Biznes

Kierownica – relikt przeszłości

Przemysł samochodowy stanął u progu największych przemian w całej swej historii. Tym razem ton im nadały niewielkie start-upy z Doliny Krzemowej – wizjonerzy nowej mobilności. Wielkie koncerny starają się nadążyć, lecz coraz częściej słychać głosy, iż epoka motoryzacji jaką znamy dobiegła końca. Czeka nas nowa rewolucja transportowa. Jaworzno jest pierwszym miastem w Polsce, gdzie o zmianach jakie przyniosą pojazdy autonomiczne, myśli się równie poważnie jak w krajach rozwiniętych. Pierwszym polskim miastem, gdzie symptomy zwiastujące nadchodzący przełom technologiczny przebijają się do świadomości samorządowców.

 

Samochód ma już 131 lat

W lipcu (3 lipca) minęło 131 lat od chwili, gdy inżynier Karl Benz odbył w Mannheim pierwszą podróż trzykołowym automobilem napędzanym czterosuwowym silnikiem benzynowym o mocy 0,75 KM. W tym samym roku – 2 listopada 1886 – automobil Benza uzyskał patent nr 37435, co można uznać za pierwszy krok w kierunku ery motoryzacji.

Drugi krok wyznaczony został przez Emila Jellinka, który zamówił w fabryce Daimlera zupełnie nowy rodzaj automobilu. Daimler i Maybach projektowali go ściśle według specyfikacji austriackiego biznesmena. „Nie chcę pojazdu współczesnego, ani nawet automobilu jutra. To ma być samochód, który będzie wykraczał dalej w przyszłość, w pojutrze” – pisał we wstępie swej specyfikacji Jellinek. Prototyp zamawiający otrzymał 22 grudnia 1900 roku – nie przypominał już swym wzornictwem zmodyfikowanego powozu konnego, jak to było wówczas powszechne. Pierwszy nowoczesny samochód został nazwany przez Jellinka wdzięcznym imieniem jego córki – Mercedes. Imię stało się oficjalną nazwą marki.

Prawdziwa rewolucja motoryzacyjna rozpoczęła się w roku 1908, wraz z wprowadzeniem do produkcji przez Henry’ego Forda Modelu T. Był to pierwszy samochód spalinowy produkowany masowo i dzięki niewysokiej cenie równie masowo kupowany. W ciągu ledwie kilku dni od jego premiery złożono 15.000 zamówień. Do roku 1927, kiedy produkcję wstrzymano, z taśm montażowych Forda zjechało 15 mln egzemplarzy Modelu T. Niebotyczny wynik pobity został dopiero w roku 1972 przez Volkswagena Garbusa, ale wymagało to 31 lat produkcji.

Abonament na podróż zamiast garażu

Tyle z kart historii motoryzacji. Historii, która obecnie dobiega końca. Dalekie „pojutrze” Emila Jellinka przechodzi w zmierzch, choć pewnie niewielu użytkowników samochodów zdaje sobie z tego sprawę. Nie jest to opinia płynąca z kręgów ekologów, futurystów, wrogów samochodów czy cyklistów. „Pożegnajcie dobre czasy” – napisał w jednym z ostatnich numerów „Automotive News” (najbardziej szanowanego tygodnika branży motoryzacyjnej) Bob Lutz – człowiek, który ponad 40 lat przepracował na najwyższych szczeblach motoryzacyjnych kompanii (był m.in. wiceprezesem General Motors).

Bob Lutz już w roku 2008 stwierdził, iż „zelektryfikowanie samochodu jest nieuchronne”. Teraz poszedł jeszcze dalej w swych przepowiedniach, stwierdzając że zbliżamy się do końca ery motoryzacji jaką dotychczas znaliśmy. „Przez setki lat podstawowym środkiem transportu dla ludzi był koń, a na 120 minionych lat stał się nim samochód. Obecnie docieramy do kresu samochodu jaki znamy, ponieważ już wkrótce podróże będziemy odbywać w standaryzowanych modułach. Efektem końcowym będzie w pełni autonomiczny moduł bez możliwości przejęcia kontroli przez kierowcę. Wezwiemy go, on przybędzie we wskazane miejsce, wsiądziemy do środka i wprowadzimy adres docelowy, a moduł pomknie tam autostradą” – pisze były wiceprezes GM.

„Większość standardowych modułów będzie w posiadaniu różnych Uberów, Lyftsów i Bóg raczy wiedzieć jakich jeszcze przedsiębiorstw przyszłej branży transportowej” – dodaje Lutz. Standardowe moduły będą wraz z pasażerami docierać do głównych autostrad i tam włączać się w ciąg pozostałych autonomicznych pojazdów poruszających się z prędkością 150 km/h.

Według jego wizji samochód pozostanie luksusem dla nielicznych, którzy będą go mogli wykorzystywać dla przyjemności jedynie na zamkniętych torach i prywatnych posiadłościach.

„Te przemiany nastąpią stopniowo, ale są nieuchronne. Pojawi się coraz więcej pojazdów autonomicznych, a udział w ruchu kierowców będzie malał. Punktem zwrotnym będzie sytuacja, gdy rząd stwierdzi, że 30 procent aktywnych kierowców odpowiada za 99 procent wszystkich wypadków. Wówczas wszyscy dostaną pięć lat na pozbycie się samochodu” – precyzował Bob Lutz w wywiadzie dla CNBC. Przy tempie obecnego rozwoju technologicznego nastąpić to może w ciągu najbliższych 20 lat.

W przyszłym biznesie opartym na oferowaniu możliwości odbywania podróży (mobilności), a nie na sprzedaży samochodu prywatnemu klientowi, największe zyski generować ma już nie produkcja pojazdów, lecz wykonywanie usługi. Rynek zacznie przypominać branżę telefonii komórkowej, gdzie najwięcej zarabiają operatorzy. Według Lutza, wielkie korporacje motoryzacyjne muszą zacząć przygotowywać się do nadchodzących zmian, aby nie skończyć jak niegdyś Nokia na rynku telefonicznym.

Bardziej smartfon niż samochód

Artykuł Boba Lutza w „Automotive News” wywołał ogromne poruszenie i stał się zarzewiem dalszych dyskusji. Kres motoryzacji wieszczy przecież człowiek z branży. W dodatku „samochodziarz” pełną gębą, w przeszłości współodpowiedzialny za rozwój i sukces modeli oferujących czystą radość z prowadzenia jak np. BMW serii 3 czy Dodge Viper.

Nie wiadomo, czy przyszłość będzie wyglądać dokładnie tak, jak odmalowuje ją Lutz. Ale to, że nadszedł przełomowy okres dla branży nie ulega żadnej wątpliwości.

Widać to choćby w posunięciach największego światowego producenta samochodów – Toyoty. Przez całe lata Toyota była wierna idei alternatywnych napędów w postaci hybryd lub ogniw wodorowych, odrzucając napędy elektryczne oparte na bateriach. Ubiegłoroczną decyzję o stworzeniu osobnego działu nastawionego na rozwój pojazdów wyłącznie elektrycznych i przejęcie osobistego nadzoru nad nim przez prezesa Akio Toyodę, można uznać za przyznanie się do błędu. Toyota jest tym samym ostatnim dużym producentem, który obrał kurs na elektromobilność.

Jeszcze bardziej znamienny jest fakt, że Toyota zacieśniła swe związki (także kapitałowe) z Uberem (jako platformą do zamawiania podróży), Getaround (platformą carsharingu), Mazdą (w zakresie rozwoju samochodów elektrycznych) oraz Nvidią i Preferred Networks (w zakresie prac nad pojazdami ze sztuczną inteligencją).

„Pomyślcie o Tesli. Tesla produkuje samochody. Toyota też produkuje samochody. Ale produkt Tesli jest czymś innym, bliżej mu do iPhone’a” – stwierdził w wywiadzie dla „Automotive News” Akio Toyoda. W podobną stronę będzie podążać największy światowy koncern motoryzacyjny.

Zaprezentowana na początku roku konceptualna Toyota Concept-i ma być pojazdem nie tylko autonomicznym (jeśli zechce tego kierowca), ale pojazdem obdarzonym sztuczną inteligencją, który „uczy się” nawyków właściciela, potrafi dzięki biometrycznym sensorom rozpoznać nastrój podróżujących i stać się nie narzędziem, a „towarzyszem podróży”.

Koncepcja personalizacji pojazdu, jego autonomizacji i pełnej łączności (z ang. connectivity – gdzie samochód staje się mobilną platformą z ciągłym dostępem do sieci cyfrowej) przyświeca także pozostałym producentom. Cały sektor motoryzacyjny w roku 2015 przeznaczył aż 109 mld dolarów na badania i rozwój technologii. Przewodził Volkswagen z wydatkami na poziomie ponad 15 mld dolarów (miliardów!), a z 8 mld dolarów wydanych na badania przez Toyotę ponad 1 miliard pochłonęły prace nad sztuczną inteligencją.

Lutz nie myli się więc na pewno w jednym – nadchodzi kres motoryzacji jaką znaliśmy do tej pory. A nastanie ery samochodów elektrycznych i autonomicznych lub obdarzonych sztuczną inteligencją wydaje się nieuchronne.

Rewolucja transportowa puka do drzwi

Wejście w erę masowej motoryzacji na początku ubiegłego wieku odcisnęło głębokie piętno na sposobie pojmowania czasu i przestrzeni, stylu życia ludzi czy rozwoju miast. Samochód spalinowy zmienił nasz habitat. Kres ery motoryzacji i wkroczenie nowego etapu mobilności również doprowadzi do rewolucyjnych zmian w sferze kształtowania miejskiej tkanki, stylu życia czy stosunków społecznych.

Nie poruszamy się w kręgu fantastyki naukowej, lecz przemian, które aktualnie zachodzą i wkrótce zapewne gwałtownie przyspieszą. Od wynalezienia samochodu przez Karla Benza do rewolucji motoryzacyjnej Henry’ego Forda minęły zaledwie 22 lata. Tym razem ten okres może być nawet krótszy, biorąc pod uwagę dostępną technologię i wysokość nakładów koncernów na badania i prace wdrożeniowe.

Słusznie prof. Marcin Ślęzak z ITS stwierdzał w ostatnim numerze naszej gazety, iż niedługo przed samorządami miast (w całym rozwiniętym świecie) stanie wyzwanie przystosowania się do zmian, które przyniosą pojazdy autonomiczne i przygotowanie infrastruktury, aby mogły bez przeszkód funkcjonować.

Jaworzno jest pierwszym polskim miastem, gdzie władze samorządowe dostrzegły to zagadnienie, upatrując w nim nie tyle zagrożenia, co szansy rozwojowej. Nowa rewolucja w mobilności nas nie ominie, niezależnie od tego czy tego chcemy, czy nie. Aktualnie wybrzmiewa ostatni dzwonek, aby przygotować się i otworzyć przed nią drzwi, później drzwi zostaną brutalnie wyważone.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top