Polecamy

Żyjemy w bardzo nieprzewidywalnych czasach – felieton Tomka Pstruchy

Przy okazji obchodów 100. Rocznicy Odzyskania Niepodległości naszła mnie dosyć niepokojąca konstatacja. Obok 100-lecia niepodległości możemy się aktualnie cieszyć najdłuższym okresem w polskiej państwowości bez wojny. Już 73 lata – bardzo długi okres pokoju. Czy będą się nim mogły nadal cieszyć nasze dzieci?

Konstatacja niepokojąca, bo pokój nie jest czymś na stałe wpisanym w dzieje Polski i w dzieje w ogóle. To zawsze był krótki okres rozedrganej i chwiejnej równowagi, którą potrafił zaburzyć byle podmuch. Teraz ten okres trwa od 73 lat i zastanawiam się jak długo jeszcze potrwa. Mam nadzieję, że jak najdłużej, ale jednocześnie myślę z narastającą obawą o groźbach.

Nie należę do niepoprawnych optymistów, którzy wierzą, że spokój jest nam dany już raz na zawsze. Historia dowodzi, że w naszej części Europy – od Bałtyku po Morze Czarne (z uwzględnieniem jeszcze Bałkanów) – zawsze tliły się zarzewia konfliktów i zawsze przetaczały się największe zawieruchy wojenne. Jak bardzo krucha jest ta równowaga pokazuje przykład sprzed czterech lat z Ukrainy.

Z zainteresowaniem śledzę toczące się aktualnie inwestycje w kraju i wyciągam być może pochopne wnioski. Sami to oceńcie. Aż 67 mld zł PKP PLK przeznaczą do 2023 roku na kompleksowe modernizacje i rozbudowę linii kolejowych. Te inwestycje ruszyły „z kopyta” – w ciągu 7 lat (od 2016 do 2023 roku) nadrobimy zaniedbania ćwierćwiecza. Widzimy to na bieżąco w Jaworznie, przez które przebiega modernizowana linia E30. Od Zgorzelca do Medyki przebiega – czyli od zachodniej do wschodniej granicy.

Podobne prace trwają na tzw. Rail Baltica, która wiedzie z Berlina przez Poznań, Warszawę, Białystok, Ełk, Suwałki do Trakiszek na granicy litewskiej. Na odcinku przygranicznym w Polsce, dotąd „zapomniana” linia (jeden tor bez prądu) zostanie rozbudowana do dwóch torów i zelektryfikowana. Litwini już w 2015 roku zadbali o przedłużenie jej do Kowna w standardzie normalnotorowym. Na odcinku 123 km od granicy do Kowna zastosowali nasz europejski rozstaw torów, w odróżnieniu od ich tradycyjnego szerokiego toru. Przypadek?

Wszystkie modernizowane główne linie kolejowe mają według wytycznych technicznych umożliwiać poruszanie się pociągów towarowych z prędkością do 120 km/h i z naciskiem 22,5 t na oś. Przypadek? Być może.

A jeżeli powiem Wam, że amerykański czołg M1 Abrams w najnowszym standardzie wyposażenia waży ok. 62,5 t, a najpowszechniej stosowana w Polsce platforma kolejowa do przewożenia pojazdów gąsienicowych (typ SLMMPS) waży ok. 26,5 t? Razem 89 ton postawione na torze na czterech osiach. Wypada akurat około 22,5 tony na oś. Nadal stwierdzicie, że to przypadek?

W połowie października oficjalnie ruszyły prace związane z przekopem Mierzei Wiślanej. Państwo wyda 880 mln zł na budowę szlaku wodnego z Elbląga na Bałtyk. Jedynym (nie licząc wód śródlądowych rzeki Szkarpawy) wyjściem z Zalewu Wiślanego na pełne morze nadal pozostaje Cieśnina Piławska, która leży już po stronie Obwodu Kaliningradzkiego i jest kontrolowana przez Rosję. Rozpoczęty przekop Mierzei Wiślanej znajduje się oczywiście w granicach polskich wód terytorialnych. Czy to przypadek, że odwlekany przez rzad Tuska projekt, będzie teraz realizowany?

To tylko kilka przykładów inwestycji aktualnie prowadzonych w Polsce (a jeszcze rozbudowa terminala gazowego w Świnoujściu czy gazociąg Baltic Pipe z Norwegii), które mogą dawać sporo do myślenia. Do zadania sobie pytania, czy to przypadek, czy może te puzzle po złożeniu prowadzą do jakiegoś wniosku? Na zaistnienie jakich okoliczności my się właściwie przygotowujemy?

RAND – amerykański think tank – opublikował przed trzema laty obszerny raport po przeprowadzeniu wielokrotnie „gry wojennej”, gdzie symulowano atak Rosji na państwa bałtyckie. Wynikało z niego, że w obecnej sytuacji rosyjskie siły stacjonujące w regionie dotarłyby i zajęły stolice Łotwy i Estonii w czasie od 36 do 60 godzin! Taki „blitzkrieg” ograniczyłby członkom NATO działanie do jedynie kilku opcji, z których każda jest zła. Pozostawienie sojuszników samym sobie lub skomasowana i krwawa kontrofensywa dopiero po przerzuceniu sił albo eskalacja z realnym ryzykiem wybuchu konfliktu nuklearnego.

W lecie tego roku rząd Szwecji po raz pierwszy od 1961 roku wydał i wysłał do wszystkich gospodarstw domowych broszurę zatytułowaną „If Crisis or War Comes” („Jeśli nastąpi sytuacja kryzysowa lub wojna”). Broszura instruuje obywateli, gdzie się schronić, jakie produkty zgromadzić i którym przekazom informacyjnym ufać na wypadek wojny lub klęski żywiołowej. Przypomina o powszechnym obowiązku służby w obronie kraju osób w wieku 16 – 70 lat. „Jeżeli Szwecja zostaje zaatakowana przez inne państwo, nigdy się nie poddajemy. Wszelkie ewentualne informacje nawołujące do wstrzymania oporu będą fałszywe” – Szwedzi mogą przeczytać taką przestrogę zamieszczoną w biuletynie w czerwonej ramce.

Cieszmy się 100-leciem niepodległości, cieszmy się 73 latami bez wojny u naszych granic, cieszmy się normalnym życiem, które możemy prowadzić. Bo niestety żyjemy w coraz bardziej paskudnych, niepewnych i nieprzewidywalnych czasach. I myślę, że część polskich polityków zdaje sobie z tego sprawę.

 

Polecamy: „Chocholi taniec” zawsze nas gubi – felieton Tomka Toszy

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top