Polecamy

Bez aktywności rowerzystów nie byłoby Velostrady

Rok 2014. Spotkanie inicjatorów budowy Velostrady z prezydentem i urzędnikami

„Stwierdziliśmy, że warto zrobić coś dobrego dla miasta, dla mieszkańców i dla nas samych jako całej społeczności jaworznickich rowerzystów” – mówi Artur Kondratowicz, jeden z członków grupy, która zainicjowała projekt budowy Velostrady. Niewielu mieszkańców wie, że ci ludzie poświęcili setki godzin swojego prywatnego czasu, abyśmy już za kilka tygodni mogli cieszyć się wygodną i bezpieczną trasą rowerową, która nie ma odpowiednika w całej Polsce.

Arturze, mógłbyś mi przypomnieć, kiedy narodził się pomysł Jaworznickiej Velostrady?
Artur Kondratowicz: – Sam pomysł przyszedł nam do głowy w końcówce 2013 roku.

Wam – czyli komu? Stanowiliście jakąś grupę?
– Grupę nieformalną – zaczęło się od Forum Wieżowców gdzie dyskutowaliśmy o inwestycjach w mieście. Każdy z nas poruszał się po mieście na rowerze, jedni więcej inni mniej. Damian, Grzesiek, Krzysiek, Przemek czy Łukasz – każdy z nas miał nieco inne spojrzenie na miasto z punktu widzenia rowerzysty, pieszego czy kierowcy. Siłą rzeczy wymienialiśmy się opiniami i zastanawialiśmy się jak sprawić, by Jaworzno było miastem bardziej przyjaznym dla rowerzystów. W tym gronie powstał pierwszy pomysł na Velostradę i później razem, z udziałem szerszego grona zainteresowanych mieszkańców oraz urzędników Wydziału Inwestycji Miejskich, opracowywaliśmy koncepcję tej trasy.

Tak się składa, że w tamtym okresie w całej Polsce nastąpił rozkwit ruchów miejskich, które wnosiły pomysły jak zmieniać swoje miasta.
– Można się tylko cieszyć z aktywności mieszkańców. Z wielu tego rodzaju nieformalnych grup powstały poważne organizacje pozarządowe. Coraz więcej osób chce się włączać w tego typu działania i zmieniać swoje otoczenie. Pamiętam, że na pierwszym spotkaniu w sprawie przyszłego przebiegu Velostrady pojawiła się cała rzesza osób. Wśród nich między innymi spora grupa seniorów z Ciężkowic, którzy kategorycznie domagali się połączenia swej dzielnicy z centrum nową drogą rowerową. Dlatego trasa do Ciężkowic była jedną z pierwszych projektowanych.

W tym gronie, które opracowywało koncepcję byli przedstawiciele jakichś partii politycznych? Żywo zainteresowani pracą nad Velostradą?
– Rower nie ma poglądów politycznych, to przecież masowy środek transportu oraz sposób na rekreację. Niemniej nie przypominam sobie jakichkolwiek aktywnych działaczy partii politycznych biorących udział w spotkaniach w sprawie Velostrady. Pamiętam za to sesję Rady Miejskiej z czerwca 2014, na której byłem. Po przyjęciu zmian w uchwale budżetowej, radni mający ówczesną większość w Radzie odrzucili uchwałę dotyczącą zmian w Wieloletniej Prognozie Finansowej. Uchwałę konieczną by miasto mogło aplikować o dofinansowanie projektów w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. Ot taki chichot historii.

Czyli Velostrada była faktycznie inicjatywą społeczną, za którą stało środowisko rowerzystów czy – jak to się modnie określa – ruch miejskich aktywistów?
– Nie lubię określenia „aktywista”, bo za bardzo się z partiami kojarzy. A jak już powiedziałem, w pomyśle na Velostradę żadna partia palców nie maczała. Byliśmy po prostu grupą osób z dobrym pomysłem i chęcią, żeby nad nim dalej pracować. Zajęło nam trochę czasu, żeby „przedeptać ścieżki” w urzędzie i do idei przekonać prezydenta Pawła Silberta.

Od Was nie wyszedł wyłącznie pomysł, bo później braliście udział w pracach nad projektem?
– Gdy pomysł został zaakceptowany, rozpoczęliśmy wraz z urzędnikami Wydziału Inwestycji Miejskich prace koncepcyjne nad przebiegiem trasy. Trwało to blisko pięć miesięcy – od lutego 2014 do czerwca 2014, kiedy nastąpiła w Miejskiej Bibliotece Publicznej prezentacja gotowej koncepcji. Później było kilka kolejnych miesięcy prac z projektantami wybranymi w przetargu. Zaczęły się od tego, że zabraliśmy ich na wycieczkę rowerową przez wszystkie te miejsca, gdzie powstać miały nowe trasy tak, żeby zobaczyli w terenie, o co nam chodzi.

Wy już zapewne wcześniej wielokrotnie objechaliście miasto, żeby opracować optymalny przebieg?
– Oczywiście. Chociaż początkowo Velostrada miała się kończyć przy ulicy Kolejowej. Zastanawialiśmy się też m.in. jak bezkolizyjnie przekroczyć Trasę Śródmiejską by nie wygenerować zbyt dużych kosztów. Nie pamiętam, na którym spotkaniu pojawił się tunel. Natomiast żeby ją pociągnąć aż pod Galenę było propozycją prezydenta Silberta. Pamiętam, że przyszedł po jednym z czwartkowych spotkań z mieszkańcami. Była chyba już godzina 19, a my nadal siedzieliśmy w Wydziale Inwestycji Miejskich nad planami, głowiąc się nad rozwiązaniami właśnie w rejonie Trasy Śródmiejskiej. Prezydent zwrócił uwagę, że przecież najlepiej będzie zbudować kładkę nad ul. Kolejową i doprowadzić Velostradę do samego centrum. No i ostatecznie tak się stało.

Ty i Twoi koledzy poświęciliście dobrych kilka miesięcy swojego prywatnego czasu, żeby Velostrada mogła powstać w tym kształcie, w jakim ją teraz miasto kończy budować?
– Nie ukrywam, że było to kilkaset godzin wspólnej pracy z urzędnikami Wydziału Inwestycji Miejskich. Przychodziliśmy z gotowymi propozycjami poszczególnych odcinków i wspólnie je omawialiśmy. Urzędnicy pomagali nam weryfikować, które grunty są gminne lub ewentualnie możliwe do pozyskania. Prowadziliśmy też wspólnie rozważania nad rozwiązaniami technologicznymi. Koncepcja musiała być możliwie uszczegółowiona, tak by projektanci wiedzieli dokładnie czego od nich oczekujemy. Na spotkania przychodzili inni zainteresowani mieszkańcy i pod ich wpływem także modyfikowaliśmy nasze warianty. Po opracowaniu koncepcji przyszedł czas na współpracę z wykonawcą projektu budowlanego. Finalny kształt Velostrady to nie jest przypadek, tylko kawał solidnej pracy przeniesiony na deski kreślarskie. Nie zapominajmy także o uzgodnieniach dotyczących organizacji ruchu dla samej Velostrady jak i pozostałych odcinków, w których braliśmy udział w ramach Komisji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, gdzie zasiadają przedstawiciele Policji i MZDiM.

Innymi słowy, Velostrada to efekt Waszych wysiłków jako przedstawicieli środowiska rowerowego Jaworzna?
– Nie wiem, czy w naszym mieście jest drugi projekt o takim rozmachu inwestycyjnym, który powstawałby w równie uspołecznionym procesie. Nie wiem, czy gdziekolwiek w Polsce zdarzyła się taka sytuacja, by sami rowerzyści otrzymali szansę opracowania koncepcji infrastruktury rowerowej w tak szerokim zakresie i o takim standardzie. Co więcej, by to później zostało zrealizowane! Uważam, że to jest olbrzymi sukces – nas mieszkańców, jak i władz miasta.

Włożyliście setki godzin pracy w to, by Velostrada powstała. Jak odbierasz fakt, że są politycy na szczeblu wojewódzkim, których w propagandowych tekstach przedstawia się jako „czynnik sprawczy” tego projektu?
– Mnie to śmieszy. Nie ma sensu się denerwować, bo nerwy niczego nie zmienią. Grono ludzi pracowało wiele godzin nad wypracowaniem koncepcji, projektanci włożyli masę pracy w wykonanie projektu, urzędnicy włożyli ogromny trud w przygotowanie dokumentacji, aby uzyskać dofinansowanie unijne w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. A teraz ktoś inny „wypina pierś do orderu”. Przypomina mi to sytuację, w której księgowy popada w samozachwyt, bo wypłacił pieniądze za nie swoją pracę.

Odczuwacie satysfakcję, że projekt, który zainicjowaliście przed czterema laty i nad którym pracowaliście jest na ukończeniu? Velostrada wkrótce będzie gotowa.
– Ostatnio wracając z pracy często odwiedzam plac budowy, żeby zobaczyć postęp robót. Nie mogę się już doczekać, kiedy Velostrada zostanie otwarta i będzie można jeździć tą trasą. Są ludzie, którzy wystawiają pierś do orderów, są ludzie, którzy chcą żeby po nich zostały pomniki. My natomiast stwierdziliśmy, że warto zrobić coś dobrego dla miasta, dla mieszkańców i dla nas samych jako całej społeczności jaworznickich rowerzystów. Odczuwam olbrzymią satysfakcję, że nam się to udało.

Najnowsze

To Top