowsze

To Top