Polecamy

„Zawsze”, czyli jak za PRL-u?

Przychodnia ZLO w Jeleniu. Temat powracający za sprawą radnej Renaty Chmielewskiej regularnie co cztery lata – w roku wyborczym. Była już mobilizacja mieszkańców dzielnicy, było zbieranie podpisów, a wreszcie nastąpiło przekazanie petycji do prezydenta. Radna domaga się między innymi zwiększenia wymiaru godzin pracy lekarzy w przychodni. Życzenie trudne do spełnienia, zważywszy na obowiązujący system finansowania służby zdrowia. Zapewne byłoby znacznie łatwiej, gdyby Jaworzno leżało na Kubie lub gdyby pozostało jedną z ostatnich enklaw socjalizmu.

 

Zbyt mało lekarzy, zbyt niskie finansowanie

Czy służba zdrowia funkcjonuje w naszym kraju dobrze? Mało który pacjent odpowiedziałby, że jest z niej zadowolony. Co ciekawe, podobnie negatywną opinię o systemie mają w większości lekarze. A już najtwardszy orzech do zgryzienia mają kierujący placówkami medycznymi – szpitalami, przychodniami.

Dwie największe bolączki to zbyt mała liczba lekarzy i niedofinansowanie. W Polsce według danych z 2015 na 1.000 mieszkańców przypadało średnio 2,29 lekarza (ogólna liczba wszystkich bez względu na specjalizację). Jest to wskaźnik niemal identyczny jak w Turkmenistanie. Nie ma drugiego kraju w Unii Europejskiej z tak niskim współczynnikiem ilości lekarzy na 1.000 osób. W Niemczech ten wskaźnik wynosi 4,19; w Czechach – 3,67; w Austrii – 5,23. To oznacza, że u europejskich sąsiadów niemal dwukrotnie większa liczba lekarzy przypada na tę samą ilość pacjentów. Absolutnym światowym ewenementem jest… Kuba, gdzie na 1.000 osób przypada średnio 7,5 lekarza.

Drugim istotnym problemem jest wieczne niedofinansowanie służby zdrowia. Według danych Banku Światowego w roku 2014 Polska przeznaczała na ochronę zdrowia 4,5% PKB. Dla porównania w Niemczech i Austrii było to 8,7% PKB, w Czechach – 6,3% PKB, a na Kubie – 10,6% PKB.

Z brutalnym realizmem można wskazać, że jaki poziom finansowania i jaka liczba lekarzy na rynku – taki poziom opieki medycznej. Ta reguła dotyczy wszystkich krajów. Niestety dotyczy również nas, jako mieszkańców Polski i nas jako mieszkańców Jaworzna. A przychodnia ZLO w Jeleniu nie jest żadnym wyjątkiem, ponieważ jej funkcjonowanie uzależnione jest wprost od kontraktowania i finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. To właśnie warunki kontraktowania mają największy wpływ na możliwość zatrudnienia lekarzy, w tym pediatrów.

Pediatrów, których liczba gwałtownie się kurczy. Przez lata nie była to bowiem specjalizacja, która rokowałaby na sukcesywne zwiększanie dochodów praktykujących. Młodzi adepci medycyny chętniej wybierali zatem bardziej merkantylne specjalizacje – chirurgię estetyczną, stomatologię itp. W skomercjalizowanym otoczeniu trudno oczekiwać od młodych lekarzy zapału doktora Judyma. Wymagające i trudne studia na akademiach medycznych chcą przekuć na wysokie dochody. Teraz okazuje się, że przy ogólnym deficycie specjalistów, także pediatrzy mogą dyktować warunki płacowe.

Jaka powinna być dostępność lekarza?

Z poziomu finansowania i liczby czynnych lekarzy wynika przyjęty przez NFZ tzw. standard dostępności w ramach kontraktu. Wynosi on 2.750 pacjentów przypadających na lekarza. Czy jest to standard rozsądny i gwarantujący zapewnienie najwyższej jakości opieki medycznej?

Odpowiedź znaleźć możemy w artykule zamieszczonym w 2012 roku w branżowym amerykańskim piśmie „Annals of Family Medicine”. Średnia liczba pacjentów przypadających na lekarza pierwszego kontaktu wynosi w USA 2.300 osób, ten kraj również boryka się z problemem niedoboru i spadającej liczby personelu medycznego.

Wnikliwa analiza autorów opracowania przynosi konstatację, iż rozsądny i optymalny wskaźnik dostępności do lekarza pierwszego kontaktu powinien wynosić (przynajmniej w USA) 1.200 pacjentów na medyka. Jednocześnie autorzy dodają, iż sytuacja idealna byłaby, gdyby lekarz miał do czynienia z grupą pacjentów w liczbie nieco tylko mniejszej niż 1.000.

Amerykańscy analitycy z pewną dozą zawstydzenia spoglądają w kierunku kubańskiej służby zdrowia, gdzie lekarz pierwszego kontaktu „obsługuje” typowo 500 osób. Rzecz do spełnienia w warunkach gospodarki rynkowej tylko w prywatnych klinikach i przychodniach z odrębnym, komercyjnym i kosztownym ubezpieczeniem zdrowotnym. Kuba jest natomiast jednym z ostatnich bastionów socjalizmu.

W Jeleniu i Byczynie na pediatrę przypada tylko 718 pacjentów

Jak te wszystkie liczby odnoszą się do sytuacji w Jaworznie, a w szczególności w Jeleniu? Ciekawych danych dostarcza sam Zespół Lecznictwa Otwartego. „W dwóch przychodniach usytuowanych blisko siebie to jest Byczyna i Jeleń zatrudniony jest jeden lekarz pediatra w pełnym wymiarze czasu pracy. Łączna liczba dzieci zadeklarowanych w tych przychodniach wynosi 718” – podaje ZLO.

To oznacza, że do jednego pediatry „przypisanych” jest tylko 718 pacjentów, wskaźnik zdecydowanie korzystniejszy niż założony przez NFZ (2.750 pacjentów na lekarza), korzystniejszy niż wskaźnik optymalny sugerowany przez amerykańskich analityków (1.200 pacjentów na lekarza).

Tymczasem radna Renata Chmielewska upiera się, by pediatra przyjmował na pełny etat w samej tylko przychodni w Jeleniu. W przychodni, gdzie zadeklarowanych jest jedynie około 400 małych pacjentów.

Radna żąda, ale nie daje odpowiedzi skąd wziąć kolejnego pediatrę i z jakich środków wypłacać jego pensję. Kontrakt z NFZ jest sztywny i nienegocjowalny. Fundusz nie chce dopłacać nawet do wykonanych nadliczbowo acz niezbędnych procedur medycznych. Brak pokrycia kosztów w kontrakcie skutecznie uniemożliwia zatrudnienie odrębnego pediatry dla przychodni w Jeleniu.

Te realia radna Chmielewska całkowicie ignoruje. Twierdzi, że pediatra na pełny etat przyjmował w Jeleniu „zawsze”. Nie precyzuje natomiast, co to znaczy „zawsze”. Stąd nieco przekorne pytanie prezydenta Silberta, czy „zawsze” oznacza od zarania dziejów Jelenia, które radną rozjuszyło zamiast skłonić do trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość.

„Zawsze” Chmielewskiej może oznaczać najpewniej czasy socjalizmu, kiedy to faktycznie niemal każda przychodnia dysponowała pediatrą na pełny etat. Z tym, że wówczas mieliśmy sytuację podobną do kubańskiej – z wysoką liczbą specjalistów, z dostępnością na poziomie 500 pacjentów na lekarza i sporym przypływem nowych kadr kształconych w uczelniach medycznych. Czasy gospodarki centralnie planowanej i planowanej najczęściej w oderwaniu od podstawowych praw ekonomii.

Niezależnie od kampanii wyborczych, roszczeniowych argumentów i porównań jak było „zawsze” (w czasach socjalizmu?) – żyjemy w określonych warunkach i realiach. A jak powiada przysłowie „z pustego i Salomon nie naleje”. Jeśli nie zmieni się na poziomie państwowym system finansowania służby zdrowia, cudu rozmnożenia pieniędzy na etaty dla lekarzy nie dokona ani prezes ZLO Jacek Nowak, ani prezydent Paweł Silbert, ani radna Renata Chmielewska (która akurat kwestiami finansowania nie wydaje się zaprzątać sobie głowy).

Jedyne co się nie zmienia w podejściu radnej Chmielewskiej, to próby tworzenia patowych sytuacji, które następnie pozwalają w glorii stanąć na barykadzie i żądać spełniania wyimaginowanych postulatów. Z częstotliwością równą czteroletnim przedwyborczym przepychankom.

Tak naprawdę jeszcze nic z tych złowieszczych przepowiedni i wzbudzania niepokojów w dzielnicy nie wynikło. Ośrodek zdrowia nie został zlikwidowany (a wyremontowany), pacjenci mogą z niego korzystać i prezes ZLO deklaruje niepogorszenie oferty dla mieszkańców. Drzwi i okna domu kultury również nie zostały zabite deskami po odejściu radnej z pracy. Działalność stale się rozwija, a zarządzająca ośrodkiem kultury Orkiestra Kameralna „Archetti” poszerza ofertę, angażując mieszkańców w każdym wieku.

Prowokowanie sytuacji, w których rozwiązywanie można się później włączyć to stały klasyk z arsenału działań przedwyborczych – pewna taktyka polityczna, pomagająca mobilizować swoich stronników i wyborców. W Jeleniu klasyk uprawiany co cztery lata.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top