Z miasta

Pobudka z amerykańskiego snu – felieton Tomasza Toszy

Czym leniwszy polityk tym ma więcej prostych rozwiązań na problemy rzeczywistości. Czasem mu wydaje się, że jak coś uprości, to zadziała. Nie w skomplikowanym świecie.

Na skraju Parku Śląskiego, w miejscu gdzie kiedyś istniały Międzynarodowe Targi Katowickie toczy się obecnie dziwaczna rozgrywka między deweloperami, mieszkańcami a politykami. Wywołana beznadziejną specustawą mieszkaniową, którą mimo ostrzeżeń urbanistów, architektów i ludzi zajmujących się rozwojem miast, w charakterze „dobrej zmiany” przyjął parlament. W skrócie – ustawa daje możliwość zabudowywania mieszkaniami praktycznie dowolnych działek i upraszcza procedury budowlane do maksimum. Aktywiści nazwali projekt ustawy lex-deweloper. I taką się właśnie stała. Otóż w miejscu MTK ma powstać duże osiedle mieszkaniowe. Hale mają być zastąpione przez budynki, w których ma mieszkać kilka tysięcy ludzi. Wszyscy wokół protestują a najbardziej ludzie związani z partiami rządzącymi. Cóż – sami sobie problem wywołali swoimi ustawami. Pewnie nie przewidzieli, że taki będzie ich efekt. A wystarczyło słuchać ludzi, którzy o urbanistyce mają jakieś pojęcie.

Tylko czy oby na pewno zabudowanie domami mieszkalnymi usługowej działki na której funkcjonowały Targi to coś złego? Tylko dlatego, że przylega ona do Parku Śląskiego? Podkreślam – przylega. W Nowym Jorku powieszono by na drzewach ludzi, którzy wpadliby na pomysł zabudowania Central Parku. Ale z drugiej strony najdroższe mieszkania na Manhattanie to są te, których okna na Central Park wychodzą. Tam płaci się nie za metry kwadratowe, ale za widok z okna. Za zieleń, którą z okna widać. I za to, że te apartamenty są w centrum miasta. W centrum życia.

Amerykanie już wiedzą, że mają problem ze swoją urbanistyką. Przez ponad pół wieku realizowali swój amerykański sen o domku na przedmieściach. Dziś słono za to płacą. I słono może zapłacić nasz gatunek.

Domki na przedmieściach oznaczają nie tylko zawłaszczanie przestrzeni przez człowieka, ale również nieustanne podróże i koszty życia, których możemy nie być w stanie opanować.

Zwłaszcza gdy skończy się tania ropa, albo używanie kopalnej energii wejdzie w fazę lawiny, której już nic nie będzie w stanie powstrzymać.

Każde miasto z osobna i wszystkie razem są w stanie zrobić dla naszej jedynej planety coś dobrego. Wystarczy, że będą dbały o dobrą urbanistykę i unikały amerykańskich błędów. Za suburbanizacją i rozlewaniem się miast idą nieodłącznie problemy komunikacyjne. Kiedy ludzi na przedmieściach jest mało, to jest jak w bajce. Gdy staje się masowa – ich mieszkańcy trafiają w oko koszmaru, z którego jest tylko jedno wyjście – powrót do miast.

Nie musimy szukać daleko – wszystkie wjazdówki do Krakowa, wszystkie wjazdówki do Katowic każdego ranka i popołudnia są miejscem mąk.

Autostrada z Katowic po południu zalicza już „korki fantomowe”. Nie wiecie co to jest? Wyjaśnię.

To korki, które biorą się znikąd. Nie ma żadnej konkretnej przyczyny ich powstania. Są, a potem w jakiś cudowny sposób same znikają. Pojawiają się bez określonego schematu. Nauka nie potrafi ich zasymulować. Wystarczy, by jeden z jadących w tłoku samochodów na krótko zahamował. Żeby zaświecił się stop. To wystarcza, by kilometr dalej poszła fala „stopów” i autostrada stanęła. Tak, jak przed szczytem klimatycznym codziennie stawał ruch w tunelu pod Spodkiem. Wkrótce szczyt się skończy i to wróci.

Nie miejcie złudzeń. Skoro ktoś zamieszkał na przedmieściach bez transportu publicznego, to wydał na siebie wyrok jeżdżenia samochodem. Choćby tego nie lubił, choćby nie chciał, choćby przestało go na to być stać. Wolność podmiejskiego domku staje się w takiej sytuacji mocno iluzoryczna. A po godzinach spędzonych w korkach koszenie trawy w ogrodzie wywołuje bluzgi.

Nie jestem przekonany, że mają rację ci, którzy oprotestowują zabudowanie MTK. Teren już dziś jest zabudowany, uzbrojony, przy drogach, z przystankami autobusowymi, drogami dla rowerów. Można sobie nawet wyobrazić odbudowanie rozebranej kilka lat temu linii tramwajowej, która łączyła to miejsce z centrum Katowic. Czy osiedle zniszczyłoby Park Śląski? Wątpię. Raczej jestem przekonany, że powstrzymałoby tysiące ludzi przed decyzją o budowie domu na przedmieściach. Dopiero to byłoby złe dla miasta.

Jaworzno, póki co broni się przed niekontrolowaną suburbanizacją. Dzięki temu, że nie zaniedbaliśmy planowania przestrzennego miasto jest zwarte w miejscach, które zostały przeznaczone na urbanizację. A puste przestrzenie między osiedlami wciąż pozostają niezabudowane. I to jest dobre. W ten sposób chronimy nie tylko krajobraz, ale również pieniądze. Rozlane miasto kosztuje zarówno nas wszystkich jako wspólnotę, jak i tych, którzy dali się uwieść amerykańskiemu snowi. Ten sen może bardzo drogo kosztować naszą planetę. Chyba czas się obudzić.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top