Polecamy

Jak tu pięknie i spokojnie – felieton Tomasza Pstruchy

Niedawno zrobiliśmy sobie z synem spacer na Górę Wielkanoc, żeby nacieszyć oczy rozległą panoramą. – A skąd to się tutaj wzięło? – zapytał mój syn, wskazując kolejny nowy budynek w stanie surowym, powstały już w miejscu, gdzie ul. Braci Śniadeckich przestaje być w sensie technicznym ulicą. – Nowy dom budują. Ładna okolica, wokół same łąki, z balkonu widok na Beskidy, czasem nawet Tatry widać. Ludziom się to podoba, więc się budują – odparłem. – Aha. Za rok, dwa, będą mieć piękny widok… na dom sąsiada – sarkastycznie podsumował 9-latek.

Nie powiem, byłem dumny. Ten 9-letni koleżka w jednym haśle trafnie podsumował beznadzieję aspiracji pojedynczych osób, które składają się na urbanistyczne zjawisko „sprawlu” (eksurbanizacji i rozlewania się miast). Bo zaczyna się zawsze tak samo – od pomysłu, by wybudować się trochę na uboczu wśród pięknej przyrody, by móc z nią obcować. Później kolejne osoby dostawiają swoje domki, bo przecież „tak tu pięknie i spokojnie”.

Po jakimś czasie z piękna przyrody, które przyciągnęło pierwszych osadników zostaje niewiele. Ci, którzy sami zadecydowali o budowie „na zadupiu”, gdzie prowadziła tylko polna droga, teraz utyskują, że błoto, że niewygodnie – żądają asfaltu i oświetlenia ulicznego. Po wylaniu asfaltu przychodzi kolej na progi zwalniające – przecież „za szybko jeżdżą” krzyczą mieszkańcy. Ale kto? Mieszkacie przy drodze, która prowadzi „donikąd”, kończy się na waszym osiedlu. Kto wam tutaj tak szybko jeździ? Pytanie retoryczne. Cały początkowy czar pryska – już nie jest „pięknie i spokojnie”. Zamiast rozległej panoramy, widok na dom sąsiada.

Potrafi to przewidzieć i w drwiący sposób skomentować nawet 9-latek. Ale chłopak grywał trochę w „Cities Skylines” i wie jak wygląda w pewnym uproszczeniu mechanizm rządzący rozwojem miasta. W symulacji wystarcza kawałek polnej drogi, żeby wyrosło osiedle. Trzeba tam wówczas szybko doprowadzić prąd, wodociąg, asfalt. Później linię autobusową (żeby droga się nie korkowała), szkołę, przychodnię zdrowia, zapewnić odbiór śmieci. Koszty lawinowo wzrastają. – Tato, mam budżet na minusie. Co ja mam teraz zrobić? – pyta mały burmistrz. – Podnieś im podatki. Będą zgrzytać zębami, ale zapłacą. Mieszkają przecież w pięknej okolicy i zapewniasz im wszystkie usługi komunalne – podpowiadam bez zmrużenia oka. Bezlitosny burmistrz w bezlitosnej grze.

Jaworzno jest bardzo specyficznym miastem na tle innych ośrodków miejskich województwa śląskiego.

Ciężko mówić o procesie „rozlewania się miasta” na jego obrzeża, skoro Jaworzno od samego początku było „rozlane”.

Spójrzmy na strukturę zabudowy – toż to wygląda jak kleks rozbryźnięty na mapie (inni nazywają to ładnie „modelem gwiaździstym”). Tylko Śródmieście (wraz z Podłężem i Osiedlem Stałym) pod względem kryteriów OECD można nazwać obszarem o charakterze czysto miejskim – zwartym miastem właściwym. Reszta dzielnic tworzy „wianuszek” osiedleńczy o charakterze podmiejskim. A między nimi przestrzeń i tereny zielone.

Dość powiedzieć, że na powierzchnię ponad 150 km kw. (Jaworzno jest 14. miastem w Polsce pod względem powierzchni) przypada tylko 30% obszarów zurbanizowanych i aż 40% lasów i zadrzewień. Pod względem udziału terenów zielonych w powierzchni miasta, Jaworzno plasuje się na 5. miejscu w całej Polsce (byłoby pewnie wyżej, gdyby doliczyć tereny rolne i zielone nieużytki).

My nie tyle walczymy z „urban sprawlem”, choć taka presja też się pojawia, bo niektórzy chcą mieszkać prawie w lesie, a na pewno pod lasem. My rozwlekłe miasto „odziedziczyliśmy” po przodkach i walczymy o to, by nadać mu większą spoistość. By zagęścić zabudowę w samych dzielnicach (bo nadal pozostaje w nich mnóstwo wolnych przestrzeni) i ewentualnie rozwijać ją na osiach komunikacyjnych pomiędzy nimi. Czyli tam, gdzie już jest infrastruktura i nie trzeba jej wydłużać, gdzie autobusy już kursują i wystarczy zrobić dodatkowy przystanek, gdzie nie trzeba budować nowej szkoły, bo do istniejącej jest stosunkowo blisko.

W roku 2015 w Jaworznie było do dyspozycji łącznie 2.300 wolnych działek budowlanych! Zważywszy na fakt, iż liczba działek z istniejącą zabudową jednorodzinną wynosi aktualnie ok. 12 tys., mamy zapas na kilkadziesiąt lat. Stąd w dokumentach planistycznych miasta położono szczególny nacisk na koncentrację zabudowy i zapobieganie jej rozpraszaniu na tereny wartościowe pod względem przyrodniczym i krajobrazowym.

Dlatego cieszę się, że na przykład na Górze Wielkanoc miasto ustanowiło użytek ekologiczny chroniący murawy ciepłolubne, a wkrótce powstanie tam podobny teren ochrony muraw galmanowych. To oznacza, że Wielkanoc nie zostanie zabudowana, a mój syn za kilkanaście lat będzie mógł tu przyprowadzić swoje dzieci, by cieszyć się rozległą panoramą sięgającą po Beskidy, a nawet Tatry. Poobserwować w lecie pazie królowej, modraszki i łatczyny brodawniki. Być może również podyskutować o tym, że gdyby zabudować wszystko i zalać asfaltem, to przestanie już być „pięknie i spokojnie”.

Tomasz Pstrucha

Polecamy: Ważne gdzie mieszka burmistrz – felieton Tomasza Toszy

 

Najnowsze

To Top