Polecamy

Gatunek skazany na wyginięcie – felieton Tomasza Toszy

„Nigdy nie traktowaliśmy tak źle i nie okaleczyliśmy tak naszego wspólnego domu, jak miało to miejsce w ciągu ostatnich dwóch stuleci. A jesteśmy wezwani, aby być narzędziami Boga Ojca, żeby nasza planeta była tym, co On wymarzył, stwarzając ją, i by odpowiadała na Jego projekt pokoju, piękna i pełni.”

Drzewo wciąż rośnie. Jest zdrowe. Najpotężniejsze w okolicy. Wciąż pełne liści, bo płaczące wierzby zrzucają je pod koniec listopada. Ma kilkadziesiąt lat, czyli nie dożyła jeszcze połowy wieku. Zostanie wycięta. Bo tak. Bo za sąsiadów ma ludzi, którzy zawnioskowali o wycinkę. Zebrali podpisy. Wniosek poszedł do urzędników, ci przekazali go do organu, który wydaje zgodę na wycinkę. A ten – mimo, że drzewo jest zdrowe i ku rozpaczy urzędników, którzy wierzyli w rozsądek organu – pozwolenie na wycinkę wydał. Pismo z wnioskiem o wycinkę kończyło się dopiskiem: „Bóg zapłać”.

„Mogąc odpowiedzialnie korzystać z rzeczy, jesteśmy też wezwani do uznania, że inne istoty żywe mają właściwą sobie wartość wobec Boga oraz przez samo swoje istnienie błogosławią Go i oddają Mu chwałę”…

Odnoszę wrażenie, że bierzemy udział w wyścigu między tymi co koniecznie chcą wyciąć a tymi, którzy sadzą. I przegrywamy ten wyścig. Jest w ludziach jakaś dziwna zawziętość – wyciąć, bo nie da się zaparkować, wyciąć, bo zagraża, wyciąć, bo wygląda na martwe, wyciąć, bo lecą liście, wyciąć bo tak.

Rozmawiałem kilka dni temu z człowiekiem, który wykonuje nasadzenia drzew. Chwilę po karczemnej awanturze z jakimś Januszem, który nie pozwalał. – Eeee… Tu to jeszcze spokojnie – uspokajał mnie nasadzacz. – W sąsiednim mieście jak sadziliśmy, to o każde drzewo była awantura – wyjaśnił. Jakby to było jakieś pocieszenie.

Ludzie wyobrażają sobie, że przyszłość będzie taka sama jak teraźniejszość tylko samochody będą elektryczne.

Nasza pamięć pokoleniowa jest zbyt krótka, żeby pamiętać dokładnie zmieniającą się pogodę. Niby pamiętamy – dawniej to były zimy… Zaopatrzeni w klimatyzatory jakoś radzimy sobie w upały. Puszczamy kątem ucha informacje, że kolejny miesiąc był najcieplejszy od dwustu lat, czyli od początku pomiarów. I że tych miesięcy z rekordem było jedenaście w ciągu roku. I że każdego roku pobijamy kolejny rekord. Nasz gatunek uruchomił siły, których nie zdołamy raczej okiełznać. Bo…

… jesteśmy w sytuacji żaby wstawionej w garnku z zimną wodą na piecyk. Wrzucić ją do wrzątku, to wyskoczy. Podgrzewać na wolnym ogniu, to pozwoli się ugotować.

Rozumiem psychologiczne powody, dlaczego nasze umysły wolą słuchać mędrków bagatelizujących to co mówią ludzie nauki. Musielibyśmy zmienić całkowicie sposób w jaki żyjemy, żeby powstrzymać nadchodzący kataklizm. Ale jesteśmy w sytuacji żaby w letniej wciąż wodzie – za oknem obrzydliwy listopad z przeszywającym, lodowatym wiatrem i śniegiem a my mamy martwić się globalnym ociepleniem? Niech się inni martwią. A tymczasem trzeba dorzucić parę kawałków węgla i dwie plastikowe butelki do pieca. Bo zimno.

Będziemy potrzebowali drzew w mieście, żeby uczynić najbliższe kilka dekad w miarę znośnymi do życia.

Upały zaczynać się będą w kwietniu i będą trwać pół roku. Przyjdą takie, że będziemy modlili się o kawałek cienia jakie mogłyby dać nam drzewa. Te, których nie posadziliśmy lub te, które pozwoliliśmy wyciąć.

Za kilka dni, w Katowicach zaczyna się szczyt klimatyczny. Globalnej rangi wydarzenie. Będą korki. I pewnie nic skutecznego tam nie uradzą. I będzie jak na rysunkowym „żarcie”, na którym dziecko pyta się rodziców czy oni umrą. Tak, kiedyś umrzemy. A czy ja też umrę? Nie. Ty wyginiesz.

„Troska o przyrodę stanowi część stylu życia który oznacza zdolność do życia razem i komunii.” Ten felieton okrasiłem cytatami z papieskiej encykliki „Laudate Si”. To co napisał papież Franciszek powinno być obowiązkową lekturą polskiego kleru. I katolickiego przecież społeczeństwa. Papież otwartym, prostym językiem pisze o tym, że jeśli się nie zmienimy, to wyginiemy. Obawiam się, że polscy wierni i kler mądrego jezuitę z Argentyny po prostu biorą na przeczekanie. On kiedyś umrze. Więc Bóg zapłać za wycięcie wierzby. Naszym dzieciom przyjdzie wyginąć.

Tomasz Tosza

PS: Pozwolenie na wycinkę nie jest nakazem wycinki. Drzewo rośnie na gminnej działce, więc jest własnością wszystkich mieszkańców.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top