Polecamy

Premier Śląska – czyżby?

Po stronie Platformy Obywatelskiej premierzy mnożą się jak na zawołanie. Działacze partyjni najpierw Tuska – Przewodniczącego Rady Europejskiej – obwołali mianem premiera Europy. Teraz z wyborczego publikatora Wojciecha Saługi dowiadujemy się, że marszałek województwa, to taki „Premier Śląska”. Ale jak się nie ma realnego premiera z realną władzą, to trzeba się dowartościować. Władza na Śląsku także zdaje się wymykać z rąk.

 

Niedowartościowany

Z kampanijnego publikatora Wojciecha Saługi wyziera zniewalające porównanie sklecone przez sztabowców marszałka. Wynikać ma z niego, że jeśli przyrównać sejmik województwa do Sejmu RP, to odpowiednikiem posła byłby radny wojewódzki. A w takim razie marszałek województwa, to lokalny odpowiednik premiera. Czyżby to ukłon w stronę śląskich autonomistów, którzy marzyliby o odrębnym, śląskim rządzie? Czyżby Sałudze marzyła się rola Premiera Śląska?

Pewnie nie. Bardziej to wygląda na potrzebę dowartościowania się. Bo raczej wszyscy mieszkańcy wiedzą na czym polega rola premiera i jak nazywa się polski premier. Mieszkańcy wiedzą również z czym wiąże się stanowisko prezydenta miasta i kto je w Jaworznie piastuje. Natomiast marszałek województwa? Kim w ogóle jest marszałek województwa?

Skąd mają to wiedzieć? Przecież nigdy na niego nie głosowali. Funkcja marszałka nie jest obsadzana w drodze wyborów powszechnych. Marszałka województwa wybierają radni wojewódzcy większością głosów i – co najlepsze – marszałek sam wcale nie musi być radnym wojewódzkim. Tak jest w przypadku Wojciecha Saługi, który nie był radnym wojewódzkim, kiedy sejmikowa koalicja PO-PSL-SLD-RAŚ dokonała jego wyboru. Stanowisko marszałka ma zatem charakter ściśle polityczny i obrazuje większość, która w sejmiku podejmuje decyzje.

Ta obecna większość, która była klecona przed czterema laty przez Platformę, znajduje się obecnie w punkcie zwrotnym. Przed nami wybory do samorządu – także wojewódzkiego. Sondaże wskazują, że PiS może liczyć na wyższe poparcie niż cztery lata temu. Dla zachowania władzy przez Platformę Obywatelską w sejmiku jedyną nadzieją staje się ponowne mozolne skonstruowanie „koalicji przetrwania” – wszyscy przeciw PiS.

A tu niespodzianka! Działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej „puszczają porozumiewawcze mrugnięcie”, twierdząc iż mogą się dogadać nie tylko z PO. W grę wchodzi także Prawo i Sprawiedliwość.

„Jest taka ściema…”

Szef SLD Włodzimierz Czarzasty we wrześniu powiedział wprost, iż „nie wierzy w opowieści pana Schetyny”. – Jeśli pan myśli, że są konsultacje w opozycji na temat jakiegokolwiek tematu merytorycznego, dotyczącego państwa, spraw polityki zagranicznej, to nie ma tego – dodał Czarzasty w rozmowie telewizyjnej.

Szef lewicy stwierdził również, że „opozycja do pełnego zjednoczenia jest za głupia, za bardzo zapatrzona w siebie, za bardzo arogancka, za bardzo lubiąca oglądać swoje twarzyczki w telewizji i słuchać swojego głosiku w radiu”. Natomiast Koalicję Obywatelską skwitował jeszcze brutalniej. – Jest taka ściema, która się nazywa Koalicja Obywatelska. To jest koalicja dwóch partii, partyjna koalicja, która powstała z rozpadu jednej partii. Schetyna chciał obywatelkom i obywatelom powiedzieć: Już się nie nazywamy PO i to, co zostało z Nowoczesnej, teraz jesteśmy KO – podsumował Włodzimierz Czarzasty w radiu TOK FM.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw kandydat lewicy na prezydenta Warszawy – Piotr Guział – wycofał się ze startu w wyborach i oficjalnie poparł Patryka Jakiego (PiS). W tym tygodniu cios dla Platformy przyszedł także z Katowic. Henryk Moskwa, kandydat SLD na prezydenta Katowic, wycofał się z walki o urząd i zaapelował do wyborców lewicy, aby zagłosowali na obecnego, bezpartyjnego prezydenta Marcina Krupę. W tym momencie Krupa startuje z poparciem zarówno PiS jak i SLD przeciwko kontrkandydatowi Koalicji Obywatelskiej.

Nienawiść nie może być głównym elementem w polityce

Wśród działaczy PO w województwie śląskim ta decyzja SLD wywołała prawdziwą histerię oraz falę… hejtu w mediach społecznościowych. Jeden z PO-wskich fanpage’ów nazywa poparcie SLD dla Krupy „wielkim skandalem na Śląsku”. „Politycy śląskich struktur SLD sprzedali, zbezcześcili pamięć o Barbarze Blidzie” – czytamy tam bardzo niesmaczny komentarz. Inny brzmi: „W Katowicach SLD to tak naprawdę przystawka PiS”.

Sytuacja w Katowicach to tylko przedsmak tego, co może zdarzyć się w sejmiku wojewódzkim. Na szali leży bowiem kilka mandatów radnych, które ma szanse uzyskać SLD. Z którym ugrupowaniem wejdzie wówczas w koalicję?

W dramatycznym tonie pisze na ten temat Kamil Durczok, który posiada spore rozeznanie w politycznym kociołku Górnego Śląska. „Dlaczego pozwala Pan lokalnym działaczom rozpowiadać, że pójdziecie tam, gdzie dadzą więcej. Dlaczego (bardzo problematyczne, niepewne, patykiem na wodzie pisane) 3-4 głosy w sejmiku, traktuje Pan jak kartę przetargową” – emocjonalnie adresuje do Czarzastego swój felieton Durczok.

Zważywszy na wściekły po stronie PO odbiór posunięć lokalnych struktur SLD, groźba utraty władzy zajrzała w oczy działaczy śląskiej Platformy całkiem realnie. Platforma zanadto uwierzyła w mit, który sama wykreowała, iż PiS z samego założenia jest ugrupowaniem niezdolnym do budowania szerszych koalicji. W polityce natomiast nie ma żadnych pewników, zwłaszcza kiedy oparte są nie na realiach lecz na wierze w mity.

Teraz, zamiast tradycyjnie uderzać w PiS, działacze PO „ładują ile wlezie” w SLD, odsądzając lewicę od czci i wiary (w sposób nieetyczny wykorzystując nawet pamięć Barbary Blidy) oraz rozpowszechniając memy Czarzastego z wpiętym w charakterystyczny żółty sweter znaczkiem Prawa i Sprawiedliwości. Nie kto inny, jak Czarzasty niedawno komentował retorykę Koalicji Obywatelskiej wobec rządów PiS: „Nie może być tak, że głównym elementem w polityce jest niechęć, nienawiść do kogoś bądź chęć zabicia jakiejś siły politycznej. Polityką powinny kierować wartości.” Teraz sam wraz z działaczami SLD ma okazję zakosztować tej niechęci ze strony aktywu PO.

Wyraźnie widać, że struktury SLD w województwie śląskim nie wykluczają żadnej opcji po wyborach samorządowych. Jeśli podobnie pragmatyczną postawę obierze PSL, to może się okazać, że zamiast koalicji przeciw PiS, powstanie autentyczna „koalicja dla Śląska”. Nie zasilana paliwem nienawiści do PiS czy innego ugrupowania. Platforma zaś osunie się już całkowicie w wyraźny już dzisiaj syndrom oblężonej twierdzy, z której czmychają czym prędzej kolejni ludzie. A nowy marszałek nie będzie nam wmawiał, że jest premierem śląska.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top