Polecamy

Dziwna kampania

Dziwna ta kampania przed październikowymi wyborami samorządowymi. Wygląda tak, jakby tylko jedna strona jaworznickiej sceny politycznej – prezydencka koalicja – była do niej profesjonalnie przygotowana i traktowała poważnie. Opozycji – może poza Pawłem Bańkowskim, który jakoś usiłuje zaistnieć – w ogóle nie widać. A SLD jak zniknął przed czterema laty, tak nadal pozostaje w niebycie, mimo zarejestrowania komitetu wyborczego.

 

Emocje w ryzach

Wybory samorządowe już za 3 tygodnie. Przed czterema laty kampania w tym okresie była w pełni rozwinięta. Toczyła się naprawdę ostra walka wyborcza między Pawłem Silbertem i popierającymi go środowiskami a Bogusławem Śmigielskim z PO. Do tego doszli także inni kandydaci i ich lokalne komitety wyborcze, a Bernadecie Siostrzonek udało się nawet sporo „namieszać”.

Niestety była to też walka, gdzie stosowano obrzydliwe chwyty „poniżej pasa”. Jak na przykład hejterskie i insynuacyjne wpisy internetowe godzące w Pawła Silberta i urzędników miejskich, propagowane przez ludzi ukrytych za fałszywymi kontami na portalach społecznościowych. Do dzisiaj trwają jeszcze sprawy sądowe związane z wydarzeniami z tamtego okresu.

Przed obecnymi wyborami kampania jest bardziej stonowana i cywilizowana (przynajmniej na razie). Ale jednocześnie objawia olbrzymie niedostatki po stronie Platformy. Taki brak przygotowania tej, bądź co bądź zaprawionej w politycznych bojach formacji, jest zaskoczeniem. Jakże odmiennie niż przed czterema laty.

Można wręcz zaryzykować tezę, że Platforma „odpuściła” Jaworzno, nie widząc większych szans na sukces, a skupiła się na walce o największe miasta i te, gdzie już sprawuje władzę.

Jak w „Sim City”?

Patrząc na Pawła Bańkowskiego z PO w jego spotach wyborczych, widzimy z reguły człowieka, który stoi sztywno przed jakimś budynkiem, wypowiada wyuczone hasła i macha rękami. Zamiast skupiać się na tym, co mówi, dostrzegamy powtarzającą się, rutynową gestykulację. Przede wszystkim nie widać w nich osoby, która żyje miastem i jego sprawami. Która ma pomysł na miasto, energię i autentyczne pragnienie, aby je zmieniać – wbrew głównemu hasłu kampanii „Czas na zmianę”. Oczywiście jest to subiektywne wrażenie. Być może członkowie Platformy Obywatelskiej postrzegają spoty swego kandydata odmiennie.

To pewnie nie wina samego Bańkowskiego, lecz ludzi, którzy mu te materiały przygotowali i prowadzą jego kampanię. Jego winą jest natomiast to, że przystaje na taką właśnie prezentację. Prezentację beznamiętną, a przy tym niespójną i niekonsekwentną. Najpierw w okresie właściwie przedkampanijnym mieliśmy spoty, gdzie Bańkowski wytykał domniemane zaniedbania władz miejskich (węzeł na A4, DTŚ czy Tarka). Materiały nie wiadomo przez kogo i na jakiej zasadzie sfinansowane, bo nie opatrzone dopiskiem o finansowaniu przez komitet wyborczy. Teraz zaś mamy prezentację programu wyborczego (już z dopiskiem o finansowaniu) – pełnego obietnic, ale w żaden sposób nie nawiązującego do wcześniej zasygnalizowanych zagadnień.

Absolutnym popisem amatorszczyzny było rozegranie kwestii obiecywanego przez kandydata PO parku wodnego obok GEOsfery. Najpierw Paweł Bańkowski zapowiedział jego budowę w programie wyborczym. Użytkownicy facebooka natychmiast odpowiedzieli niedowierzaniem i zarzutami, że pomysł jest całkowicie „wyssany z palca” i oderwany od rzeczywistości. Po kilku dniach nieocenieni sztabowcy wrzucili więc „wizualizację” potencjalnego kompleksu. Chociaż nie wizualizację… raczej pstrokaty koszmarek, który wyglądał, jakby został naprędce zlepiony przez 15-latka z elementów graficznych komputerowej gry „Sim City”. Posunięcie urągające nie tylko inteligencji wyborców, ale również zmysłowi estetycznemu. Przecież takie rzeczy przygotowuje się znacznie wcześniej. A jeśli się nimi nie dysponuje, to zapowiada się np. ogłoszenie konkursu architektonicznego na najlepszą koncepcję, godną 100-tysięcznego miasta.

Olbrzymią niekonsekwencją wizerunkową Bańkowskiego jest przede wszystkim to, iż kandydat, który wcześniej twierdził, że „lubi ludzi” i chce z nimi rozmawiać, nie odpowiada nikomu, kto kieruje do niego pytania w serwisie społecznościowym. Odpowiadają sztabowcy, członkowie jaworznickiej PO lub grupa użytkowników, w przypadku których zachodzi podejrzenie posługiwania się fałszywymi kontami. Nie sam kandydat na prezydenta!

Taktyka na wymęczenie

Po drugiej stronie – czyli prezydenckiej koalicji – mamy dla odmiany do czynienia z przemyślaną kampanią dokładnie rozpisaną w czasie. Nie było dziwnej i wątpliwej „prekampanii”. Wystartowano w zgodzie z prawem – po ogłoszeniu przez premiera daty wyborów. Rozpoczęto od filmowych spotów (sfinansowanych i wyraźnie oznaczonych przez komitet wyborczy) z rozliczeniem wykonania programu na lata 2014-2018. Te krótkie filmy bardziej skupione były nie na promowaniu kandydata Pawła Silberta, ale promocji samego Jaworzna. Bo widać w nich przede wszystkim zmieniające się miasto, a Silbert występuje w roli gospodarza, który po Jaworznie oprowadza.

O jakości tych spotów świadczy choćby tylko liczba wyświetleń. Udostępniony 21 września odcinek o kulturze i sporcie obejrzało 5,6 tys. osób. Wcześniejsze odcinki zebrały po 9 i 11 tys. widzów. Bo to się dobrze ogląda. Dla porównania spot Pawła Bańkowskiego (udostępniony 20 września) z obietnicą bezpłatnej komunikacji miejskiej dla seniorów i młodzieży – a więc temat wydawałoby się chwytliwy – odtworzyło 2,3 tys. osób.

Dopiero po rozliczeniu poprzedniej kadencji Paweł Silbert przedstawił nowy program wyborczy. Stało się to wczoraj (czwartek, 27 września) podczas uroczystej konwencji wyborczej, na której zaprezentowano również kandydatów na radnych. Jest w tym pewna logika i konsekwentny plan kampanii, która budowana była z myślą o punkcie kulminacyjnym (konwencji właśnie).

Przemyślnie rozpisano jej przebieg w czasie. Kiedy Bańkowski prezentował kolejne punkty programu i wyborcy komentowali jego pomysły, Silbert rozliczał się i przekonywał, że Jaworzno to bardzo przyjazne, rozwijające się miasto, w którym dobrze się mieszka (zgodnie z hasłem przewodnim kampanii „Jaworzno. Powód do dumy”). Bańkowski już przyjmował krytyczne razy i jego sztabowcy starali się je odpierać, a Silbert spokojnie wyczekiwał. To trochę taktyka na wymęczenie przeciwnika.

Dopiero teraz – po prawie dwóch tygodniach – przedstawił swoją ofertę. Na jej promowanie pozostały tylko trzy tygodnie, ale to jednocześnie oznacza, że tylko przez trzy tygodnie będzie trzeba odpierać ataki przeciwników. Pokerowe zagranie, ponieważ sztabowcy Platformy mogli w każdej chwili rozpętać burzę z pytaniem: „Gdzie jest program Silberta?!” Zmarnowali tę okazję, bo najprawdopodobniej pochłonięci byli własnymi wewnętrznymi problemami (np. odejściem Krzysztofa Lehnorta).

Zostały tylko trzy tygodnie

Rzecz jasna nie oceniamy tutaj samych kandydatów i formacji, które reprezentują. Skupiamy się wyłącznie na dotychczasowym sposobie prowadzenia kampanii i sprawności sztabów wyborczych. Niewątpliwie w tegorocznych wyborach głównym kanałem, gdzie prowadzona jest kampania stał się internet ze szczególnym naciskiem na media społecznościowe. Trudno też nie odnieść wrażenia, że sztabowcy prezydenckiej koalicji zdecydowanie lepiej się do tego przygotowali niż konkurenci.

O dziwo, podobnie jest z kanałami tradycyjnymi. W mieście widać już plakaty zarówno kandydatów na radnych z JMM jak i z PiS. Wciąż nie ma natomiast plakatów kandydatów na radnych z koalicji Platformy i Nowoczesnej. Owszem, pojawiły się plakaty i banery Pawła Bańkowskiego, to tyle. Ale jak wiadomo plakatami się wyborów nie wygrywa.

Osobny znak zapytania to jaworznicka lewica. Nie widać jej praktycznie nigdzie. Wacław Chudzikiewicz – jej lider – przyjął tym razem strategię „małych kroków do przodu”. Jako jeden z sukcesów wskazał zarejestrowanie listy kandydatów na radnych. Faktycznie po katastrofie z 2014 roku, kiedy listy zostały odrzucone z przyczyn formalnych, to spory krok do przodu. W portalu społecznościowym Chudzikiewicz napisał 22 września, że nadeszła „pora na poszerzenie sztabu wyborczego i promocję komitetu”. Niespełna miesiąc przed wyborami poszerzanie sztabu wyborczego i promocja komitetu? Czy aby nie za późno? Zwłaszcza w przypadku ugrupowania, które niemal całkowicie zniknęło z jaworznickiej sceny samorządowej i nie grzeszyło aktywnością przez minione cztery lata?

Mamy trzy tygodnie, aby dać się przekonać do któregoś z programów wyborczych i do poszczególnych kandydatów. Kadencja została przedłużona do pięciu lat – to okres, w którym rzeczywiście można zrealizować rozsądny program. Tym większą wagę będzie mieć październikowy werdykt wyborców.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top