Polecamy

Nie wystarczy budować i wydawać pieniądze, trzeba to robić dobrze – felieton Tomasza Toszy

O cóż chodziło w wyborach, które się skończyły kilka dni temu? Mieszkańcy Mysłowic chcieli zmiany – wysłali poprzedniego prezydenta na emeryturę, a spośród kandydatów wybrali społecznika a nie polityka. Mieszkańcy Chrzanowa nie mieli okazji ocenić swojego burmistrza, bo nie kandydował, więc wybierali między aspirantami do władzy. Wybrali młodszego, nowocześniejszego, dającego lepsze perspektywy.

 

Czy Polacy w wyborach samorządowych wybierali programy? Wątpię. Jeszcze nie doczekaliśmy się w naszym kraju wielu miejsc, gdzie politycy otwarcie piszą o swoich wyobrażaniach na temat miejskości.

Jako politolog, który specjalizował się w samorządności i rozwoju lokalnym, śledzę przy okazji wszystkich elekcji, co proponują kandydaci w mniejszych i większych miastach. Głębszej myśli niestety w tym nie ma. Dlatego wspólnoty lokalne wybierają „na czuja”. Uda się albo się nie uda. Ostatecznie wszystko zależy od osobowości burmistrza i jego osobistej wiedzy oraz doświadczeń.

Bardzo interesowały mnie wybory w Kielcach. Jeśli Jaworzno stało się punktem odniesienia dla nowoczesnych, zrównoważonych polityk miejskich, tak Kielce są na drugim biegunie – tam można było się przenieść o pół wieku do tyłu jeśli chodzi o wyobrażenie o miejskości.

Kielce pod twardą ręką swojego prezydenta od kilkunastu lat budowało miejskość z lat 70. ubiegłego wieku. Kilkanaście lat, to wystarczająco długi okres, żeby władza samorządowa mogła odcisnąć piętno na życiu każdego mieszczucha – włącznie ze zmianą sposobu życia i sposobu korzystania z miasta. I Kielce zmieniły się. Przyzna to każdy kto znał to miejsce przed i po zmianach. Szerokie arterie, ikoniczne inwestycje. Stadiony, hale sportowe, galerie handlowe, odnowione śródmieście. Ale jednak coś „nie zatrybiło”. Kielczanie niespecjalnie lubią w swoim mieście żyć. Choć je oczywiście kochają.

Kielczanie okazali się być zmęczeni miastem, które zbudował im prezydent Wojciech Lubawski. Bo jego Kielce okazały się być kolejnym nieudanym eksperymentem. Eksperymentem z uporem powtarzanym bez powodzenia w wielu miejscach na świecie do dziś. Ten eksperyment – paradoksalnie – nazywa się modernizm. Tak. Od nowoczesności się nazywa. Mimo prób wdrażania takiej „nowoczesności” w każdym miejscu planety – nigdzie ludzie go nie polubili. Bo jest nieludzka.

Lubawski zbudował miasto szerokich ulic i wielkich odległości. Podczas gdy każdy z nas – indywidualnie i osobiście – gustuje w miastach o skali ludzkiej. Wolimy miasta pełne kamienic, wąskich ulic i zaułków, z życiem wylewającym się na ulice. Gdzie wszędzie jest blisko i niekoniecznie musi być „nowocześnie” i anonimowo. Ludzie dobrze czują się tam, gdzie tworzą jakąś wspólnotę. Kielczanie takiego miasta zostali pozbawieni przez „wielkiego budowniczego”. Musiało z przestrzeni zniknąć pod inwestycje kolejne tysiące drzew, trzeba było zabudować kolejne skwery, zasłonić ekranami akustycznymi kolejne elewacje śródmieścia, poszatkować arteriami pędzących samochodów przestrzeń, by kielczanie powiedzieli – wystarczy. Dość.

Nie oceniam ich pozytywnego wyboru – wybrali utytułowanego sportowca, piłkarza ręcznego. Druga tura wyborów to zawsze jest dokonywanie wyboru negatywnego. Głosuje się nie za, ale przeciwko. Na kontrkandydata, którego się nie chce. W Kielcach nie chodziło o zmianę twarzy. Chodziło o zmianę polityki miejskiej. Kolejny raz okazało się, że nie wystarczy budować i wydawać pieniądze. Jeszcze trzeba to robić mądrze.

Te wybory samorządowe przegrywali ci, co nic nie robili, albo robili za dużo. Za dużo punktowych pomników swojej władzy. Takie przypadki powtarzają się – ku zaskoczeniu obserwatorów – regularnie co kilka lat.

Politycy lokalni często zapominają, że ich dzieła to tylko scenografia dla miejskiego życia. Że z każdym projektem powinno iść pytanie – jak on wpłynie na codzienność mieszkańców. Czy stworzona przestrzeń będzie się wypełniać ludźmi zawsze, czy tylko od czasu do czasu?

A gdy już się ludźmi wypełni to będą między nimi zachodzić jakieś interakcje, czy tylko ludzie przyjdą, zobaczą co mieli zobaczyć i się rozejdą? Miasta gdzie jest wysoki poziom życia są wypełnione aktywnością mieszkańców, którzy korzystają z przestrzeni publicznych bez specjalnego powodu – bo po prostu są i można tam spotkać innych ludzi.

Porównując to czym było Jaworzno dwie dekady temu, a czym stało się teraz, trudno nie poczuć satysfakcji – scenografie miejskiego życia, które w tym czasie powstały, wypełniły się ludźmi. Jesteśmy na dobrej ścieżce. A Kielcom będę kibicował. Choć tam trudno będzie odkręcić to co przez ten czas zrobiono źle.

Tomasz Tosza

Polecamy: Miasto to zawsze eksperyment – felieton Tomasza Pstruchy

„Ehhh…, gdyby wszystko było tak proste i oczywiste jak pisze Tomasz Tosza, to żylibyśmy w krainie szczęśliwości. Gdyby we wszystkich miastach recepta na rozwój i dobre życie wyglądała podobnie, to nie byłoby sensu wyborów.”

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top