Polecamy

W niedzielę wygrali mieszkańcy – powyborczy felieton Tomasza Toszy

To były wybory w których prawie każdy wygrał i może ogłosić się zwycięzcą. Poza tymi, którzy przegrali.

Tylko ci, którzy byli naprawdę blisko ludzi i ludzkich spraw mogli liczyć na sukces. Słuchanie, a potem działanie. To jedyna zależność jaką można dostrzec w wynikach wyborów na radnych. Bycie pyskaczem raz na pięć lat gwarantuje jedno. Że się dostaje mało głosów.

Poza incydentem z czwartkowego popołudnia, kiedy na miasto rzucone zostało tysiące zadrukowanych płacht, ze 16 lat wystarczy to była spokojna kampania. Niewiele brakowało, aby sprawa skończyła się w trybie wyborczym w sądzie, ale wygrał stoicki spokój i pytanie: „po co?”. Druk ulotny „koalicji obywatelskiej” tak odbiegał od tego co naocznie mieszkańcy Jaworzna widzą wokół siebie, że siła oddziaływania była żadna. A wygrany proces? Tylko dla satysfakcji. A po co jeszcze upokarzać tym przegranych?

Koalicja obywatelska ogłosi sukces, bo wprowadzili 9 radnych, ale wiem, że ambicje mieli kilka mandatów większe dlatego to będzie taki sam sukces jak PiS w sejmikach – wygrali, a nie porządza. Status quo opozycji w Jaworznie się nie zmieni. Pytanie brzmi czy tym razem zechcą współpracować przy zmienianiu Jaworzna na lepsze. Silbert ma w Radzie Miejskiej 14 szabel i tyle wystarcza by skutecznie rządzić. Lewica zdobyła szczątkowe poparcie i padła ofiarą swego nieistnienia przez ostatnie cztery lata i systemu liczenia głosów, który premiuje największe ugrupowania.

W Jaworznie bez zmian. Silbert i jego ludzie mają silną legitymizację do realizowania swojego programu.

Mieszkańcy uznali, że jeszcze nie czas na zmiany władz.

Innego zdania byli mieszkańcy sąsiednich Mysłowic. Oni od ściany do ściany. Kochają, a potem nienawidzą. Edward Lasok został upokorzony tak jak wcześniej Grzegorz Osyra. Obaj po dwóch kadencjach wylądowali w ogonie wyborczego wyścigu choć wygrywali wcześniej wybory w pierwszych turach. Dostali szanse, nie wykorzystali, więc na hasiok. I nie miało tu znaczenia czy miasto jest zadłużone czy nie. Po prostu ma się rozwijać dynamicznie. W Wałbrzychu nikt nie zwrócił uwagi, że miasto jest zadłużone po uszy, podobnie w Łodzi. Tam zmiany widać było gołym okiem. Zmiany następują u maruderów – w Mysłowicach, pewnie w Bytomiu, w Trzebini. Słabo wypadły miasta, w których zwolnili tempo zmian. Będą tam musieli walczyć w drugich turach.

Jaworzno ma wyścigi wyborcze z głowy. W ciągu kilku dni znikną z ulic plakaty, bannery. Ale chyba nie zmieni się to co sprawia, że Jaworzno jest powodem do dumy. Najbliższe lata to zmiana Sosiny, Parku Podłęże, dokończenie węzła przesiadkowego w centrum, kolejne Rynki w dzielnicach, program ułatwiania chodzenia po mieście, budowa estakady w Byczynie, żeby osiedle zyskało spokój od samochodów, Nowoszczakowskiej by uspokoić Szaczakowską, Katowickiej, by stała się życiową aleją osiedla, etc. Wszystkie te projekty są przez mieszkańców wyczekiwane.

Nieco za rok blok energetyczny zacznie produkować prąd i podatki. Stanie się ekonomicznym silnikiem naszego miasta.

Mamy chwilę czasu na wymyślenie nowych projektów, nowych idei.

Na przemyślenie miejsca naszego miasta w Europie. W tej „wyimagnowanej” wspólnocie, której wszyscy chcemy. Z kilku powodów – bo daje nam wolność, daje nam przyszłość, daje nam stabilizacje i polityki miejskie, które w Jaworznie sprawdzają się pomimo tego, że różni politycy starają się nam wmówić, że Polska i polskie miasta są specyficzne. Nic bardziej błędnego. Jesteśmy takimi samymi ludźmi jak europejczycy z Włoch, Francji, Belgii, Szwecji a nawet Wielkiej Brytanii (do tych ostatnich – zostańcie).

Będziemy w Jaworznie czerpać z ich dobrych doświadczeń i unikać ich błędów. Jednak wciąż jesteśmy zbyt niezamożni, żeby pozwalać sobie na chodzenie niewydeptanymi ścieżkami.

Niezależnie od tego kto i jak będzie trąbił o zwycięstwie – w niedzielę wygrali mieszkańcy.

Tomasz Tosza

 

Najnowsze

To Top