Polecamy

Kandydować na burmistrza Dubaju – felieton Tomasza Toszy

Zacznę od cytatu miejscowego rymoklety, bo trafne: „Ugrupowania Obietnic mają Dzisiaj mrowie. Jak więc lud Ma dziś uwierzyć W to pustosłowie”. Brawo. Trafione w punkt. Niektórych programów wręcz odechciewa się czytać, bo wyglądają jak pisane przez kandydatów na burmistrza Dubaju. A nie Jaworzna. Wcześniej zwrócił mi na to uwagę kolega: – Widziałeś może program pana posła? Bo mi zaczyna brakować zer w kalkulatorze…

Kampanie wyborcze ze święta demokracji, z forum wymiany idei, z agory myśli i pomysłów stały się niestety tanim jarmarkiem, podczas którego aspirujący kandydaci pokrzykują: Dam, dam, dam wam więcej, tylko mnie wybierzcie. Nie dodają jednak, że jak mnie wybierzecie, to się zdziwię, że nie mogę dać wam tego co wam obiecałem, a tak w ogóle, to kto poważnie traktuje wyborcze obietnice? Naprawdę uwierzyliście? Przecież było wiadomo, że nie da się. Taka konwencja.

Niestety to objaw dziadzienia polityki. Trudno dziwić się potem żartom z polityków. Jak poznać kiedy polityk zaczyna kłamać? Kiedy otwiera usta.

Przyznaję, że z niecierpliwością czekałem na programy wyborcze aspirantów do władzy w Jaworznie. Miałem nadzieję na jakieś świeże powietrze w nich. Nowe pomysły na miasto. Jakich nie wyobrażałem sobie nawet. Zaciągnęło jednak smogiem pustych obietnic. Tchnących desperacją, licytacją na rozdawnictwo.

Jakie miało by być Jaworzno z tych obietnic? Przede wszystkim miałoby więcej wydawać. Na prawie wszystko – na budżet obywatelski, na szkolny budżet obywatelski, na urzędników, na ich dodatkową pracę w sobotę, na seniorów wydamy więcej, na ich kluby, które maja być wszędzie, na bezpłatny transport do lekarza, na pełnomocnika seniorów, na pikniki i kawiarenki, na darmowe autobusy dla seniorów (akurat to już mają), stuprocentowo na wymianę wszystkich kopciuchów na mniejsze węglowe kopciuchy, na sieć ciepłowniczą, na rekultywację składowiska koło Azotki (choć to problem Państwa nie gminy), na wyremontowanie wszystkich szkół, na mniejsze klasy, na podwyżki dla nauczycieli (choć już teraz na ich pensje brakuje regularnie kilkanaście milionów), na gimnastykę, na szafki, na odkupienie budynku SP6, na półkolonie. Niczym Jaki w Warszawie od razu obiecują taką sieć dróg, że podejrzewam kandydata o posiadanie zaczarowanego ołówka, na węzeł jeleński, na parkingi piętrowe, na dworzec i koleje… Ufff… Jednym tchem nie da się przeczytać, bo są i kąpieliska, stadiony, ligowe emocje sportowe, żłobki, przedszkola, pełnomocnik do spraw kobiet, i znów bezpłatna komunikacja dla dzieci i młodzieży, i dodatkowe kursy, i becikowe, i dofinansowanie do służby zdrowia, teleopieka i kolejny pełnomocnik do spraw niepełnosprawnych, i Centrum Biznesu, i staże. I wszystko, wszystko co nam się zamarzy. Nawet wszystkie przejścia dla pieszych doświetlą, wszystkie czterysta, i zwiększą liczbę strażników miejskich i patroli.

Jedną ręką wpisywałem obietnice, druga pracowicie wpisywała cyferki na kalkulatorze. Tu milion, tam, pięć, tam dziesięć, gdzie indziej trzysta, potem miliard, i kolejne miliony. Dziesiątki milionów. Aż zastrajkował kalkulator twierdząc, że tyle zer nie zmieści.

A rzeczywistość? Rzeczywistość jest taka, że półmiliardowy budżet Jaworzna składa się w 93 procentach ze stałych, ściśle przypisanych wydatków, sztywniejszych niż szyna kolejowa i mających tendencje do wydłużania się niczym linie wysokiego napięcia podczas upałów.

Tak naprawdę to co miasto ma na swobodne wydawanie, na poprawianie infrastruktury i jakości życia mieszkańców to skromne kilkadziesiąt milionów rocznie.

Czasem to kwota pomnożona jest o unijne czy państwowe dotacje. Ale tych pieniędzy nie dostaje się, bo się chce. Dostaje się je dlatego, że ma się spinający i sumujący do zera plan dochodów i wydatków.

A ja pamiętam jak pięć lat temu przez moment rządząca miastem koalicja rozdawaczy próbowała grzebać w budżecie. Potknęli się przy pierwszym kroku nie potrafiąc w jednym miejscu odjąć, w drugim dodać na sto tysięcy złotych. Przy skromnych kwotach.

Ma więc rację rymokleta pisząc, że te wszystkie bajki z kolorowych folderów to pustosłowie. Miasta zmieniają się ewoluując, a nie dzięki rewolucjom. Rewolucje udają się na początku, gdy jest komu zabrać. Potem zdychają we własnych nieudolnościach. I pustosłowiu.

Tomasz Tosza

Najnowsze

To Top