Polityka

Marszałek grozi odcięciem dostaw wody

Marszałek Województwa Śląskiego zapowiedział, iż Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów albo wprowadzi abonament, albo całkowicie „zakręci kurki” do miast, które traktują dostawy z GPW tylko jako rezerwę na wypadek awarii. Ta „metropolitalna” groźba potwierdza tylko, że strategiczna decyzja władz Jaworzna o budowie własnych ujęć wody była właściwa.

 

Monolit GPW pęka

Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów jest największym hurtowym dostawcą wody w regionie. Przez długi czas było właściwie monopolistą, jeśli chodzi o produkcję i sprzedaż wody do miast aglomeracji śląskiej. Można rzec, iż do dzisiaj zachowuje pozycję niekwestionowanego lidera i chwali się dostarczaniem wody dla około 3,5 milionów mieszkańców aglomeracji.

Jednakże na tym niegdyś monolitycznym regionalnym systemie zaopatrzenia w wodę pojawiało się coraz więcej rys, pęknięć i wyłomów. Coraz więcej miast, które niegdyś w całości opierały się na dostawach z GPW, podejmowało decyzję o budowie własnych ujęć wody czy też o jej zakupie z innych źródeł.

Całkowite uzależnienie od dostaw z przedsiębiorstwa o monopolistycznej pozycji rynkowej, jakim bez wątpienia było GPW, oznaczało poddanie się dyktatowi cen po jakich firma sprzedawała wodę. Bardzo szybko okazało się, że inwestycje w budowę własnych ujęć wody, choć wymagające podjęcia wysiłku finansowego, w dłuższej perspektywie miastom i ich mieszkańcom bardziej się opłaca (przykładem Gliwice czy Jaworzno).

„Metropolitalne” wygrażanie

Sytuacją zupełnie już kuriozalną, która jednak sporo mówi o wysławianym przez marszałka Saługę „unikatowym systemie zaopatrzenia regionu w wodę” przez GPW, jest fakt, iż Jastrzębie-Zdrój kupuje wodę w… Czechach. Głównym źródłem zaopatrzenia Jastrzębia są Północnomorawskie Wododociągi w Ostrawie. Bardziej opłaca się importować wodę z zagranicy (z Jastrzębia do Ostrawy to raptem 25 km), niż zakupić ją w GPW.

Niemniej w regionie pozostaje wciąż wiele miast, które całkowicie uzależnione są od wody z GPW. Te, które korzystają z własnych ujęć, kupują też niewielkie ilości wody z GPW, po to aby zachować prawo zwiększonych dostaw na wypadek awarii – utrzymują rezerwę awaryjną (tak jest w Jaworznie). Ale to się może wkrótce skończyć.

– Ja dzisiaj mam problem taki, że utrzymuję drogą infrastrukturę do miast, które nie odbierają wody. Albo wprowadzę abonament, albo najnormalniej w świecie odetnę te miasta od możliwości zaopatrzenia w GPW, bo inaczej spółka się pogrąży – zapowiedział w Radio Piekary marszałek Wojciech Saługa.

Marszałek podkreślał również, że zależy mu na konsolidacji w ramach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i solidarności wszystkich gmin wchodzących w jej skład w zakresie zaopatrzenia w wodę. Innymi słowy chodzi o spowodowanie, aby cała metropolia dokonywała zakupów wody w GPW.

GPW zarabia na swej działalności.

Słowa Saługi o ryzyku „pogrążenia się” GPW zabrzmiały dramatycznie. Tymczasem Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów S.A. w roku 2016 osiągnęło zysk w wysokości ponad 35 mln zł, natomiast w roku 2015 jego zysk wyniósł 32,7 mln zł. Rok do roku przeznaczono po 20 mln zł na wypłatę dywidendy akcjonariuszom spółki.

Niemal co roku akcjonariusze mniejszościowi domagają się wypłaty dywidendy, wskazując na doskonałą kondycję finansową przedsiębiorstwa. W kwietniu 2017 roku porozumienie akcjonariuszy mniejszościowych podało, iż nadpłynność finansowa GPW wynosi około 250 mln zł! Podkreślali również, iż wyniki finansowe przedsiębiorstwa są przewidywalne i powtarzalne.

GPW zarabia na swej działalności. Do roku 2014 przedsiębiorstwo było firmą użyteczności publicznej, której zadanie stanowiło zapewnienie mieszkańcom regionu dostaw wody. W roku 2014 ze statutu zniknął zapis o działalności na zasadzie non profit, a GPW stało się firmą zarobkową. Wręcz „kurą znoszącą złote jajka”. Część z zysków płynie do kieszeni inwestorów finansowych, gdyż w roku 2013 Ministerstwo Skarbu Państwa (pod rządami PO) zbyło mniejszościowy pakiet akcji. Obecnie 80,3% akcji spółki należy do Województwa Śląskiego, natomiast reszta do innych akcjonariuszy.

Marszałek w imię „integracji” zakręci kurek?

Już od listopada ubiegłego roku marszałek Wojciech Saługa powtarzał o potrzebie doprowadzenia do sytuacji, że cała metropolia będzie polegać na dostawach z GPW. Tym razem jednak posunął się do groźby „zakręcenia kurka” miastom, które traktują spółkę jako źródło rezerwowe. A może bardziej skuteczne byłoby po prostu obniżenie hurtowych cen wody?

Warto również przy okazji przypomnieć, co zdarzyło się w kwietniu 2000 w boliwijskim mieście Cochabamba. Bo jak mówi część marketingowego hasła GPW – „woda to życie”. Natomiast pierwsza część tegoż hasła nie jest do końca precyzyjna – powinno być „Sprzedajemy ludziom wodę”… z zyskiem.

O komentarz poprosiliśmy zatem Prezesa jaworznickich Wodociągów. Czy Jaworzno jest bezpieczne w zakresie dostaw wody i czy groźby marszałka Saługi mają dla nas jakieś znaczenie?

Józef Natonek, Prezes Wodociągów Jaworzno Sp. z o.o.:

– Słowa Marszałka Województwa Śląskiego o nałożeniu abonamentu za utrzymanie sieci magistralnej, czy też odcięciu miast, które kupują z Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów wodę w niewystarczających ilościach, kolejny raz przekonują nas do słuszności i trafności podjętych oraz zrealizowanych działań inwestycyjnych w zakresie pozyskiwania własnych źródeł.

Wraz z Prezydentem Pawłem Silbertem zabezpieczyliśmy Jaworzno i jego mieszkańców na taką ewentualność. W 2013 roku za ponad 19 mln złotych, z czego 14 mln złotych pochodziło ze środków unijnych, wybudowaliśmy nowe ujęcie wody pitnej Piaskownia. Zaspokaja ono połowę zapotrzebowania Jaworzna na wodę. Kolejna część wody dla miasta pochodzi z ujęć głębinowych, które również zostały zmodernizowane i zautomatyzowane oraz zabudowane stacjami do dezynfekcji w tym: lampami UV i instalacją do ozonowania wody. Uruchomienie ujęcia Piaskownia dało nam możliwość nie tylko częściowego uniezależnienia się od zewnętrznych dostawców, ale i stworzyło możliwość obniżenia w Jaworznie ceny 1 metra sześciennego wody o 16 groszy. Cena ta jest niezmienna od 4 lat.

Wciąż jednak jesteśmy klientami GPW. Kupujemy od nich nieduży procent wody i nieprawdą jest, co mówi w wywiadzie radiowym marszałek Saługa, iż miasta, które kupują niewielką ilości wody z GPW nie ponoszą żadnych kosztów. Oprócz ceny za zakupioną wodę, płacimy co miesiąc dodatkową stałą opłatę za obsługę przyrządów pomiarowych, które są gotowe w każdej chwili mierzyć ilość wody kupowanej. Słowa marszałka Saługi, wypowiedziane w imieniu właściciela GPW, niejako monopolisty na terenie Śląska, zamiast zachęcać mogą spowodować odwrotny skutek. Nie można się złościć i karać spółek wodociągowych za to, że odważyły się podjąć strategiczne, przynoszące wymierne skutki inwestycje.

 

Wywiad dla Radia Piekary: Saługa: Abonament albo odcięcie od wody dla miast, które nie korzystają z GPW

Więcej o GPW: Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów – kiedyś non profit, dzisiaj milionowe zyski

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top