Polecamy

O bólu likwidacji zatok autobusowych – felieton Tomka Toszy

Powoli, bo powoli ale do świadomości ludzi docierają nieoczywiste oczywistości związane z ruchem drogowym. Na przykład, że węższe jezdnie są paradoksalnie bezpieczniejsze dla ruchu. No jak to, przecież wybierając się w podróż życzymy sobie szerokiej drogi. Badania wypadków dają wynik jednoznaczny i niepodważalny – im jezdnia szersza tym większe prawdopodobieństwo, że stracimy na niej życie. To jest równie nieintuicyjne jak słuchanie naukowców, że ziemia jest okrągła. To co widzimy mówi nam przecież, że jest płaska. A nie jest.

Podobnie z zatokami autobusowymi. No przecież gołym okiem widać, że ich brak tamuje ruch (jakby ruch to były to tylko samochody osobowe a nie dziesiątki ludzi podróżujących autobusami). Na długie minuty. Prowadzę czasem szkolenia dla samorządowców. Domyślnie powinni to być ludzie, którzy o mechanizmach rządzących życiem miasta wiedzą więcej. Bywa różnie. Testowym pytaniem jest to: ile trwa postój autobusu na przystanku? Odpowiedzi? Przeciętnie twierdzą, że półtorej do dwóch minut. Wtedy im wyjaśniam, że osiem do dwunastu sekund. Czasem na ich twarzach maluje się niedowierzanie, czasem próbują protestować, że nie mam racji. Wtedy puszczam im film z wymiany pasażerów na przystanku – podjechanie do krawędzi, zatrzymanie się, otwarcie drzwi, wyjście pasażerów, wejście nowych, migacz i jazda. Dziesięć sekund, osiem sekund, jedenaście. Możecie sami przeprowadzić taki test – zatrzymajcie się za autobusem i liczcie.

Ten film otwiera kursantom oczy dosłownie. Bo pokazuje jak potoczne postrzeganie rzeczywistości – w tym przypadku czasu – może się od niej różnić nawet dziesięciokrotnie. To otwarcie oczu pomaga im zrozumieć i zaakceptować czary mary, o których im niedługo później opowiem. Na przykład o niezwykłej, potwierdzonej badaniami i uznanej naukowo zależności mówiącej o tym, że…

… przeciętna prędkość poruszania się samochodów osobowych po mieście jest równa przeciętnej prędkości środków transportu publicznego.

– Że niby jak? – pytają. Proste – im wyższa jest swoboda ruchu autobusów i tramwajów w szczytach komunikacyjnych, tym szybciej jeżdżą samochody. Im jest niższa – tym wolniej. Ekstremalnym przypadkiem są miasta bez transportu publicznego, a zdarzają się takie jeszcze w trzecim świecie, gdzie piesi są szybsi, bo takie masakryczne korki.

Kolejne czary mary to fakt, że największymi zwolennikami transportu publicznego powinni być kierowcy samochodów. Dlaczego?

Bo im lepszy transport publiczny, to tym więcej ludzi skłonnych jest z niego korzystać. A każdy dodatkowy pasażer autobusów to jedno auto na ulicy mniej.

Podobnie kierowcy powinni być entuzjastami dróg dla rowerów – każdy człowiek pedałujący, to jeden samochód mniej i dodatkowe wolne miejsce parkingowe.

Samorządowi politycy chcąc poprawić los kierowców w mieście mogą to zrobić w jedyny skuteczny sposób – uatrakcyjniając transport publiczny, rowerowy i pieszy. Szok. Co nie? Budowanie kolejnych parkingów nie ułatwia znalezienia miejsca do zaparkowania, tylko zwiększa ilość samochodów, które krążą po mieście. – Panie, ale jak my to mamy wyjaśnić kierowcom, przecież krzyk będzie straszliwy, bo ludzie tego nie zrozumieją – taka jest standardowa reakcja szkolonych. – Tak źle nie jest, bo ludzie wyjeżdżają na Zachód i widzą jak to tam działa – cierpliwie tłumaczę sugerując, że edukacja to klucz.

O co więc chodzi w likwidowaniu zatok autobusowych? Nie wszystkich oczywiście, bo są miejsca, gdzie autobusy zatrzymują się na dłuższy postój i wtedy one muszą być. Autobus podjeżdżający do peronu bezzatokowego robi to znacznie szybciej i płynniej niż wjeżdżając i wyjeżdżając z zatoki (nie mówiąc już o wynalazku antyzatoki stosowanej w bardziej cywilizowanych niż nasz kraj, gdzie w miejscu przystanku jezdnia jest zawężona a peron „wchodzi” wręcz na jezdnie ułatwiając podjazd autobusom). To znacznie szybciej może oznaczać nawet dwukrotne skrócenie zatrzymania się autobusu. Już wyjaśniłem wyżej, że wymiana pasażerów na przystanku trwa 8-12 sekund. Ile mogą trwać wjazd i wyjazd? Czasami odczuwalną dla kilkudziesięciu ludzi wieczność, kiedy kierowca autobusu żebrze kierunkowskazem, żeby ktoś go wreszcie puścił na jezdnię. Przepis mówi wyraźnie – gdy autobus użyje migacza przy wyjeździe z zatoki, to kierujący samochodem zobowiązany jest zwolnić a nawet się zatrzymać, by mu to umożliwić. Jaka jest rzeczywistość? Większość kierowców przyspiesza, żeby wepchnąć się przed autobus. Sytuacja odwrotna należy do takich wyjątków, że nie zdarzyło mi się nie dostać podziękowalnego mrugnięcia awaryjnymi od szofera autobusu. Zawsze wtedy myślę – za co człowieku, przecież to jest mój – kierowcy – obowiązek. Opisany wyraźnie w przepisach.

Ale nawet gdyby wszyscy bez wyjątku kierowcy samochodów wpuszczali autobusy to i tak nie zmieniłoby problemu z manewrowaniem autobusu w zatoce. Skręt w prawo, skręt w lewo, wyprostowanie, które czasem nie wychodzi i z peronu nie da się wejść do autobusu, bo za daleko stoi od krawężnika. Póki ktoś jest młody i sprawny to nie rozumie problemów ludzi starszych, lub takich z połamanymi żebrami na przykład. Wyjazd z zatoki okupiony jest również szarpnięciami spowodowanymi koniecznością wyhamowania, bo kolejny i kolejny kierowca przyspieszył, żeby zdążyć przed autobus. Co gorsza zaraz za zatokami są przejścia dla pieszych, a ewolucja nie wyposażyła naszego gatunku w umiejętność ogarniania rzeczywistości przy prędkościach wyższych niż szybki bieg, więc o potrącenie pieszego nietrudno.

Atrakcyjność transportu publicznego buduje się z detali – nie tylko jakości autobusów, taktu, ale również dojść do przystanków, atrakcyjności ich lokalizacji, szerokości peronów, jakości wiat, informacji pasażerskiej, łatwości płacenia za przejazd. Nie zalecałbym likwidacji zatok w mieście, gdzie komunikacja publiczna jest w stanie zaniku – to spowoduje tylko potężny tajfun gniewu. Komunikacja miejska musi osiągnąć wcześniej wysoki poziom akceptacji społecznej, i stać się realną alternatywą dla poruszania się samochodem. Ewolucja zamiast rewolucji. I w końcu każdy kto musi używać samochodu – ale naprawdę musi, a nie z czystego lenistwa – doceni to, że dzięki temu, że transport publiczny działa lepiej, i wozi więcej ludzi, to na jezdniach jest więcej miejsca, mniej korków i nawet da się zaparkować w mieście.

To będzie oświecenie na miarę tego, jakie przydarzyło się gdy prawie wszyscy ludzie uznali, że ziemia jest okrągła. Mimo, że gdy na nią się patrzy, to jest płaska.

Tomasz Tosza

Dyskusja na Facebooku pod felietonem Tomasza Toszy

Ignorancja siostrą arogancji – felieton Tomasza Pstruchy

 

3 komentarze

3 Comments

  1. Jakub Raciborski

    23 stycznia 2019 at 09:41

    Jak zwykle racja, która goni rację. Aż sprawdziłem ile przeciętnie trwa zatrzymanie się autobusu miejskiego na przystanku (https://www.youtube.com/watch?v=TiMjMzuK0bQ). Policzyłem kilka przystanków i wychodzi, że jakieś 15 sekund. 8 sekund to tylko jak mamy 1 osobę.
    Paradoksów jest mnóstwo. U nas w Gdańsku gdy poszerzyli drogę to urzędnicy rozdawali korkociągi (Al. Żołnierzy Wyklętych – tzw. Nowa Słowackiego). To był rok 2012. Korki mamy nadal, codziennie, w tym samym miejscu tylko na szerszej drodze. Pytanie tylko czy ktoś o tym pamięta?
    Powodzenia

  2. Ak49

    27 stycznia 2019 at 10:28

    A kto wzdycha spaliny przez te kilkanaście sekund z czterech czy dziesięciu samochodow stojących za autobusem? Pan p.Tosza? Nie. Pan nie, bo pan siedzi za biurkiem w klimatyzowanym pomieszczeniu i wymyśla te swoje posr..e pomysły. Następny to może zakazać jazdy samochodami w ogóle. A nie lepiej edukować i wymagać? Nie to za proste dla Pana. Prawda?

  3. Karol

    27 stycznia 2019 at 11:22

    Ale macie w tym Jaworznie chamówę z niewpuszczaniem autobusów. Chyba w Krakowie nie jest tak źle, skoro już tylko niektórzy „migają” w podziękowaniu. Oczywiście, nadal spotykam osoby, które nie umożliwią autobusowi włączenie się do ruchu. Jednak jest widoczna wyraźna poprawa. Coraz częściej dochodzi również do sytuacji, gdy autobus „dostaje pierwszeństwo” również w innych miejscach – np wyjazd z podporządkowanej. Coraz mniej osób bezwiednie mija autobus nie zauważając nawet, że należy mu umożliwić powrót na jezdnię.
    Może ci kierujący są przyjezdni z Jaworzna?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top