Polecamy

Polityczna „konsTYpacJA” – felieton Tomka Pstruchy

Wicemarszałek Wojciech Kałuża. Fot. Tomasz Żak / UMWS

Pasjonujecie się polityką? Tylko partia A albo tylko partia B? „Kons-TY-tuc-JA”? A może „konsTYpacJA”? Gratuluję, wpisujecie się w czas! Czas czarno-białych podziałów, które bierzecie za swoje. Bo wylewają się z mediów, jako jedyny obraz świata. Lewacy kontra faszyści, muzułmanie kontra chrześcijanie, liberalni demokraci kontra zwolennicy dyktatury. Media kreują dwubiegunowy ogląd świata. Gdzie tu miejsce na normalność i „zdroworozsądkowe” podejście? Co dzisiaj jest normalnością? Mam pewien postulat – zamiast płynąć z tym prądem, zajmijmy się wychowaniem dzieci, tak by drugiego człowieka nie traktowały jak wroga, ale partnera do dyskusji. A przede wszystkim, żeby potrafiły myśleć.

Początkowo chciałem napisać felieton o Kałuży. Wojciechu Kałuży – polityku, dzięki któremu PiS może samodzielnie sprawować władzę w Województwie Śląskim. Facet przeszedł z Koalicji Obywatelskiej do Prawa i Sprawiedliwości. W ten sposób PiS dysponuje decyzyjną większością w sejmiku. Prawdziwa sensacja. Po 10 latach rządów Platformy na Śląsku (dzięki zawiązywaniu koalicji z SLD, PSL i RAŚ), wahadło przechyliło się w drugą stronę. W najbliższej kadencji to PiS porządzi w województwie – wszystko za sprawą Wojciecha Kałuży, który stał się przy okazji najbardziej medialną osobą w regionie.

Nie mam do tego serca. Zauważcie – Kałuża dla jednych może być Judaszem (tak nazwał go były marszałek Wojciech Saługa), a dla innych może jawić się jako romantyczny Konrad Wallenrod. Dla jednych „zdrajca” (tak go określają działacze PO i Nowoczesnej), dla innych „bohater” przynoszący zwycięstwo. Wszystko zależy od punktu widzenia, a przede wszystkim siedzenia. Ci, którzy mieli władzę, apanaże i stołki teraz zgrzytają zębami – nie szczędzą Kałuży niecenzuralnych wyzwisk. Nie dziwi, przecież od zachowania władzy zależał ich (dobro)byt i (dobro)byt ich rodzin. Drudzy zaś triumfują, bo mogą wreszcie puścić na Śląsku w ruch „wielką miotłę” i czyścić złogi…

Polityka jest grą cyniczną. To podobno Bismarck powiedział, że ludzie nie powinni widzieć jak robi się kiełbasę i politykę. Po pierwsze – „ludzie”. A co, politycy to „nadludzie” (jak media często nas przekonują)? Po drugie – w województwie śląskim właśnie ludzie zobaczyli. I co? Mało kogo to obchodzi. Może mało kto miał jeszcze złudzenia? Może większe nawet złudzenia mamy co do produkcji kiełbasy?

Nie mam do tego serca. Przypominają mi się zajęcia z krytyki filmowej na moim macierzystym wydziale. Ćwiczenia warsztatowe dla studentów – napisać dwie recenzje jednego filmu: pierwszą pochlebną (położyć nacisk na elementy pozytywne), drugą negatywną (podkreślić wszystkie niedostatki). Da się. Odnoszę wrażenie, że wszystkie media dzisiaj właśnie zabiegają o zdobycie zaliczenia z podobnych ćwiczeń. Na razie dzielą się na grupy – jedni negatywnie, drudzy pozytywnie. Nie chodzi o film, lecz o rzeczywistość – musi być czarno-biała, żadnego Technicoloru. Tylko jednak patrzeć, jak część tych przedstawicieli mediów regionalnych, którzy dotychczas potępiali Kałużę oraz walili w PiS „jak w bęben”, złagodzi stanowisko, a później zacznie się przymilać do nowej władzy…

Sam mam ambiwalentny stosunek do czynu Wojciecha Kałuży. Z jednej strony zupełnie zasadnicza etyczna kwestia lojalności i uczciwości. Z drugiej poczucie, że województwo wymaga głębokich zmian (zbyt długo śledzę, jak wyglądało zarządzanie nim, żeby tego nie dostrzegać). Z trzeciej pytanie, czy „nowe” będzie rzeczywiście lepsze niż „stare”. A z czwartej wiara, że może wreszcie doczekaliśmy wicemarszałka (Dariusza Starzyckiego), który zrobi coś na rzecz naszego miasta (bo dotychczasowi marszałkowie z Jaworzna się nie popisali).

Rzeczywistość ma wiele odcieni. Czerń i biel, my albo oni – tak widza ją, ci którzy czerpią bezpośrednie korzyści. Tak też chcą żebyśmy i my ją widzieli – wygłodniałe idei armie, żywiące się nadziejami. Armie, które mają zapewnić im dalszy byt na politycznych arenach.

Ponure jest to, że wiele osób całkowicie bezkrytycznie akceptuje ten podział i przyjmuje jako swój własny ogląd świata. Stąd…

… nawet w prywatnych rozmowach ludzi nie związanych z polityką można usłyszeć pogardliwe: „Ty pisiorze!” lub „Ty platfusie!” W najgorszej sytuacji są ci, którzy nie potrafią zająć jasnego stanowiska – tych podejrzanych typów spotyka nienawiść z obu stron. Bo to pewnie komuchy lub cykliści.

Niestety rację miał Norwid, kiedy mówił, iż „umiemy się tylko kłócić albo kochać, ale nie umiemy się różnić pięknie i mocno”. Stąd mój początkowy apel. Uczmy dzieci różnić się szlachetnie i z szacunkiem. Uczmy je przede wszystkim samodzielnie myśleć i wyciągać wnioski z informacji pozyskanych w wielu źródłach. Po to, żeby przynajmniej kolejne pokolenie było choć trochę mądrzejsze i mniej zapiekłe od nas.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top