Polecamy

Domek z kart zaczął się sypać. Zmiana władz w województwie przynosi trzęsienie ziemi

fot. Tomasz Żak / UMWS

Działacze Platformy Obywatelskiej nie mogą otrząsnąć się po pierwszej sesji Sejmiku Śląskiego. Wkrótce nadejdzie czas rozliczeń – kto popełnił błędy i był winowajcą utraty władzy w województwie. Ale czy wewnątrzpartyjne rozliczenia będą największym powodem do niepokoju w środowisku śląskiej PO? Nowe władze wojewódzkie już rozpoczęły audyty w podległych spółkach.

 

Już był w ogródku…

„Już był w ogródku, już witał się z gąską; kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną…” – pisał Mickiewicz w bajce „Lis i kozioł”. Bardzo adekwatne w przypadku byłego marszałka Wojciecha Saługi (i śląskiej Platformy), z tą różnicą, że nie w beczkę, a w Kałużę.

Najpierw tuż po wyborach akcja „Nie dzwoń. Nie PiSzę się!”, którą marszałek zapoczątkował w internecie. Właśnie z takim napisem na kartkach fotografowali się działacze Koalicji Obywatelskiej. Podobno do Wojciecha Kałuży nie trzeba było dzwonić…

Później Wojciech Saługa z triumfalnym uśmiechem na briefingu prasowym prezentował porozumienie podpisane przez śląskich szefów PO, Nowoczesnej, SLD i PSL. – Udało się podpisać porozumienie koalicyjne na kolejne pięć lat. Jesteśmy przekonani, że ta większość, która się ukształtowała po wyborach, znajdzie jutro odzwierciedlenie w głosowaniach – mówił w przeddzień pierwszej sesji Sejmiku Śląskiego dotychczasowy marszałek.

Miało być pięknie jak do tej pory. Karty rozdane, stanowiska porozdzielane, wszyscy zadowoleni. Zawiązywanie koalicji polega głównie na targach. Dla PO w zarządzie województwa dwa miejsca (w tym fotel marszałka dla samego Saługi), dla SLD również dwa miejsca, a dla PSL jedno. Czy były ustalenia związane np. z obsadą zarządów i rad nadzorczych spółek wojewódzkich, nie wiemy.

Manewr radnego Wojciecha Kałuży, który dogadał się z PiS-em, wywrócił karciany stoliczek w „marszałkowie”. Wojciech Saługa nie ugra już wielkiego szlema, jak było to pod koniec roku 2014, kiedy posklejał koalicję PO-PSL-RAŚ-SLD. Prawo i Sprawiedliwość dzień po briefingu Saługi uzyskało w sejmiku większość umożliwiającą samodzielne sprawowanie rządów.

Ukradli mu samochód?!

Bez cienia dawnego uśmiechu i pewności siebie, blady i z podkrążonymi oczami – tak wyglądał w ubiegły poniedziałek Wojciech Saługa podczas udzielania wywiadu w Radio Piekary. Wciąż szef śląskich struktur Platformy. Jak długo jeszcze, biorąc pod uwagę, że stracił jeden z najbardziej nieporuszonych dotąd bastionów PO – województwo śląskie?

– Ja się czuję tak, jakby ktoś mi ukradł auto. Wiem kto. A ten kto ukradł jeździł tym kradzionym samochodem, cieszył się tym i najnormalniej śmiał się nam w twarz. Z taką sytuacją mamy do czynienia – mówił sfrustrowany były marszałek.

Te niedorzeczne słowa można zrzucić na karb wstrząsu i rozczarowania, jakie przeżył w ostatnich dniach Saługa. Porównywanie władzy do prywatnego samochodu? Przecież władza na Śląsku nie była własnością Wojciecha Saługi czy Platformy. Nie jest też własnością PiS. Żadna władza w demokratycznym państwie nie jest czyjąkolwiek wyłączną własnością, lecz pochodzi z nadania i jest przechodnia. Czyżby przez lata urzędowania marszałek raczył o tym zapomnieć i wydaje mu się, że władza po prostu ludziom Platformy się należy?

– PiS przejął władzę w Województwie Śląskim nie w wyniku wyborczym, ale w wyniku zakulisowych gierek, zakulisowych rozmów, dogadywania się pod stołem – podkreślał były marszałek województwa.

Jest w tym stwierdzeniu ogromny ładunek hipokryzji. Bo czy nie w podobny sposób – poprzez zakulisowe gierki, zakulisowe rozmowy i dogadywanie się pod stołem w listopadzie 2014 roku – sam Wojciech Saługa zbudował koalicję anty-pisowską w sejmiku? I stanął na jej czele jako marszałek województwa. Czy nie zakulisowe rozmowy prowadziły do podpisania porozumienia między Koalicją Obywatelską, SLD i PSL teraz?

Spójrzmy na wynik wyborczy – 22 mandaty dla PiS, 20 mandatów dla KO, 2 mandaty dla SLD i 1 mandat dla PSL. Z góry było wiadomo, że kwestia pozyskania 23-osobowej większości w 45-osobowym sejmiku, musi wiązać się z „przeciągnięciem” kogoś na swoją stronę.

Lista polityków, którzy zmieniali barwy partyjne jest długa i wciąż się wydłuża. W większości przypadków to Platforma dokonywała najbardziej spektakularnych „transferów” i zasilała swe szeregi. Nie tym razem.

Wicemarszałek z Jaworzna

Sala obrad Sejmiku Śląskiego. Pierwsza sesja. Na sali przedstawiciele rządu (m.in. minister Tobiszewski) i parlamentarzyści. Wśród nich jaworznicki poseł PiS, były Zastępca Prezydenta Jaworzna Dariusz Starzycki. Wszyscy są przekonani, że to tylko kurtuazyjna wizyta posła z regionu.

Przychodzi do wyboru Marszałka Województwa Śląskiego oraz wicemarszałków. Dariusz Starzycki wicemarszałkiem! Jaworzniccy działacze Platformy zgromadzeni na sali głębiej zapadają się w fotele, a na ich twarzach maluje się… przestrach. Skonsternowani nie dowierzają, że to się dzieje naprawdę.

Dotychczasowy marszałek Wojciech Saługa, sprawując władzę opierał się w dużej mierze na zaufanych ludziach z środowisk PO w Tychach i Jaworznie. Stąd rekrutowali się jego najbliżsi współpracownicy. Michał Gramatyka – wicemarszałek; Maciej Gramatyka – dyrektor Wydziału Komunikacji Społecznej i rzecznik Urzędu Marszałkowskiego (obaj z Tychów); Krzysztof Dzierwa – sekretarz województwa, a wcześniej dyrektor Wydziału Organizacyjnego i Kadr; Łukasz Czopik – prezes Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów (obaj z Jaworzna). To tylko kilka nazwisk z jaworznicko-tyskiego kręgu zaufanych na szczytach władzy w województwie.

Nowy marszałek z PiS Jakub Chełstowski jest z Tychów. Nowy wicemarszałek Dariusz Starzycki – z Jaworzna. To absolutnie nie przypadek. Ci politycy znają środowisko i powiązania ludzi, którzy sprawowali władzę w województwie do tej pory. Dodajmy, że nowym członkiem zarządu województwa został również były wiceminister sprawiedliwości i pełnomocnik ministra sprawiedliwości Michał Woś. Czy to nie znaczące? Czy to nie jasne sygnały? Szykuje się bardzo poważne rozliczenie.

Wpadli i zabrali

– Jednym z pierwszych działań nowego zarządu województwa, to brutalne wejście do spółek i bezprawne zabranie prezesom spółek komputerów. Zgrywanie czegoś na jakieś serwery – skarżył się w radio były marszałek Wojciech Saługa z PO.

Niestety nie chce pamiętać, że przez kilka lat radna wojewódzka Maria Materla bezskutecznie ubiegała się o szczegółowe informacje na temat wydatków Urzędu Marszałkowskiego oraz spółek wojewódzkich. W przypadku dwóch jaworznickich mediów szczegóły współpracy utajniono, podpierając się klauzulą o tajemnicy przedsiębiorcy. Pełnego dostępu do informacji (będącej informacją publiczną) nie miała nawet radna!

Warto również przypomnieć batalię naszej redakcji o ujawnienie wydatków promocyjnych Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów. Sprawy toczyły się kilka lat przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym oraz Naczelnym Sądem Administracyjnym. W marcu bieżącego roku NSA wydał wyrok, wskazując że wszystkie działania marketingowe i promocyjne spółki GPW stanowią informacje o sprawach publicznych. NSA zobowiązał również spółkę do rozpatrzenia naszego wniosku o udostępnienie tych informacji. Mimo wskazań NSA, Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów rozpatrzyło nasz wniosek… negatywnie. O uzyskanie konkretnych informacji musielibyśmy tym samym ponownie walczyć kolejne kilka lat w sądach! Chyba nie będziemy musieli… Same wyjdą na jaw.

Zważywszy na poziom transparentności prezentowany dotychczas w organach samorządu wojewódzkiego oraz spółkach przezeń kontrolowanych, wcale nie dziwi, że nowy zarząd bezzwłocznie przystąpił do audytu i uczynił to metodami najbardziej bezpośrednimi.

Wojciech Saługa publicznie nazywa Wojciecha Kałużę „Judaszem”, posłanka śląskiej Nowoczesnej Monika Rosa – „ciulem” (przepraszamy, ale to autentyczny cytat), ludzie związani z Koalicją Obywatelską używają jeszcze bardziej niecenzuralnych określeń. Prawdziwe zdziczenie obyczajów widoczne było w sobotę na manifestacji w Żorach. To wszystko objaw bezradnej frustracji oraz autentycznych obaw.

Decyzja jednego człowieka nie tylko zmieniła układ władzy w Województwie Śląskim. Ona przynosi prawdziwe trzęsienie ziemi w regionie i pod znakiem zapytania stawia kariery i losy wielu osób z dotychczasowego „świecznika”.

Nie ma mowy już o brydżowym wielkim szlemie Wojciecha Saługi i PO, bardziej o rozchwianym domku z kart, który właśnie zaczął się sypać.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top