Polecamy

Ważne gdzie mieszka burmistrz – felieton Tomasza Toszy

fot. AndrzejGontarz.pl

O tym jak będzie rozwijać się miasto mniej świadczy charakter burmistrza, więcej – miejsce gdzie mieszka. To całkiem naturalny proces. Miasto dla każdego z nas jest tym co zna. A jakie miasto zna właściciel podmiejskiego domu pod lasem? Zna kierownicę swojego samochodu, zna parkingi pod marketami, zna podjazdy pod szkołami, bo musi zawieźć swoje dziecko… A jakie miasto zna mieszkaniec miasta? Zna chodniki, którymi chodzi po bułki do ulubionej piekarni za rogiem, zna przejścia dla pieszych, zna ławeczki gdzie można przysiąść w słońcu. Zna rozkład jazdy autobusu. I ma znajomych na ulicy. Idyllicznie? Prawda? Jak w Lansquenet-sous-Tannes z „Czekolady” w reżyserii Lasse Halstroma, francuskiego miasteczka na wzgórzu nad rzeką.

Marzenie o domku pod lasem było po części spełnioną pseudoidyllą polskiego końca wieku. Na początku było fajnie. Jak z korpowyprowadzką w Bieszczady. Było odpowiedzią na nieznośny zgiełk, brzydotę i niefunkcjonalność polskich miast. Indywidualna ucieczka. I wszystko byłoby super, gdyby na ten sam pomysł nie wpadło zbyt wielu przedstawicieli polskiej klasy średniej. Zderzenie się z rzeczywistością czasu dzielonego między pracę zawodową i pracę kierowcy swoich własnych dzieci, ogrodnika ciągle rosnącej trawy w zbyt dużym ogrodzie i smogu snującego się od domów sąsiadów było bolesne.

Jestem do bólu przekonany, że zupełnie inne będzie miasto rządzone przez burmistrza żyjącego w mieście od tego z przedmieścia. Każdy, choćby nieświadomie będzie kształtował rzeczywistość według własne percepcji. Dla burmistrza miastowego ważne będzie żywe śródmieście – z ulicami pełnymi ludzi, z parkami, równymi chodnikami i transportem publicznym, z którego da się na co dzień korzystać. To będzie miasto krótki dystansów, zwartej zabudowy i bezpiecznych ulic. Ze starszymi ludźmi przesiadującymi na ławeczkach i małymi dziećmi bawiącymi się samopas na podwórkach.

Burmistrz podmiejski będzie potrzebował szerokich wylotowych arterii, wielkich parkingów gdzie tylko popadnie. Dużych sklepów na skrzyżowaniach obwodnic i wielkich, punktowych inwestycji, którymi będzie zaznaczał swoje zasługi dla miasta. „To ja Wam to zbudowałem!” Odciśnie swe piętno monumentalnie. Tylko czy od tego powstanie miasto, które choć zbliży się do czekoladowego miasta, w którym – założę się – każdy z nas chciałby mieszkać? Z polskich miast przykładając – na przykład w takim Sandomierzu z serialu „Ojciec Mateusz”. Tylko bez kryminalnych zbrodni.

Dlatego za dwa tygodnie, w każdym z polskich miast jego mieszkańcy kreśląc krzyżyk przy nazwisku powinni dokładnie wiedzieć gdzie mieszka kandydat.

Bo obojętnie jakie bajki będą obiecywać w programach, to w rzeczywistości będą działać tak, by rzeczywistość uczynić wygodniejszą dla siebie. Nawet nieintencjonalnie. Bo zawsze na coś brakuje pieniędzy.

A w kwestii pieniędzy. Czasopismo samorządowe „Wspólnota” opublikowało kilka dni temu ranking inwestycyjny samorządów. Oceniało to prosto – ilość pieniędzy wydanych w ciągu kadencji na miejską infrastrukturę na głowę mieszkańca. Jaworzno wylądowało na drugim miejscu w województwie śląskim, na szóstym wśród miast na prawach powiatu, na dziesiątym – jeśli liczyć wszystkie miasta łącznie z wojewódzkimi. Wydawaliśmy na poprawianie życia w mieście więcej niż Katowice i Warszawa. W województwie wyprzedziły nas tylko… Gliwice – jedno z najszybciej wyludniających się miast, gdzie w sobotnie popołudnie ciężko na ulicach spotkać żywego ducha.

Cóż takiego zbudowały Gliwice, że stały się liderem rankingu? Prawie miliard na zachodnią końcówkę DTŚ, prawie pół miliarda na halę widowiskową większą niż Spodek, w lokalizacji takiej, że każda większa impreza kończy się zablokowaniem miasta na wiele godzin. Dlatego tam jest tak mało większych imprez.

A Jaworzno? Przez ostatnie lata nie robiliśmy inwestycji wartej więcej niż kilkanaście milionów. To były setki małych projektów poprawiających przyjemność życia w mieście. Nawet jak realizowano je w większym programie inwestycyjnym, to składały się z małych części.

Wolę, by Jaworzno było na drugim miejscu w województwie w takim prestiżowym rankingu, a mieć popołudniami ludzi na ulicach, na rynkach, w parkach, na drogach dla rowerów. Cieszących się z aktywnego życia między innymi ludźmi. I kochających bezwarunkowo swoje miasto. Niż być takiego rankingu liderem.

Teoria moja jest taka – prezydent Jaworzna mieszka na Żwirki i Wigury, pół kilometra od Rynku. Zgadnijcie gdzie mieszka prezydent Gliwic?

Tomasz Tosza

Polecamy: Jak tu pięknie i spokojnie – felieton Tomasza Pstruchy

 

Najnowsze

To Top