Polecamy

Cena śmierci – 499 sekund! – felieton Tomasza Toszy

Dlaczego polskie drogi są najbardziej niebezpieczne w Unii Europejskiej? Proste pytanie, ale brakuje właściwej odpowiedzi. Proszę wybaczyć zadufanie, ale jestem przekonany, że wiem dlaczego. Mamy w Polsce nadmiar… dobrych kierowców. W ich własnym mniemaniu. Niestety.

Ponad 90 proc. kierowców uważa swoje umiejętności prowadzenia samochodu za wyższe niż przeciętna. Pozostali uważają, że jeżdżą przeciętnie. Gdzie są więc ci słabi?

Od przekonania o swoich ponadprzeciętnych umiejętnościach już tylko krok, do przekonania, że ograniczenia są dla frajerów. Kierowcy poruszają się z prędkościami nie tymi dozwolonymi przez przepisy, ale z takimi, które uważają za bezpieczne. Dla siebie oczywiście.

Mając na pokładzie kilkanaście poduszek powietrznych, strefy kontrolowanego zgniotu, wszystkie te trzyliterowe wspomagacze kierowania, które powodują, że współczesne samochody są szybsze od rajdówek sprzed czterdziestu lat… kto by się przejmował przepisami. Przecież każdemu się spieszy.

Pośpiech to jest oczywista wymówka. Przeciętnie samochód przejeżdża dziennie zaledwie 41 kilometrów. Przeciętnie oznacza oczywiście, że są kierowcy przejeżdżający więcej i mniej. Gnają prawie wszyscy. Mimo, że zyskiem jest średnio kilka minut oszczędności czasu w ciągu dnia. A ceną życie trzech tysięcy ludzi, którzy dla tych kilku minut muszą zginąć i czterdzieści tysięcy rannych w wypadkach. Kalekami do końca życia pozostaje kilka tysięcy ludzi. Rocznie!

Pośpiech jest wymówką. W ciągu dnia marnujemy całe godziny na bezsensowne czynności. Lub bezczynność.

Kiedyś w całej Europie uznawano, że bezpieczną prędkością w mieście jest 60 km/h. Potem ograniczono tę prędkość do 50 km/h, a na ulicach osiedlowych – do 30 km/h. Dlaczego? Bo okazało się, że 50 kilometrów to górna granica, przy której potrącony pieszy ma więcej szans na wyjście z życiem niż na poniesienie śmierci. 10 kilometrów na godzinę różnicy, czyli 8 minut i 19 sekund dziennie oznacza prawie pewną śmierć.

Czyjaś śmierć warta jest 499 sekund z życia kierowcy! Tanio. I to przy idealnym założeniu, że porusza się wyłącznie w niczym nieograniczonym ruchu miejskim. A są przecież autostrady, drogi ekspresowe, obwodnice, na których nadganiamy kilometry. Rzeczywista cena każdej śmierci jest więc jeszcze niższa. I za tych kilkset sekund, które zmarnujemy na przewijanie fejsa czy oglądanie głupich seriali, regularnie obrywam w internecie hejtem. Taka jest moja cena.

W piątek dostałem nagrodę Człowieka Roku Porozumienia dla Bezpieczeństwa Drogowego. Za wdrożenie Vision ZERO, czyli polityki projektowania dróg tak, by ograniczać skutki wypadków Pierwszy raz w historii jedna osoba odbierała dwie nagrody, bo otrzymał ją również jako Instytucja Roku – MZDiM.

Tak jak się spodziewałem wieść o tym, że dostaliśmy te nagrody wywołały jak zwykle hejt. Bo Polska nie jest krajem, w którym szanowałoby się ludzkie życie.

Każda ofiara transportu traktowana jest jako akceptowalna cena wolności zap…dalania po drogach bez oglądania się na innych. Dopóki nie policzy się ocalonych.

Przez ostatnie 10 lat na drogach w Jaworznie zginęło 27 osób, w ciągu ostatnich pięciu lat – 10 osób. W zeszłym roku – nikt. Dekadę wcześniej mieliśmy ponad sto ofiar śmiertelnych przez dziesięć lat. Taką statystyczną polską średnią.

Dziś mamy w mieście średnią szwedzką – trzykrotnie mniejszą niż przeciętna polska. A sprawcami poważnych wypadków prawie bez wyjątku są kierowcy spoza Jaworzna, choć tranzyt stanowi tylko dziesiątą część ruchu w mieście. Oni jeżdżą po Jaworznie tak jak się jeździ w Polsce. Dlatego ranią i zabijają.

Czułem się nieswojo odbierając nagrody za BRD w kraju, gdzie na drogach ginie najwięcej ludzi w Unii Europejskiej.

Politycy nie chcą tego zmienić. We Francji chcą – w tym roku zmniejszyli prędkość maksymalną na drogach krajowych do 80 km/h. Efekt? W pierwszych trzech miesiącach 30 procent mniej wypadków śmiertelnych. Ile stracili na tym kierowcy? 180 sekund dziennie.

Dziś w Polsce na przejściach dla pieszych giną 24 osoby na milion rocznie. We Francji – 7 osób na milion. Dlaczego? Siedem lat temu wprowadzili bezwzględne pierwszeństwo pieszych na przejściach. Bezwzględne! Za potrącenie ZAWSZE jest winny kierowca. I co się stało? Kierowcy zaczęli pieszych widzieć.

U nas rozdaje się miliony odblaskowych opasek, które nie są w stanie niczego zmienić. W tym roku na Polskich drogach zginie więcej osób niż w ubiegłym roku.

Wzbudziłem w piątek konsternację, że zamiast podziękować za nagrody zepsułem nastrój gali apelem, żeby zrobić z pieszymi to co zrobili Francuzi – dać im prawną ochronę na przejściach. A z kierowcami to co zrobili Słowacy, którzy dziesięć lat temu kilkukrotnie podwyższyli mandaty za łamanie przepisów drogowych. Słowacja odbierała w październiku europejską nagrodę za zmniejszenie ilości wypadków i ofiar o 40 proc. Największa redukcja w Europie. Głównie dzięki temu, że kierowcy zaczęli się bać. Nie śmierci. Ale o swoje portfele.

Nie mam wątpliwości, że odezwą się pod tym felietonem hejterzy. Wiem nawet co napiszą. Niestety, nie mają racji. Działa to, co działa – wysokie mandaty i prawna ochrona pieszych. Sprawdzone i potwierdzone w każdym miejscu, gdzie to wprowadzono. Polscy politycy mogliby w ten sposób z dnia na dzień, nie robiąc niczego innego, ocalić życie 1.200 osób rocznie. Tysiąca dwustu!
Musieliby chcieć. Na razie można wskazać palcem posła, który zabił trzysta osób tylko i wyłącznie tym, że złożył wniosek o podwyższenie dopuszczalnej prędkości na autostradach do 140 km/h i tolerancję do +10 km/h przy karaniu. A parlament potem to przyklepał, ku radości ogółu. Pytanie, czy czuje się on masowym mordercą? Pewnie nie. A powinien.

Tomasz Tosza

13 komentarzy

13 Comments

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top