Polityka

Niektórzy udają, że ich nie ma

Są takie insekty, które gdy czują zagrożenie, przewracają się na grzbiet i udają, że są martwe. Są też tacy posłowie, którzy gdy przychodzi do głosowania trudnych tematów, wyciągają karty do głosowania z czytników i udają, że ich nie ma na sali. Jaworznicki poseł Paweł Bańkowski należy do grupy posłów PO, którzy uchylili się od głosowania nad obywatelskim projektem inicjatywy „Ratujmy Kobiety 2017”. Czy tak postępuje odpowiedzialny i wiarygodny polityk?

 

Światopoglądowe projekty

Czy obywatelski projekt ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie wniesiony do sejmu przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Ratujmy Kobiety 2017” był dobry? Tego jednoznacznie nie można stwierdzić, gdyż jego ocena zależy od światopoglądu. To bowiem projekt, którego jednym z założeń było daleko idące zliberalizowanie prawa do aborcji. Zgodnie z jego zapisami kobieta miałaby pełne prawo przerwania ciąży do końca 12. tygodnia jej trwania. Po upływie 12. tygodnia to prawo przysługiwałoby kobiecie w przypadku, gdyby ciąża stanowiła zagrożenie dla życia lub zdrowia ciężarnej, wystąpienia prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu, ewentualnie uzasadnionego podejrzenia, że ciąża jest następstwem czynu zabronionego. Do usunięcia ciąży wymagana byłaby pisemna zgoda ciężarnej. W myśl projektu decyzję taką mogłaby samodzielnie podejmować już małoletnia, która ukończyła 15. rok życia.

Biuro Analiz Sejmowych w swej opinii stwierdziło, iż projekt w części dotyczącej wyłączenia prawa określonej kategorii lekarzy do sprzeciwu sumienia jest niezgodny z prawem Unii Europejskiej. Ten sam aspekt wzbudził wątpliwości Naczelnej Izby Lekarskiej. Izba wskazała również w swej opinii, iż towarzysząca projektowi propozycja zmiany w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty mogłaby nieść niedopuszczalne ryzyko prowadzenia eksperymentów badawczych na płodach w łonie matki.

Niemniej projekt był inicjatywą obywatelską i złożono pod nim 300 tys. podpisów. Aby projekt obywatelski trafił pod obrady sejmu, musi znaleźć poparcie wśród 100 tys. obywateli.

Kontrowersyjne głosowanie opozycji

Czytanie projektu ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie odbyło się na posiedzeniu sejmu w środę, 10 stycznia. W trakcie dyskusji pierwsi z wnioskiem jego odrzucenia wystąpili posłowie Kukiz ’15. Głosowanie decydowało więc czy obywatelski projekt liberalizujący aborcję zostanie odrzucony w całości w pierwszym czytaniu, czy trafi do dalszego procedowania w ramach sejmowych komisji.

Głosowało 403 posłów, z czego 202 było za odrzuceniem projektu, natomiast 194 przeciw jego odrzuceniu, 7 posłów wstrzymało się od głosu. Spośród posłów PiS aż 58 (z Jarosławem Kaczyńskim, Antonim Macierewiczem i Krystyną Pawłowicz na czele) zagłosowało przeciw odrzuceniu projektu komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”. A to oznacza, że byli oni gotowi prowadzić dalszą dyskusję nad nim w sejmowych komisjach. Jarosław Kaczyński mówił zresztą niegdyś, że każdy projekt obywatelski (nawet taki, z którym się nie zgadza) zasługuje na poważne rozpatrzenie przez sejm. Tym głosowaniem udowodnił, iż nie był to pusty frazes i słowa rzucone na wiatr.

W przedstawianym przez opozycję jako ugrupowanie „autorytarne” PiS nie wprowadzono dyscypliny głosowania. Kaczyński zawsze zastrzegał, iż w głosowaniach dotykających kwestii sumienia dyscyplina klubowa w PiS nie obowiązuje, a każdy poseł jego ugrupowania głosuje zgodnie z własnymi przekonaniami. Jaworznicki poseł PiS Dariusz Starzycki głosował za odrzuceniem projektu liberalizującego prawo do aborcji. Nie powinno to dziwić, gdyż Starzycki nigdy nie ukrywał, że stoi po stronie ochrony prawa do życia.

Trochę inaczej rzecz wyglądała po stronie PO. Tutaj zarządzono dyscyplinę klubową – wszyscy członkowie klubu byli zobowiązani zagłosować przeciwko odrzuceniu projektu i doprowadzić do skierowania go do dalszych prac w komisjach. To się nie udało – zabrakło 9 głosów. Trzech posłów PO złamało dyscyplinę, a oddanie głosu zgodnie z wyznawanym przez siebie systemem wartości później przypłaciło wyrzuceniem z partii. Kolejnych 29 nie wzięło udziału w głosowaniu i ich również czeka kara. Jednym z tych, którzy nie głosowali, mimo iż znajdowali się na sali plenarnej był poseł Paweł Bańkowski z Jaworzna.

Będzie kara w „demokratycznej” PO?

Pomysł jest taki, że ponieważ posłowie, którzy wyjęli karty do głosowania, to jednocześnie ci, którzy są mało aktywni i mało pracują, to żeby pozbawić ich funkcji, przede wszystkim w Sejmie. Wielu z nich to szefowie i wiceszefowie sejmowych komisji. Ukaranie ich odebraniem dodatku za pełnienie funkcji w komisjach, to kara bardziej dotkliwa, niż przewidziane w regulaminie klubu do 1 tysiąca złotych – zapowiadał w mediach polityk z zarządu PO.

Paweł Bańkowski w sejmie żadnych funkcji nie pełni, więc kara nałożona przez partię go nie zaboli. Znacznie bardziej dotkliwą konsekwencją wydaje się być uszczerbek na wiarygodności. Bańkowski zawiódł bowiem swe ugrupowanie oraz zawiódł część elektoratu Platformy o bardziej liberalnych poglądach.

Czy to oznacza, że jaworznicki poseł PO jest konserwatystą, któremu tylko brakło odwagi, żeby zagłosować zgodnie z przekonaniami, tak jak jego trzech kolegów partyjnych? Tego samego dnia rozpatrywano również inny obywatelski projekt, który zakładał ograniczenie prawa do aborcji w przypadku prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Czyli, słowami wnioskodawców, dotyczył uchylenia możliwości aborcji eugenicznej. Pod tym wnioskiem Komitetu „Zatrzymaj aborcje” podpisało się 830 tys. obywateli. Tym razem poseł Paweł Bańkowski zagłosował za jego odrzuceniem w pierwszym czytaniu (26 innych posłów PO konsekwentnie nie wzięło udziału i w tym głosowaniu, a trzech zagłosowało ponownie wbrew dyscyplinie partyjnej).

Największym kapitałem polityka jest wiarygodność

Są posłowie, którzy nie wstydzą się własnych przekonań i głosują zgodnie z wyznawanym systemem wartości. Tak jest w przypadku np. Dariusza Starzyckiego. Są tacy, którzy potrafią to zrobić nawet wbrew dyscyplinie klubowej za cenę wyrzucenia z partii, jak Marek Biernacki, Joanna Fabisiak i Jacek Tomczak usunięci w tym tygodniu z PO. Są też tacy, którzy myślą bardziej systemowo – są skłonni rozpatrywać obywatelski projekt, z którym się gruntownie nie zgadzają, ponieważ w ten sposób pojmują standardy prowadzenia demokratycznej dyskusji publicznej. Taką postawę zdawał się prezentować w środowych głosowaniach np. Jarosław Kaczyński. Jak na tym tle prezentuje się poseł Paweł Bańkowski?

Jakże łatwo jest przed kamerami kierować oskarżycielski palec w kierunku jaworznickiego Urzędu Miasta i mówić: „To skandaliczne i oburzające, że Prezydent Miasta i radni klubów JMM-u i PiS odrzucili i zlekceważyli głosy mieszkańców, którzy podpisali się pod inicjatywą obywatelską w tej sprawie [utworzenia żłobka publicznego w Jaworznie – dop. red.]”. To przecież nic nie kosztuje, a może przynieść doraźny zysk polityczny. Gdy jednak doszło do głosowania budzących skrajne emocje OBYWATELSKICH projektów ustaw, Bańkowski – który przytoczone słowa wypowiadał – przed głosowaniem jednego się uchylił, natomiast drugi odrzucił. Skandaliczne i oburzające czy po prostu smutne i żenujące?

Na domiar Paweł Bańkowski znowu swym zwyczajem w postach na portalu społecznościowym wytyka palcem innych – w tym wypadku Starzyckiego. Dziwna maniera przypominająca zachowanie dziecka przyłapanego na psocie – „Proszę Pani, a Darek to dopiero nabroił! Pokażę Pani.” Rzecz w tym, że Starzycki zrobił co do niego należy – wziął udział w obu głosowaniach i miał odwagę zagłosować zgodnie ze swymi przekonaniami, nie bojąc się ani kierownictwa partii, ani reakcji swoich wyborców. Nie okazał się oportunistycznym asekurantem.

Jeden z komentujących sprawę na facebooku pisze: „(…) o ile do Dariusza Starzyckiego można mieć pretensje za jego poglądy, to należy uczciwie przyznać, że wypełnił on swój obowiązek. Z efektem wypełnienia przez niego obowiązków poselskich się nie zgadzam, ale to tak, jak już wspomniałem dyskusja na tle światopoglądowym. Nie można niestety powiedzieć tego samego o Pawle Bańkowskim.”

Bycie posłem to nie tylko okazja do puszenia się na plakatach wyborczych, brylowania przed obiektywami fotoreporterów na imprezach, publikowanie postów na „fejsie”, przywilej immunitetu i pobieranie diety. Czasami trzeba głosować nad kontrowersyjnymi projektami, a nie wszyscy wyborcy muszą się z nimi zgadzać. I to jest prawdziwy „egzamin poselski” – test wiarygodności – który pokazuje gotowość do wzięcia odpowiedzialności za stanowione prawo oraz czy podejmowane działania i decyzje są spójne z deklaracjami. Niektórzy go zdają, inni… udają, że ich nie ma.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top