Historia

Zbrodnia w majestacie prawa – sprawa Ireny Odrzywołek

Dlaczego jaworznianka rodem z Byczyny padła ofiarą komunistycznego wymiaru „sprawiedliwości”? Od jej aresztowania do egzekucji w grudniu 1946 roku minęło ledwie 42 dni. Zginęła trzy dni przed swymi 21. urodzinami. Jaką rolę odegrała w jednej z najbardziej brawurowych akcji rozbicia komunistycznego więzienia w powojennej Polsce?

Protokół wykonania kary śmierci z dnia 17 grudnia 1946 roku stwierdza – „…po odczytaniu wyroku oddana została salwa karabinowa w wyniku, której skazana Odrzywołek Irena c. Józefa poniosła śmierć…” Kilka dni później do więzienia w Katowicach, przy ul. Mikołowskiej, gdzie miała miejsce opisana egzekucja, przyszła młodsza siostra skazanej, Stefania ze świąteczną paczką. Funkcjonariusz nie chciał jej przyjąć i gburowato powiedział – „Ona nie potrzebuje”. Stefania nie bardzo zrozumiała, wyjaśnił, więc – „Ona nie żyje, paczki nie potrzebuje”. Wiadomość ścina dziewczynę niemal z nóg, miała wtedy 18 lat. Szybko wraca do Byczyny i powiadamia rodziców. W ten sposób najbliższa rodzina dowiedziała się o śmierci Ireny.

Rok 1930 – rodzina Odrzywołków, rodzice Zofia z Kulów i Józef Odrzywołek, w górnym rzędzie stoją – córka Maria i syn Józef, obok rodziców stoją córki: Ludwika i Rozalia, na kolanach matki Stefania, przed ojcem stoi Irena, wtedy 5-letnia

Irena Odrzywołek urodziła się w Byczynie, dnia 20 grudnia 1925 roku, w rodzinie Józefa i Zofii z domu Kula. Była piątym dzieckiem, czwartą córką, w rodzinie górnika dołowego. Jak wszystkie dzieci w Byczynie, chodziła do miejscowej szkoły i pomagała, w miarę swych sił, w rodzinnym gospodarstwie rolnym. W ankiecie personalnej podała, że ukończyła 7 klas szkoły podstawowej i 2 klasy szkoły handlowej. Kłopot w tym, że szkołę podstawową skończyła w roku szkolnym 1938/39, a więc tuż przed wybuchem wojny. W czasie okupacji szkoły średnie zostały dla Polaków zamknięte. Zatem nauka musiała odbywać się w warunkach konspiracyjnych. W spisie ludności Byczyny w 1943 roku zapisana została, jako „robotnica leśna”. Z własnego zeznania Ireny wynika, że pracowała w restauracji w Byczynie (szynk Wilczka). Potem do końca okupacji pracowała w tartaku w Jaworznie.

W chwili wyzwolenia, w styczniu 1945 roku miała skończone 19 lat. Była na progu dorosłości, ale nie miała wykształcenia, ani zawodu. Podjęła propozycję wyjazdu w ramach organizacji młodzieżowej. Były to werbunki do pracy w strukturach nowej administracji. Irena w kwietniu 1945 roku wstąpiła do Związku Walki Młodych i wyjechała z grupą do Krakowa. W maju 1945 roku zaczęła pracować w więzieniu św. Michała przy ul. Senackiej. Tam również zamieszkała, w warunkach koszarowych. Początkowo była kierowniczką więziennej pralni, potem została strażniczką.

Irena miała odpowiednie, na tamte czasy, pochodzenie robotniczo-chłopskie. O preferencje psychiczne, czy też własne chęci, nikt na pewno nie zapytał. Stosownie do swego pochodzenia i przynależności do ZWM spełniała dla ówczesnych władz wszelkie wymogi posłuszeństwa i wierności. Okazało się to jednak nie do końca prawdziwe.

Krakowski „Dziennik Polski” w dniu 20 sierpnia 1946 roku donosił: „…w niedzielę 18 sierpnia, w czasie przechadzki, kilkunastu więźniów kryminalnych z więzienia św. Michała rzuciło się na dozorcę. Korzystając z zamieszania, 8 poważnych przestępców kryminalnych uciekło przez mur więzienia na planty. Patrole MO schwytały w ciągu dnia 5 zbiegłych przestępców. Pościg za dalszymi trwa.” Była to typowa dla tamtych czasów kłamliwa informacja, prawdziwa była tylko data i miejsce zdarzenia.

Prawdziwe fakty przedstawiały się następująco – grupa więźniów politycznych sterroryzowała i uwięziła strażników oraz ochronę więzienia. Akcja odbyła się bez jednego wystrzału, służba więzienna nie odniosła uszczerbku na zdrowiu. W sumie uciekło 64 więźniów, polityczni podstawioną ciężarówką dotarli w Miechowskie, gdzie rozproszyli się w grupach zbrojnych lub innych kryjówkach. Rozbicie więzienia św. Michała w Krakowie było głośne w całym kraju. Przyczyniło się do podtrzymania aktywności antykomunistycznego podziemia w Małopolsce.

Uwolnienie więźniów w krakowskim więzieniu było skutkiem wewnętrznego spisku osadzonych z więzienną służbą i udzieloną z zewnątrz pomocą. Istnieją dwie wersje, kto udzielał pomocy. Pierwsza mówi o organizacji Kurasia ps. Ogień, druga przypisuje to krakowskiej grupie ROAK. Zachowana dokumentacja śledczo-sądowa wskazuje na powiązania z oboma ośrodkami.

W więzieniu św. Michała więźniowie polityczni mieli możliwość porozumiewania się ze sobą oraz wymiany informacji. W toku śledztwa ustalono, że kontakty były utrzymywane dzięki oddziałowemu Stanisławowi Krejczy i strażniczce Irenie Odrzywołek. Stanisław Krejcza utrzymywał dobre stosunki z wieloma więźniami, umożliwiał im kontakty wewnątrz więzienia, z zewnątrz dostarczał grypsy i wiadomości.

Irena Odrzywołek utrzymywała kontakty pozasłużbowe z niektórymi więźniami, a szczególnie z Bolesławem Pronobisem ps. Ikar. Udział Ireny w spisku opisuje jeden z uwięzionych, Edward Czarnecki ps. Murzyn. Strażnik Stanisław Krejcza wywołał go z celi na korytarz „…zobaczyłem go w towarzystwie młodej, bardzo ładnej kobiety w więziennym mundurze służbowym. Była to, jak się potem dowiedziałem, kierowniczka więziennej pralni Irena Odrzywołek, dobra znajoma Pronobisa… Ma pan pozdrowienia od kolegów z wolności! – powiedziała kobieta i wręczyła mi koszyk z owocami. – Proszę uważać – dodała – tam pod spodem są granaty. Zza paska spódnicy wyjęła trzy pistolety, w tym jednego visa…”

Inny konspirator Tadeusz Honkisz ps. Bawół, tak wspominał Irenę – „…weszła do celi kalifaktorów oczekiwana przez nas strażniczka, młoda dziewczyna, i wręczyła Stefanowi Małkowi wyjęty zza paska spódnicy pistolet. Była ubrana po cywilnemu. – Wszystko tak jak umówione – powiedziała z naciskiem, uśmiechnęła się i wyszła…” Opisane zdarzenia miały miejsce w piątek i sobotę, przed niedzielą 18 sierpnia, planowanym dniem akcji. Irena ostatni dyżur miała w sobotę, po służbie natychmiast wyjechała z Krakowa. To będzie później dodatkowym punktem oskarżenia o dezercję ze służby wojskowej.

Po wyjeździe z Krakowa, rozpoczęła ukrywanie się. Według jej własnego zeznania, Pronobis kazał jej jechać do Niwki koło Będzina, gdzie mieszkała jego żona. Obie wyjechały do Zakopanego, do jej ciotki. Potem do Chorzowa, korzystając z gościny kuzynki pani Anny Pronobisowej. – „W połowie października przyjechał do Chorzowa Pronobis, który zamieszkał razem z nami… Ikar wystarał się dla mnie o dokumenty na nazwisko Głowacka Czesława i miałam przez niego nawiązać kontakt z organizacją NSZ, gdzie miałam otrzymać funkcję łączniczki…” – tak w pisemnym zeznaniu brzmi opowiadanie Ireny na temat własnej ucieczki.

Została aresztowana w dniu 5 listopada 1946 roku w Gliwicach. Akt oskarżenia sporządzono już w dniu 18 listopada, niejawna rozprawa sądowa odbyła się w dniu 3 grudnia, trwała 3,5 godziny łącznie z 40-minutową przerwą i zakończyła się orzeczeniem kary śmierci dla Ireny Odrzywołek i Bolesława Pronobisa. Prośba o ułaskawienie została złożona w dniu 4 grudnia, a odmowa łaski prezydenta Bolesława Bieruta nosi datę 11 grudnia. Protokół wykonania kary śmierci podpisany został w dniu 17 grudnia 1946 roku. Wszystkiego razem było – 42 dni, od aresztowania do wykonania kary śmierci. Trudno szukać tak ekspresowo przeprowadzonej sprawy sądowej. Widać ogromny pośpiech funkcjonariuszy, aby tych dwoje oskarżonych jak najszybciej uśmiercić. Działają szybko, aby ktokolwiek lub cokolwiek nie przeszkodziło od orzeczenia do wykonania kary śmierci.

W Krakowie, nie było takiego pośpiechu. Wojskowy Sąd Rejonowy, rozpatrujący w doraźnym trybie, w tej samej sprawie, nie wykazywał takiej gorliwości. W Katowicach sądzeni byli tylko Irena i Pronobis, dowódca spisku w więzieniu. Prawdopodobnie Irena, gdyby była sądzona w procesie służby więziennej w Krakowie, mogła liczyć na wyrok więzienia. Zważywszy na wyrok 10 lat więzienia dla Stanisława Krejczy, który był głównym sprawcą po stronie służby więziennej, można przypuszczać, że Irena nie dostałaby większego wymiaru kary. Na pewno istotnym dla przebiegu sprawy były osoby – sędziego Mieczysława Janickiego i prokuratora Marka Szaubera. Janicki wśród sędziów, a Szauber pomiędzy prokuratorami, byli rekordzistami w liczbie wydanych i wykonanych wyroków śmierci.

Była bardzo młoda, bez doświadczenia życiowego. Uwierzyła, że działa w dobrej sprawie, do końca zachowała się uczciwie i lojalnie, nie uchylając się od własnej winy. Poniosła za to najwyższą karę, której orzeczenie i wykonanie należy ocenić, jako rażące naruszenie prawa i pogwałcenie podstawowych zasad sprawiedliwości.

Irena Odrzywołek dopiero w krakowskim więzieniu zobaczyła młodych mężczyzn, którzy okupację przeżyli w lesie. Słuchała opowieści o potyczkach z hitlerowcami. Dowiedziała się, że są lepsi i gorsi obrońcy kraju. Jedni otrzymują ordery i posady rządowe, drudzy są aresztowani i gnębieni.

Przypadek zdecydował, że ona znalazła się po stronie rządzących i tych, którzy bohaterów wojennych gnębili. Była młoda i wrażliwa, taka sytuacja musiała wywołać frustrację i niechęć do wykonywania swojej pracy. W maju 1946 roku, czyli po roku od zatrudnienia, zwróciła się z wnioskiem o zwolnienie ze służby. Chciała odejść, podała przyczyny rodzinne. Miała podobno wychodzić za mąż oraz zająć się chorą matką. Nie było to zgodne z prawdą, ale powody dobre jak każde inne. Świadczyły, że służba w więzieniu jej nie odpowiadała. Odmowa zwolnienia, jaką otrzymała musiała być dla niej bardzo trudna do przyjęcia. Znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Wszystko wskazuje na to, że była sama, nie miała przyjaznej duszy, która mogła być wsparciem i służyć dobrą radą. W takim stanie ducha spotkała na swojej drodze Bolesława Pronobisa, który zainteresował się młodą strażniczką.

Poznała go w czerwcu lub lipcu 1946 roku w czasie spaceru więźniów. Chodziła później pod jego celę i słuchała opowieści o partyzantce, Armii Krajowej, o ucieczce z więzienia w Tarnowie. To on przyjął ją do nielegalnej organizacji AK, na co miała przysięgać na krzyż. Od niego otrzymała zadanie wniesienia do więzienia broni, którą otrzymała od organizacji na zewnątrz. Interesującym faktem w życiorysie Pronobisa była brawurowa ucieczka z więzienia w Tarnowie, która miała miejsce 2 lipca 1945 toku. Było to rok przed wydarzeniami w Krakowie. Główną rolę odegrała młoda strażniczka Antonina Niemczurówna, namówiona przez Pronobisa do wniesienia broni dla spiskowców. Potem ucieczka, aresztowanie, proces i sąd. Dla Niemczurówny szczęśliwie skończyło się wyrokiem 8 lat więzienia.

W Krakowie Bolesław Pronobis powtórzył idealnie swój scenariusz, w roli głównej obsadził naszą Irenę, którą przekonał do swojej racji. Irena udzieliła pomocy ludziom, którzy byli więzieni i prześladowani. Irena Odrzywołek podejmując swoje wybory życiowe, mimowolnie dostała się w tryby bezlitosnego i okrutnego wymiaru sprawiedliwości, jaki stworzyli komuniści po 1945 roku. Została ofiarą, jedną z tysięcy, zbrodni popełnionych w majestacie prawa. Rozstrzelani w katowickim więzieniu byli anonimowo grzebani na cmentarzu w Panewnikach. Tam również została pochowana Irena. Po latach, dla uczczenia wszystkich pogrzebanych ofiar, została ufundowana symboliczna mogiła oznaczona napisem – „Boże, jeśli o nich zapomnimy, to ty zapomnij o nas!”

Maria Leś – Runicka

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top