Z miasta

Białe kartki czy białe flagi? – felieton Tomasza Pstruchy

W publikatorze „Co Tydzień Weekend” poświęcono całą rozkładówkę na prezentację (wyborczą) kilkunastu zdjęć postaci, trzymających białe kartki z napisem zachęcającym do głosowania na Pawła Bańkowskiego. A mnie do głowy przyszło pytanie, czy to są białe kartki czy już białe flagi – symbol kapitulacji?

Trzeba być chyba zagorzałym fanem Platformy Obywatelskiej, aby rozpoznać wszystkie osoby, które zachęcają na zdjęciach do głosowania na Pawła Bańkowskiego. Trzeba być człowiekiem z wewnątrz tego hermetycznego towarzystwa. Udało mi się rozpoznać ledwie kilka osób z naszego miasta, marszałka Saługę, a oprócz tego „memicznego” posła Michała Szczerbę, Sławomira Nitrasa i Stefana Niesiołowskiego.

Szczerba i Niesiołowski zachęcają jaworznian do głosowania na posła PO Pawła Bańkowskiego. Nie może być chyba lepszej rekomendacji! I te kartki, którymi powiewają jak białą flagą.

Wcześniej trafiłem w internetach na zdjęcia z jaworznickiej konwencji wyborczej Koalicji Obywatelskiej. Trzeba przyznać miła, ale przede wszystkim… kameralna atmosfera. Na zdjęciach brak tylko kominka dla ocieplenia wizerunku. Podejrzewam, że gdyby był, to wszyscy obecni swobodnie by się przy nim zmieścili. Dlatego napisałem o kameralnej atmosferze.

Nie widać tłumu ludzi, których zagrzewałaby wspólna idea. Nie widać woli zwycięstwa i entuzjazmu. Trochę jak na stypie – wszyscy niby się uśmiechają, ale smutno jakoś. Zupełnie nie w stylu Platformy. Zupełnie nie w stylu jakiegokolwiek ugrupowania, które chciałoby zdobywać głosy wyborców.

Zbiorowe zdjęcie z tej smutnej konwencji również trafiło do publikatora. Oczom nie mogłem uwierzyć, jak tekst mu towarzyszący został zatytułowany. „Opozycja po konwencji”! Sam tytuł sugeruje, że grupa ludzi przedstawiona na zdjęciu już z góry zakłada, że stanie się opozycją po wyborach. Że tylko to im już pozostało. Nigdy nie przypuszczałem, że zobaczę kiedykolwiek tak lakoniczny i tak zatytułowany materiał po konwencji ugrupowania, które chce walczyć w wyborach o poparcie.

Wyobrażacie sobie Państwo boksera, który wchodzi na ring powłócząc nogami, staje na deskach ze zwieszonymi ramionami i nie patrzy groźnie w twarz rywala? Czy postawilibyście na takiego boksera, który całą swoją posturą zdaje się prosić rywala „Powal mnie na deski, tylko nie zabijaj”? Stając do jakiejkolwiek rywalizacji trzeba przecież prezentować pewność siebie i energię.

Nie mogłem również uwierzyć w to, co pisze w serwisie społecznościowym jeden z kandydatów do Rady Miasta z list Koalicji Obywatelskiej. A pisze: „I jakoś tak jedziecie na tym koniu. Pstrym. Wszystko ma swój koniec. Waszym końcem będzie brak dotacji z UE, bo nie potrafiliście przyciągnąć biznesu do Jaworzna” – zwracając się do Tomasza Toszy. Czyż takie wyznanie nie jest objawem frustracji i bezsilności? Toż tu wyziera wewnętrzne przekonanie o bliskiej porażce projektu wyborczego, z którego się startuje.

Ale czyja to jest wina? Unii Europejskiej, która daje dotacje? A miasto z nich korzysta dzięki dobrze sporządzanym i przemyślanym projektom. Korzystają na tym wszyscy jaworznianie niezależnie od sympatii politycznych. Tenże sam kandydat opozycji w innym komentarzu sam zdaje się to zauważać: „Ja niczego nigdzie panu S. nie umniejszam. Wręcz przeciwnie. To zdolny i skuteczny samorządowiec. Ja po prostu się z nim nie zgadzam w kilku priorytetowych sprawach” – pisze dalej. Czyli co, Silbert (bo to chyba o niego chodzi) jest jednak zdolnym i skutecznym samorządowcem. Nawet osoby z szeroko rozumianej opozycji to potwierdzają. Chyba o to chodzi, żeby prezydent miasta był skuteczny i potrafił realizować założony program.

Może zatem czas szukać winnych nie w Unii czy innych zewnętrznych okolicznościach, ale w grzechach własnego środowiska. W braku wizji, niedoborach ludzi, braku pomysłu na wykreowanie prawdziwego lidera (choć to może wynikać z braku odpowiedniego „materiału ludzkiego”), w złych doradcach (także w trakcie kampanii).

Ale to są już dywagacje, nad które czas przychodzi po wyborach. Prezentowanie frustracji, będącej wyrazem bezsilności przed nimi, musi być odczytywane jako całkowity brak wiary i odzwierciedlenie nastrojów, które panują w komitecie Koalicji Obywatelskiej.

Cała tegoroczna kampania przebiegła w Jaworznie właściwie bez historii. Po stronie Platformy Obywatelskiej zupełnie bez przekonania. Skoro marszałek Wojciech Saługa – będący jednocześnie szefem wojewódzkich struktur Platformy Obywatelskiej – jakoś szczególnie nie zabiegał o głosy jaworznian, to coś musi znaczyć.

Saługa startuje w wyborach do Sejmiku Wojewódzkiego i w Sosnowcu widać go niemal wszędzie. W Jaworznie (a to ten sam okręg) nie. Saługa nie wspierał też jakoś intensywnie Pawła Bańkowskiego w jego wyścigu o fotel prezydencki. Dziwne, czyż nie? A może to po prostu efekt kalkulacji, że nie ma sensu angażować środków i energii w sprawę, którą uznaje się z góry za przegraną?

Poczekajmy zatem do niedzieli na ostateczny i niepodważalny werdykt wyborców.

Najnowsze

To Top