Polecamy

W mieście liczy się zadowolenie mieszkańców – felieton Toszy

Wzbudziłem kilka miesięcy temu nieliche kontrowersje rzucając podczas wykładu tezę idącą pod prąd tego, co twierdzi większość samorządowców – że Gminy powinny działać jak przedsiębiorstwa. Do głębi się z tym nie zgadzam. Firmy działają dla zysku. Samorząd powinien – moim zdaniem – być jak dobry klub nocny: drinki muszą być upojne i tanie, muzyka wpadająca w ucho, dziewczyny jak z żurnala, mężczyźni jak rycerze, a w toaletach można jeść z podłogi. Jakość mierzy się zadowoleniem klientów, a nie zyskiem liczonym w milionach. Taka różnica.

Rywalizację mamy wpisaną w geny. Nieustannie porównujemy się z innymi. Ważny dla ludzi jest prestiż, duma z osiągnięć. Niestety oznacza to również nieustanną pogoń za trzeciorzędnymi zewnętrznymi objawami lepszości. To prowadzi na manowce. Jedynym, choć skrajnie trudnym do policzenia wskaźnikiem jest poziom indywidualnego i grupowego szczęścia. Szczęście jest niezwykle ulotne, i zazwyczaj chwilowe. Raz odczuwamy szczęście intensywnie, innym razem nawet sobie go nie uświadamiamy. W ciągu dnia mogą kilkukrotnie nachodzić nas jego fale. Jakże nieobiektywne musi być badanie?

Jeśli nie odczuwamy błogostanu – odczuwamy stres. Im go mniej tym więcej powinno być szczęścia. I zwykle tak jest. Nie odczuwając strachu, niepokoju, nie bojąc się o przyszłość osiągamy dobrostan. Święty Graal socjologów. Co dwa lata ich zespół pod wodzą prof. Janusza Czapińskiego rusza w Polskę w jego poszukiwaniu, badając ankietami dziesiątki tysięcy Polaków. I skoro zacząłem o rywalizacji, to w paru dziedzinach tego badania wygrywamy rankingi – osobistego bezpieczeństwa i poziomu stresu. Niskości poziomu stresu.

Nasze wyniki odbiegają nie tylko od średniej, nie tylko od mediany, ale nawet od wyników zebranych w kolejnych miastach tak jakbyśmy palili w piecach nie węglem, a kwiatostanami pewnej rośliny, z której robi się sznurek. Słowem – zhakowaliśmy system.

Są ludzie, którzy twierdzą, że jedynym rankingiem, który oddaje poziom zadowolenia są wyniki wyborów. Nie sądzę. Przekładanie jakości własnego życia na wdzięczność dla polityków? Eeeee… To bardziej skomplikowane. Politycy mogą na przykład się nam znudzić. Możemy być nimi zmęczeni. Albo uznać, że na nasze życie nie mają większego wpływu, więc można poeksperymentować. Wybory to nie wszystko. Chociaż wysokość próby badawczej ma znaczenie.

W przypadku Jaworzna jestem zwolennikiem tezy, że nasz prezydent wygrał mimo poparcia pewnej partii, niż dzięki temu poparciu. Prawie wszędzie w Polsce ich poparcie było pocałunkiem śmierci.

Więc dlaczego? Odpowiedź dają wyniki badania zadowolenia mieszkańców, które co dwa lata prowadzone są w mieście. To świetna metoda na obserwowanie słuszności lub niesłuszności polityk lokalnych. W ubiegłym tygodniu kolejny raport badawczy został opublikowany. Badanie robione już po wyborach, bo to ma być narzędzie do korygowania zmian w mieście, a nie walki o głosy.

No i wyszło, że nasz klub nocny o nazwie Jaworzno wzbudza zadowolenie klientów. Garną się jakby rzeczywiście drinki, muzyka, dziewczyny i mężczyźni byli z najwyższej półki. A z podłogi można było jeść.

Tylko krok do nadmiernego samozachwytu. A to tak naprawdę jest niesamowite wyzwanie. Bo skoro jest tak dobrze, to publiczność może uznać, że jest mu zupełnie obojętne kto jest kierownikiem klubu.

Nie ma stanów idealnych – wszystko można poprawić. Na przykład przekonać trzy procent mieszkańców Jaworzna, którzy uważają, że rozwija się w złym kierunku, że jest inaczej. Albo namówić do zmiany zdania co do elektrycznych autobusów jeden procent ludzi, którzy są im raczej przeciwni. Albo zmniejszyć odsetek tych, co raczej lubią miasto z jednej trzeciej do jednej czwartej. Żeby tych, co zdecydowanie lubią było trzy czwarte zamiast dwie trzecie. Ech… Żeby inne miasta miały takie problemy…

Zaraz po wyborach napisałem prywatnie felieton, ku pokrzepieniu serc w tych wszystkich miastach, gdzie postulaty ruchów miejskich nie przebiły się w formie mandatów czy wyborczych zwycięstw liderów. Tak jak się spodziewałem – rozszedł się znakomicie w tysiącach lajków i siedmiuset udostępnieniach w całej Polsce.

To co odróżnia Jaworzno, to otwarte prowadzenie niesamochodowych polityk. Nie antysamochodowych, bo to wielka różnica. W Jaworznie obiektem polityki miejskiej jest człowiek, a nie drogi dla samochodów.

I to zadziałało. Wynik wyborów jest tu pierwszym dowodem, wyniki badania zadowolenia – kolejnym.

Dlatego możemy spokojnie przegrywać z kretesem technokratyczne rankingi robione na podstawie GUS-owskich wskaźników, gdzie jednostkami są sztuki, tony, metry kwadratowe. Niech liczą. Jaworzno pokazuje jednoznacznie, że miasto to nie jest fabryka. To dobry klub.

Tomasz Tosza

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top