Polecamy

Tydzień „picu i fotomontażu” – felieton Tomasza Toszy

Jak ja nie znoszę przyszłego tygodnia. Co rok go nie znoszę. Nie dlatego, żeby jego idea była cokolwiek zła, ale przez faryzeizm jego fałszywych kapłanów. W przyszłym tygodniu mamy tydzień zrównoważonego transportu. Więc będzie się działo: konferencje, darmowe autobusy, politycy uśmiechający się z siodełek rowerów użytych raz w roku, a czasem z okazji tegorocznych wyborów raz na cztery lata. A rzeczywistość skrzeczy.

Jeszcze pół biedy jak upozuje się w garniaku na holenderskim jednobiegowcu pośrodku parkowej ścieżki. Rozwiane poły marynarki, wiatr we włosach, żółcące się liście drzew. Akurat na plakat promujący aktywne miejskie życie. Taki slow life z hipsterskim zacięciem.

Ci mniej bystrzy politycy poopinają swoje zasiedziałe w limuzynach owalne ciała w rowerowe lycry, wcisną się w gacie z pampersami, założą rękawiczki bez palców i obowiązkowo kask. Wszystko lśniące nowością, nie zabrudzone błotem, nie zblakłe od prania. Fasada przypudrowana, od oficyny szczury i robactwo.

Pomysłów na obchody tygodnia zrównoważonego transportu jest bez liku. Są miasta, gdzie upadłą komunikacją publiczną podróżują już tylko „biedaki bez samochodu”, gdzie eksperymentalnie maluje się na próbę buspasy doprowadzając do wściekłości absolutnie wszystkich. Łącznie z tymi niedobitkami jeżdżącymi w autobusach, którzy takiej tygodniowej łaski od rządzących nie oczekiwali a teraz stoją z samochodami w nowym korku, który pojawił się na odcinku dojazdowym do początku buspasa.

Są miasta, gdzie można jeździć za darmo autobusem już nie jeden dzień – ten bez samochodu – ale przez dwa i więcej. Są miasta, gdzie z okazji wyborów politycy obiecują darmową komunikację publiczną dla tych, co już mają darmową komunikację publiczną i parkingi w osiedlach, które mają zmniejszyć korki. Choć akurat parkingi korki zwiększają.

Najpopularniejsze są konferencje mające promować zrównoważony transport, na które… wszyscy uczestnicy przyjeżdżają samochodami.

Tradycyjnie jakiś pierwszy z prelegentów zagai o zaletach komunikacji publicznej, po czym zada obecnym krępujące pytanie – kto z szanownych państwa dotarł tutaj inaczej niż autem? Na sali zrobi się rozchichotane ożywienie, oficjele się na siebie popatrzą – no bo jak autobusem? Oni nawet nie wiedzą jak się bilet kasuje… A tak w ogóle to jakiś tu jeździ?

W przedszkolach funkcjonariusze różnych służb rozdawać będą odblaski, które dzieciom się nie przydadzą, bo je rodzice i tak samochodami odwożą pod samą bramę, a najchętniej pod same drzwi, skoro nie da się wjechać do środka. Na szczęście odblaski są tanie. A jak się porozdaje to już nikt nie może zarzucić, że się nic nie robi dla poprawy bezpieczeństwa. Może mało, ale już nie, że nic.

Wiele hałasu będzie w tym tygodniu – skutek żaden, a rzeczywistość skrzeczy!

Różnica między jakimkolwiek polskim miastem a jakimkolwiek miastem za Odrą, za Bałtykiem, a nawet za górami jest uderzająca po oczach. Zawalone samochodami jezdnie, chodniki, trawniki. Kłęby czarnego dymu znaczą trasę przejazdów passerati w tedeiku, przydrożne reklamy zachęcają do wycinania filtrów DPF, a plamy oleum znaczą miejsca występowania najbardziej zmęczonych życiem osobników. Yanosik ostrzeże w porę tych co nakleili sobie na tyłku nalepkę: „Trzeba zapie…ć”.

Nienawidzę tego przyszłego tygodnia. Dlatego z wielką ulgą zauważyłem w kalendarzu mojego miasta, że Jaworzno go prawie nie obchodzi.

Zrównoważony transport robi się cały rok. Abonamentem na transport publiczny, częściej jeżdżącymi autobusami, drogami dla rowerów, chodnikami, uspokajaniem ruchu, kierowcami, którzy z własnej woli uznają, że czasem warto przejechać się autobusem, przejść pieszo albo śmignąć rowerem do celu. Tylko tak to działa. Reszta to pic i fotomontaż.

Tomasz Tosza

Polecamy: Masa krytyczna – felieton Tomasza Pstruchy

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top