Polityka

Kulawy rower Platformy

Kampania przed wyborami samorządowymi jeszcze nie ruszyła. Co wcale nie oznacza, że nie stykamy się z drastycznymi przykładami kampanii… dezinformacyjnej. Weekendowy periodyk, w którym co rusz widzimy twarze posła PO Pawła Bańkowskiego i platformianego marszałka Wojciecha Saługi, stara się nam wmówić, że „turystyka rowerowa w Jaworznie nadal bardzo kuleje”. Czy redaktorom absolutnie nie-wyborczego druku, który absolutnie nie jest powiązany z Platformą, chodzi o Jaworzno – wieś w województwie opolskim?

 

Według kogo Jaworzno jest „kulawe”?

Zbliżają się wybory. Kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta, a zarazem poseł PO, Paweł Bańkowski dosiadł więc roweru. Wraz ze swoim ostatnio nieodłącznym, ale jakże niezależnym, towarzyszem należącym do stowarzyszenia „Niezależni” oglądał Jaworzno z perspektywy rowerowego siodełka. To już zwiastowało, że pojawi się kolejny element nie-kampanii wyborczej, bo przecież kampania się jeszcze oficjalnie nie rozpoczęła.

Nie trzeba było długo czekać. Nowy numer nie-wyborczego weekendowego periodyku (który tylko przypadkowo kiedyś na pierwszej stronie zamieścił absolutnie nie-wyborcze hasło „Bańkowski na prezydenta”) przyniósł nam garść rewelacji. Jedną z nich było stwierdzenie, że „turystyka rowerowa w Jaworznie nadal bardzo kuleje”, bo dotąd nie ma wypożyczalni rowerów miejskich.

Można się uśmiechnąć z politowaniem, gdy ktoś nie odróżnia systemu roweru miejskiego, który w swym założeniu ma służyć jako środek codziennego transportu alternatywny dla samochodu czy autobusu od rowerów używanych w celach turystyczno-rekreacyjnych. W żadnym z miast, które wprowadziły system roweru miejskiego nie robiono tego z myślą o turystyce rowerowej, lecz po to by zapewnić intermodalność systemów transportowych. Unia właśnie na to daje pieniądze, a nie na możliwość przejażdżek rowerem do lasu na grzyby.

– Jeśli ktoś nie widzi różnicy między używaniem roweru do przemieszczania się po mieście tak, jak używa się samochodu, a uprawianiem turystyki rowerowej, to dalsza dyskusja nie ma większego sensu. Chyba, że zaczniemy od wykładania podstaw – mówi Artur Kondratowicz, jeden z współtwórców koncepcji Velostrady. – Jeśli chodzi o samą turystykę rowerową, to wystarczy się rozejrzeć. Kilkaset osób biorących comiesięcznie udział w Night Bikingach, stowarzyszenia rowerowe, które się zawiązały w mieście i organizują rajdy rowerowe. Aż prosi się do każdego ich zdjęcia z imprez i wyjazdów dołożyć ironiczny hashtag „kulawe Jaworzno”.

Bardzo to rowerowe Jaworzno kulawe, na „jedno koło kulawe”. Aż dziw, że kandydatowi PO Pawłowi Bańkowskiemu udało się niedawno sfotografować z dziesiątkami uczestników Rajdu Rowerowego Cztery Pory Roku.

Kolejną rewelacją nie-wyborczego periodyku jest sugestia, że system roweru miejskiego zostanie wprowadzony „nie wcześniej niż w listopadzie, a w tym czasie to już na dwóch kółkach jeżdżą wyłącznie pasjonaci”. Niby prawda – system Jawelo ma szansę wystartować dopiero w kwietniu przyszłego roku, czyli rzeczywiście grubo po listopadzie. Ale na pewno nie w okresie zimowym, jak sugerują to autorzy wprowadzającego informacyjny zamęt tekstu.

Wiwat, Marszałek!

W tym „kulawym Jaworznie” jest jednak coś godnego zauważenia. Velostrada! Tego typu drogi nie ma nikt w Polsce. A w Jaworznie zostanie oddana do użytku już za kilka tygodni. Czyja to zasługa? Według nie-wyborczego periodyku zupełnie niepowiązanego z Platformą „wiadomo, że jaworznicki projekt powstanie głównie dzięki zaangażowaniu środków unijnych”, a „Urząd Marszałkowski przeznaczył na inwestycję 16 milionów złotych”.

Myli się ten, kto wysnuwa wniosek, że szczodry marszałek Wojciech Saługa wysupłał 16 milionów z budżetu województwa na projekt realizowany w Jaworznie. Wręcz przeciwnie, w zakresie inwestycji wojewódzkich w naszym mieście niewiele zmieniło się od czasów innego platformianego marszałka z Jaworzna Bogusława Śmigielskiego.

Te 16 milionów to pieniądze unijne, które Jaworzno wynegocjowało z innymi miastami Subregionu Centralnego na planowane projekty. Prezydenci zadeklarowali, jakie projekty ich miasta chcą zrealizować w ramach puli Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych i na tej podstawie podzielili dostępne środki. Gdy projekty zostały faktycznie sporządzone i spełniały wytyczne unijne, musiały otrzymać przypadające na nie dofinansowanie niemal z automatu. A że przepływają przy tym przez Urząd Marszałkowski… Warto też dodać, że dofinansowanie w wysokości 16 mln zł dotyczy całego Miejskiego Centrum Integracji Transportu, a nie tylko Velostrady (która jest częścią większego projektu).

Niestety autor tekstu nawet nie zająknął się na temat społecznych inicjatorów budowy Velostrady, czy rzeszy ludzi zaangażowanych w pracę nad projektem. Nie byli to ludzie Platformy…

Czy województwo ma się czym chwalić? Może Velo Silesia?

A że przygotowanie projektu i umiejętność jego realizacji są ważne świadczy przykład z „podwórka” marszałka Saługi w postaci projektu Velo Silesia. W roku 2016 mogliśmy przeczytać, że samorząd województwa śląskiego planuje wybudować sieć tras rowerowych po śladach dawnych linii kolejowych. Wytypowano łącznie 280 km takich odcinków łączących miasta Górnego Śląska. Te trasy miałyby stanowić „kręgosłup” przyszłej sieci śląskich tras rowerowych.

W lipcu 2018 roku – znowu czytamy na oficjalnej stronie samorządu województwa informację, że nieczynne linie kolejowe można byłoby stosunkowo niewielkim kosztem przystosować do potrzeb ruchu rowerowego. W roku 2016 przeprowadzono audyt wybranych odcinków (wspomniane 280 km) i uznano, że się nadają. Od 2016 roku nic się w tym zakresie nie zmieniło …podobno wciąż się nadają i województwo mogłoby je śmiało wykorzystać przy tworzeniu tras rowerowych. Dlaczego więc marszałek tego nie robi, tylko od dwóch lat zapowiada, że mógłby? W prasie regionalnej pojawiają się wątpliwości, czy wojewódzka Velo Silesia kiedykolwiek powstanie, a część komentatorów już spisała projekt na straty.

Tymczasem w Małopolsce w podobnym okresie oddano do użytku 300 km tras. Celem samorządu województwa małopolskiego jest osiągnięcie do 2020 roku długości 1.000 km dróg dla rowerów. Małopolska to realizuje – nie w zapowiedziach, ale w rzeczywistości – osiem długich i przecinających województwo tras (m.in. Velo Dunajec, Velo Skawa, EuroVelo 4 itd.).

Kolejne miasta budują także swoje lokalne trasy. Oczywistym przykładem jest nasze Jaworzno z Velostradą (która jest regularną nową drogą, a nie tylko wytyczoną trasą, korzystającą z istniejącej infrastruktury). Ale bardzo ciekawy jest również np. projekt realizowany przez Jastrzębie Zdrój wraz z okolicznymi gminami – Żelazny Szlak Rowerowy, który po śladzie dawnej linii kolejowej połączy Jastrzębie z czeską Karviną.

Enuncjacje nie-wyborczego periodyku zupełnie niezwiązanego z Platformą wywołały burzliwy odzew w mediach społecznościowych. Są pewne granice „zakrzywiania” rzeczywistości. Jaworzno może „kulawe”, ale jednak potrafi odróżnić realną Velostradę od marszałkowskiej Velo Silesii i innych opowieści o politykach z PO, bez których nic by nie było, a Ziemia stanęłaby w miejscu.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top