Polecamy

Warto rozglądać się za dobrym partnerem – felieton Tomasza Toszy

Kraków prowadzi bardzo podobną do naszej politykę miejską i na miejskość podobnie spogląda jak my. My myślimy w Jaworznie po „krakosku”, a oni po jaworznicku. Do Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej nie pasujemy. Musimy natomiast znaleźć sobie miejsce, aby nie pozostać miastem zawieszonym między dwoma wielkimi ośrodkami metropolitalnymi. Już teraz powinniśmy sobie zadać pytanie, jaką rolę i w partnerstwie z kim ma pełnić Jaworzno.

Nie będę polemizował z Tomkiem Pstruchą z ubiegłego tygodnia, gdy pisał o małopolskości. Nie w takim temacie. Chociaż jestem praktycznie we wszystkich sferach kosmopolitą, w tym jednym przypadku jestem „miastonalistą”. I mam wielki żal do tych paru durni, którzy w lutym 1846 roku wymyślili sobie w nacjonalistycznym i pijackim widzie, że rozpętają Irredentę Krakowską, którą nazwano tak, by odróżnić od sensownej Insurekcji. Jesienią miasto miało mieć nadane przez senat Wolnego Miasta Krakowa prawa miejskie. Przez paru tępych pijaków (niestety smutna, historyczna prawda) musieliśmy czekać na prawa miejskie kolejne pół wieku, by otrzymać je od miłościwie panującego nam Cesarza Franciszka Józefa I. Niestety, ale pół wieku straciliśmy. I to pół wieku, które był najlepszym okresem dla miast.

Zobaczcie co w tym czasie zrobił z Krakowem prezydent Juliusz Leo, albo jak pięknie urosły Mysłowice, albo jak wspaniale zbudowano Katowice. My w tym czasie byliśmy przemysłową wsią bez mieszczaństwa. Konsekwencje czuć do dziś.

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w drugiej połowie XIX wieku budowano w miastach przepiękne szerokie aleje wysadzane drzewami? Tak jakby ówcześni urbaniści przewidzieli masową motoryzację. Nie przewidzieli. Po prostu najważniejszym środkiem transportu miały być dorożki konne. Pojazdy o gabarytach i zwrotności dzisiejszych autobusów. I tak wyszło. Koniec XIX wieku to okres wynalezienia dwóch najlepszych dla miast środków mobilności – tramwaju elektrycznego i roweru. Od tego czasu nie wymyślono niczego lepszego. Mimo starań.

Mój żal do debili, którzy w przypływie wzmożenia patriotycznego postanowili unicestwić niepodległe Wolne Miasto Kraków jest więc uzasadniony. Sporo nas przez nich ominęło, więc musimy gonić. Myślę, że…

… Jaworzno musi przeskoczyć etap błądzenia w jakim znalazła się większość polskich miast… Albo nazwę to inaczej – przeskoczyć etap powielania błędów miast Zachodu, który oni popełnili w latach 60. i 70. a nasze miasta popełniają współcześnie…

… i przebudować Jaworzno dokładnie na wzór tego co oni robią dziś. Naszym wzorcem powinny być miasta i miasteczka państw nordyckich – w końcu klimat maja gorszy. Po prostu nie możemy wydawać pieniędzy na coś, co za dwadzieścia lat, jak się ludzie opamiętają, trzeba będzie rozebrać. Do dziś na Zachodzie rozbierają miejskie autostrady, odkopują zasypane rzeki, burzą (sic!) albo znajdują nowe funkcje dla piętrowych garaży w centrach miast, odbudowują rozebrane linie tramwajowe, sadzą wycięte wcześniej parki lub tworzą nowe.

W ubiegłym roku przetoczyła się przez nasze miasto dyskusja o udziale w Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej. Mam na jej temat bardzo osobistą opinię – każda organizacja, niezależnie od intencji, tworzona jest przez konkretnych ludzi, którzy mają konkretne imiona i nazwiska, i przede wszystkim poglądy. Niestety znam ich wszystkich, i ich poglądy. I w metropolii tworzonej przez miasta na zachód od Przemszy nie powinniśmy brać udziału nie tylko ze względu na odmienność kulturową, ale przede wszystkim na odmienną wizję miejskości. Metropolia brnąć będzie w urbanistyczne pomysły epoki miejskich błędów i wypaczeń, bo rozrywana będzie rozbieżnymi interesami prezydentów i burmistrzów. Już teraz to widać niezwykle wyraźnie, a niedzielne wybory tego z pewnością nie zmienią. Brakuje wizji i mechanizmów do jej wprowadzania. Metropolia buksuje w błocie niemożności. I od nadmiaru książąt. A tam potrzebny jest jaśnie oświecony król.

Tylko, że Jaworzno powinno z jakąś Metropolią się związać. Gospodarczo – nasze związki ze śląsko-zagłębiowską są nieuniknione – w żaden sposób nie zmienimy geografii, a sama Metropolia raczej będzie obrastała w gospodarcze aktywności jak obwarzanek. Pytanie brzmi – jaką rolę ma pełnić nasze miasto. Czy powinno być nieliczącym się wiele miastem na rubieżach, tłem dla wielkich graczy – Katowic, Gliwic i Sosnowca? I walczyć o życie i pieniądze z rzeszą drugo- i trzecioligowych miast i miasteczek do których na zawsze przylgnęła łata brudnego, poprzemysłowego Śląska? Na dodatek w zastraszającym tempie się wyludniającego?

Może jest inny scenariusz, na który powinniśmy przychylnie spojrzeć? W mieście na wschodzie znajdującym się nieco ponad pół godziny od Jaworzna nie martwią się depopulacją, a raczej mają problem z ciągnącymi do miasta nowymi mieszkańcami. Gołym okiem widać, że prowadzą bardzo podobne do naszych polityki miejskie. I równoprawnym jest twierdzenie, że my myślimy po „krakosku”, a oni myślą po jaworznicku…

Mam zgryz straszny – bo przecież do Katowic jest 20 minut… chociaż nie, do Katowic nie jest 20 minut, teraz to już zawsze loteria, bo korki. I szybciej już nie będzie przez najbliższe ze dwie dekady. Do tej drugiej metropolii za moment będzie pół godziny pociągiem… Tylko czy czas i odległość są taką wielką determinantą? To jak z małżeństwem – raczej powinniśmy wybierać na partnerów podobnych sobie. Żeby bez bólu spędzać razem czas. I żeby mieć wspólne tematy do rozmowy.

W ubiegłym roku zdecydowaliśmy się na rozwód z Metropolią, która do nas nie pasuje. Jesteśmy teraz w fazie „singielstwa”, ale myślę, że już teraz warto rozglądać się za dobrym partnerem. Zwłaszcza, że wygląda na to, że z Małopolski puszczają do nas oko.

Choć może mi się tylko tak zdaje.

2 komentarze

2 Comments

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top