Z miasta

Władca marionetek – felieton Tomka Pstruchy

fot. Tomasz Zak | UMWS

Marszałek Województwa Wojciech Saługa bez prowadzenia w Jaworznie poważnej kampanii wyborczej uzyskał w rodzinnym mieście blisko 15 tys. głosów w wyborach do Sejmiku Śląskiego. To znacznie więcej niż jaworznicki poseł PO Paweł Bańkowski w walce o prezydenturę w Jaworznie! Saługa – szef śląskiej PO, pokazał Bańkowskiemu miejsce w partyjnym szeregu? A może to przykład zastosowania czerwonoarmijnej taktyki „rozpoznania bojem”? „Mięsa armatniego” ci u nas dostatek.

W mojej skromnej opinii (ale jest to tylko opinia), Paweł Bańkowski został przez władze Platformy Obywatelskiej i samego Wojciecha Saługę po prostu „przeczołgany”. Wysłany do walki z nieprzyjacielem dysponującym ogromną przewagą, w bój nie rokujący żadnych nadziei na przetrwanie. I szef śląskich struktur PO, wręcz generał – Wojciech Saługa – ze stoickim spokojem i bez drgnięcia powieki patrzył jak Bańkowski się wykrwawia.

To wydaje się już taka „platformiana tradycja”, że własnych polityków na skraju wypadnięcia z obiegu wysyła się do boju przeciwko Silbertowi. Tak było w 2014 roku z Bogusławem Śmigielskim – niegdyś wszechmocnym Marszałkiem Województwa Śląskiego. Trochę mu się nie powiodło ze Stadionem Śląskim (pamiętne pęknięte „krokodyle” w zadaszeniu), inne potknięcia i musiał się zadowolić pozycją senatora. Przeczuwał, że „popadł w niełaskę”, więc sam – jako ochotnik – zgłosił się do startu w wyborach na urząd prezydenta w Jaworznie. Władze Platformy zapowiadały, że senatorzy tej partii nie będą startować w wyborach samorządowych 2014. Dla Śmigielskiego (i bodaj Andrzeja Szewińskiego w Częstochowie) zrobiono wyjątek. Obaj przegrali, bo nie mieli większych szans. Śmigielski osunął się na kolejne cztery lata w polityczny niebyt, a teraz zaczyna wszystko od początku – od fotela radnego w Jaworznie. Cóż za okrutny los – upadek ze szczytów władzy.

Teraz historia zdaje się w pewnym stopniu powtarzać, ale w roli głównej poseł PO Paweł Bańkowski. „Idź przodem stary, niech wiedzą, że mamy pokojowe zamiary” – śpiewa Kazik Staszewski. Świetnie pasuje.

Paweł Bańkowski nie był raczej ochotnikiem. Nie wiem, co mogło przypieczętować jego los. Uczestnictwo w „ciamajdanie” w grudniu 2016 i okupacja Sejmu? Głosowanie w sprawie dalszego procedowania projektu liberalizacji aborcji w styczniu 2018, kiedy Bańkowski udawał, że nie ma go na sali obrad i złamał dyscyplinę klubową? Został wysłany w jaworznicki bój przeciwko Silbertowi – z jeszcze mniejszymi szansami niż Śmigielski cztery lata temu. Wtedy przynajmniej doszło do drugiej tury i skala porażki nie była tak wielka. Nie nastąpił wówczas pogrom, jak teraz. Śmigielski mimo to został odstawiony na boczny tor. Co stanie się z Pawłem Bańkowskim?

Wojciech Saługa bez kampanii i bez większego trudu przebija w Jaworznie wyborczy wynik Bańkowskiego. Stawia kropkę nad „i” – trochę upokarzające dla posła. Dlaczego więc sam nie wystartował w wyborach o urząd Prezydenta Jaworzna? Bo na podstawie sondaży i pragmatycznej kalkulacji wiedział, że również i on ma nikłe szanse na wygraną z Silbertem. Kampania byłaby niewspółmiernie droga i wyniszczająca, a efekt wpłynąłby negatywnie na wizerunek Saługi. Poza tym prezydentura w niespełna 100-tysięcznym mieście, to już nie ten poziom, w który celuje marszałek.

Przyznam, że podziwiam Saługę. Za biegłość w prowadzeniu politycznych zakulisowych rozgrywek, dar zjednywania sobie ludzi, by pracowali dla niego, umiejętność eliminowania politycznych przeciwników wewnątrz własnej partii i wyczucie właściwego momentu. Jawi mi się on jako bezwzględny gracz, pociągający za właściwe sznurki. Władca marionetek (kiedyś nazywany „kadrowym” śląskiej PO).

Czy to nie symptomatyczne, że będąc posłem, pod koniec 2014 roku zrezygnował z mandatu, by zbudować koalicję w Sejmiku Śląskim i zasiąść na jej czele jako marszałek? Rok później nastąpiła porażka PO w wyborach parlamentarnych i przejęcie władzy przez PiS. To à propos wyczucia właściwego momentu. Śląski baron PO, tych którzy mogliby ewentualnie zagrozić jego pozycji i planom lub mają wygórowane ambicje, po prostu „przeczołguje”. Ewentualnie bezwzględnie zwalcza rękami innych, co odczuł na przykład Dawid Kostempski – kontrkandydat na szefa śląskich struktur PO.

Nie zdziwiłbym się widząc nazwisko Saługi w maju przyszłego roku wśród kandydatów do Europarlamentu. Nie widać bowiem większych perspektyw na przejęcie władzy w Polsce przez PO. Nic nie zapowiada (przynajmniej na razie) porażki PiS w przyszłorocznych wyborach do Sejmu. A jak wspomniałem, Saługa ma wyczucie właściwego momentu, by przekierować swą karierę na najwłaściwsze tory. Ten scenariusz uprawdopodobni się jeszcze bardziej, jeżeli PiS-owi uda się zbudować większościową koalicję w sejmiku i Wojciech Saługa straci szanse na fotel marszałka.

A co z Pawłem Bańkowskim? Dokończy kadencję poselską. Czy partia umieści go na listach wyborczych do Sejmu w przyszłym roku? Jest ktoś, kto o tym zadecyduje.

1 Comment

1 Comment

  1. Zibi

    27 października 2018 at 16:04

    Widać, że „stare” pokolenie jaworznickiej Platformy powoli będzie odchodzić w niebyt. Za rok czy dwa te młode ujadające wściekłe wilczki jak Sędor czy Jamrozik pewnie będą wystawione na świecznik do walki. Pierwszy został radnym, a drugi podobno w pojedynke upokorzył Kostempskiego, wyciągając wszystkie możliwe haki. Swoją drogą niektórzy z tonącego statku Platformy mówią że, Jamrozik ma w domu więcej teczek niż śląski IPN. Ciekawe, którego z nich Władca Marionetek poświęci za 5 lat. A może wróci Lehnort?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top