Polityka

Metro(PO)lia kontratakuje! Komu naprawdę potrzebna jest metropolia?

fot. Tomasz Zak UMWS

Z pierwszym dniem roku 2018 ruszyła formalnie Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Ostatnie dni starego roku upłynęły pod znakiem radiowych „wrzutek” ze strony marszałka Wojciecha Saługi oraz osób z nim powiązanych politycznie, które ponownie przekonują, że Jaworzno powinno stać się częścią GZM. Wódz metropolii Kazimierz Karolczak poszedł nawet dalej, gdy na podstawie świeżo uruchomionej internetowej ankiety „Dziennika Zachodniego” udowadniał, że sami jaworznianie tego pragną.

 

Metropolia kontratakuje. Nie jest to jednak jeszcze imperium po „ciemnej stronie mocy”. A Kazimierz Karolczak – szef metropolii – w niczym nie przypomina Dartha Vadera. Vader, mimo że był czarnym charakterem, dysponował charyzmą.

Co takiego jest kuszącego w Jaworznie, że zwłaszcza politycy Platformy Obywatelskiej „toczą pianę” w związku z faktem, że nasze miasto o na wskroś małopolskim genotypie nie weszło w skład Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii? Czy to zwykła złość, iż ten akt samorządowej suwerenności uniemożliwia nawet pośredni wpływ na sposób funkcjonowania jaworznickich władz samorządowych?

Jaworzno wymyka się Platformie coraz bardziej. Spójrzmy na Radę Miejską. W kadencji 2010-2014 mogliśmy w niej znaleźć pięciu członków PO tworzących własny klub radnych. Natomiast w ostatnich wyborach samorządowych z list wyborczych Platformy Obywatelskiej weszło do Rady ośmiu radnych. Świetny wynik jak na jej 23-osobowy skład. Rzecz w tym, że zdeklarowanych członków PO dostało się tylko dwóch. Kiedy Paweł Bańkowski znalazł swą drogę do ław poselskich, w jaworznickiej Radzie Miejskiej ostał się wyłącznie jeden członek Platformy. Nawet klub sympatyków PO zamaskował się pod szyldem Jaworznickiego Porozumienia Obywatelskiego. Czy w tym świetle wynik wyborczy z 2014 roku można uznać za sukces PO?

A może jednak skonstruowanie list z „politycznych sierot”, które wygryzły „prawowitych i oddanych platformersów” było strzałem we własną stopę? Strzałem, który obnażył mizerne zaplecze partii w Jaworznie i dotkliwy brak liczących się lokalnie działaczy. Uniemożliwił także ich wypromowanie w Radzie. Przede wszystkim zaś znacząco ograniczył wpływ Platformy na kreowanie lokalnej polityki i współdecydowanie o mieście. Pozostało już tylko bazowanie na manewrach marszałka Saługi (PO), jak choćby tych z impasem w sprawie budowy DTŚ Wschód do Jaworzna. Platforma, która trzęsła Jaworznem w latach 2010-2014 i w większościowej koalicji z SLD przypierała prezydenta Pawła Silberta do muru ograniczając mu pole manewru, w obecnej kadencji zmarginalizowała się i straciła w mieście jakąkolwiek moc sprawczą. Nie zmieni tego wściekłe ujadanie niektórych młodych, lokalnych działaczy partii.

Zmianę układu sił i odgrywanie większej roli przez PO mogła natomiast przynieść metropolia. Z jej mechanizmami podejmowania uchwał przez podwójną większość – większość głosów prezydentów miast wchodzących w skład zgromadzenia, jednocześnie reprezentujących większość mieszkańców. To oznacza, że głos prezydenta Sosnowca zamieszkanego przez 200 tys. osób ma większą wagę w głosowaniu niż głos np. prezydent Piekar Śląskich o prawie czterokrotnie niższej populacji czy prezydenta Jaworzna o dwukrotnie niższej liczbie ludności. Można rzec, iż dwa głosy – prezydentów Jaworzna i Piekar – nadal nie równoważyłyby głosu oddanego przez prezydenta Sosnowca, bo ten ostatni wciąż dysponuje większością po stronie liczby mieszkańców.

Dodajmy do tego zarząd metropolii, który podobnie jak Komisja Europejska, nie pochodzi z wyborów powszechnych. Wybór członków zarządu stał się polem bitwy między Wojewodą Śląskim a Marszałkiem Województwa. Wojewoda i jego opcja polityczna (PiS) przegrali tę potyczkę z kretesem. Przewodniczącym metropolii został bliski współpracownik Wojciecha Saługi z zarządu województwa śląskiego – Kazimierz Karolczak.

Czy na tak zarysowanym tle politycznym mogą jeszcze dziwić nawoływania Saługi i Karolczaka, że Jaworzno powinno wejść do metropolii? Tu wciąż trwa polityczna walka o lepsze pozycje wyjściowe w nadchodzących wyborach samorządowych oraz o wpływ na samorządy. Zauważmy, że te głosy docierają wyłącznie z jednej strony sceny politycznej. To walka, której stawką jest przetrwanie Platformy w regionie.

W zaklinaniu rzeczywistości Kazimierz Karolczak podpadł pod kategorie humorystyczne. Stało się to kilka dni temu, kiedy na podstawie ledwie uruchomionej przez „Dziennik Zachodni” sondy internetowej dowodził, że 63% mieszkańców Jaworzna opowiada się za wejściem do metropolii. Niewiele czasu upłynęło i wynik sondy zmienił się diametralnie – ustabilizował się na poziomie identycznym, jak wynik profesjonalnych badań opinii publicznej wykonanych w roku 2016, czyli 76% głosów przeciw akcesji Jaworzna.

Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia dysponuje dosyć szerokimi kompetencjami i może mieć wpływ na funkcjonowanie poszczególnych samorządów. Do jej zadań należy między innymi organizacja transportu zbiorowego. Pierwszy krok w tym zakresie już wykonała poprzez unifikację taryf biletowych i ujednolicenie biletów. Kolejnym krokiem ma być zastąpienie obecnych organizatorów transportu (KZK GOP, MZK Tychy i MZKP Tarnowskie Góry) jednym organizmem – Zarządem Transportu Metropolitalnego. Zważywszy na pochlebne słowa Karolczaka pod adresem KZK GOP, może to oznaczać w praktyce włączenie mniejszych przewoźników w ramy KZK GOP pod zmienionym szyldem. To metropolia i jej ZTM decydować będą o sposobie funkcjonowania komunikacji w poszczególnych miastach wchodzących w skład GZM.

Pod koniec roku gruchnęła wiadomość, iż metropolia może kupić do 2023 roku nawet 300 autobusów elektrycznych. Ten element akcentowały regionalne media nieco ignorując fakt, że będzie to możliwe, o ile GZM otrzyma dofinansowanie w wysokości co najmniej 85 proc. wartości projektu. Jeśli dofinansowanie wyniesie 60 proc. – zakupi 65 e-busów. Bez dofinansowania na wysokim poziomie zakupi… tylko jeden autobus elektryczny! A przecież metropolia musi dążyć do wypełnienia europejskich i rządowych założeń dotyczących kombinowanego transportu niskoemisyjnego (stąd równoległy pomysł systemu „roweru metropolitalnego”, którego pierwsze testy mają się odbywać na jesieni – czyli po zasadniczym sezonie rowerowym).

Jaworzno jest jedynym miastem aglomeracji, które posiada pokaźną flotę autobusów elektrycznych, a przede wszystkim posiada infrastrukturę do ich obsługi (stacja serwisowa, sieć ładowarek). Czy coś nam świta? W odróżnieniu od metropolii nasze miasto ma już zagwarantowane ponad 30 mln zł dofinansowania na zakup kolejnej partii e-busów do roku 2020. Ubieganie się przez GZM o 85% dofinansowania do zakupu 300 autobusów elektrycznych (aby spełnić założenia dyrektywy europejskiej) bez wcześniejszych doświadczeń i bez infrastruktury może się okazać dosyć trudne. Czy faktycznie, jak twierdzi Wojciech Saługa, to Jaworzno potrzebuje metropolii, czy jest raczej odwrotnie?

Istnieje zatem obawa, iż propozycja prezydenta Silberta, dotycząca wzajemnych ułatwień w komunikacji publicznej dla mieszkańców Jaworzna i metropolii poruszających się autobusami PKM Jaworzno i KZK GOP, trafi na opór. Co prawda Karolczak zaproponował powołanie wspólnego zespołu, który będzie dyskutował możliwe rozwiązania. Jednak w głosach zarówno Wojciecha Saługi, jak i Kazimierza Karolczaka przebija podobny ton w podtekście: „Trzeba było wejść do metropolii”.

Swoją drogą, czy to nie symptomatyczne, że marszałek Saługa jest obecnie najaktywniejszy (obok Karolczaka) w promowaniu metropolii, natomiast przewodniczący jej zgromadzenia i prezydent największego metropolitalnego miasta Marcin Krupa zdaje się powoli dystansować? Nawet na zdjęciach dokumentujących sukces w postaci planu zakupu 300 e-busów i podpisania porozumienia z NCBR obok Karolczaka widać nie prezydenta Katowic, a prezydenta Sosnowca Arkadiusza Chęcińskiego. Tak, to kolejny polityk Platformy i były Marszałek Województwa.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top