Polecamy

Jaworznianie z pasją | Jarosław Surmacz – grotołaz-odkrywca

Jarosław Surmacz | Hagengebirge, Alpy Salzburskie

Wielu mieszkańców Jaworzna ma niezwykłe pasje i nie boi się realizować w praktyce swoich marzeń. Zapraszamy do rozmowy z grotołazem, o którym film dokumentalny „Harda” wkrótce będzie prezentowany na prestiżowym festiwalu Sundance.

Rodowity jaworznianin Jarosław Surmacz, bo o nim właśnie mowa ma już na swoim koncie imponujące osiągnięcia. W 2012 roku otrzymał razem z m.in. Wojciechem Kuczokiem wyróżnienie w prestiżowym konkursie Kolosy za odkrycie Jaskini Hardej w Tatrach. Jaskinia ta należy do najdłuższych i najgłębszych jaskiń odkrytych w ostatnich latach. Jej odkrycie i badanie było na tyle spektakularnym wydarzeniem, że reżyser Marcin Polar zdecydował się nakręcić o nim dokumentalny film krótkometrażowy. Film „Harda” został wybrany spośród 10 000 kandydatów i zakwalifikował się do największego festiwalu kina niezależnego na świecie – Sundance, który odbędzie się na przełomie stycznia i lutego 2019 w USA.

Passion Piece: Jesteś współczesnym odkrywcą, który już zapisał się na kartach historii. Jak zaczęła się twoja przygoda z alpinizmem jaskiniowym?

Jarosław Surmacz: Patrząc na swoje dzieciństwo z perspektywy ojca i męża, uczciwie stwierdzam, że dzieckiem byłem okrutnie trudnym i niesfornym. Już w podstawówce moją uwagę przykuwały źle zabezpieczone studzienki kanalizacyjne, kanały techniczne i ogólnie mówiąc – dziury w ziemi, które w niej powstawały dzięki zakładom górniczym, niezabezpieczającym dostatecznie dobrze starych wyrobisk po zakończeniu eksploatacji. Wydaje mi się, że już wtedy zaczynały rodzić się intuicje, które mnie później kształtowały jako grotołaza.

Dość przełomowym momentem było moje pojawienie się na ściance wspinaczkowej w jaworznickim UKS „K2” u Grzegorza Tuckiego, który próbował zrobić ze mnie wspinacza, ale chyba opór napotkanej materii okazał się być na tyle duży, że w końcu skapitulował. Pamiętam jak dziś, gdy przestrzegał mnie przed środowiskiem „szambonurów”. Wszystko co o nich mówił, później okazało się być prawdą.

Czy kiedykolwiek podejrzewałeś, że twoja pasja pozwoli ci odkryć jaskinie, które przez niewyobrażalnie długi czas były niedostępne dla ludzi?

– Chodzenie po jaskiniach, obfituje w mnogość rozmaitych podniet, które zdają się zaspakajać najbardziej zwyrodniałe osobniki naszego gatunku. Są tacy, co chodzą po jaskiniach by podziwiać piękno podziemnego krasu, ale są i tacy, dla których jaskinia to kolejny poligon intensywnej aktywności fizycznej. Są wśród grotołazów również naukowcy, którzy pod ziemią szukają nieznanych form życia, geologicznych wybryków natury, albo liczą nietoperze. Wreszcie, nie do pominięcia są też ci, dla których jaskinia jest oceanem, który pozwala żeglować w kierunku swojej „terra incognita”, na spotkanie z rzeczywistością nieskalaną przez ludzki byt. Oczywiście sylwetka typowego grotołaza zazwyczaj jest bardziej złożona i łączy ze sobą w najrozmaitszych konfiguracjach te wymienione przeze mnie (i te niewymienione też) „smaki”.

Wychodzi na to, że w moim jaskiniowym życiu ten ostatni pierwiastek okazał się być dominującym. Chęć sięgnięcia tam, gdzie nie było nikogo, w zestawieniu z odrobiną szczęścia i domieszką wiedzy pozwala odkrywać jaskinie. Większość odkrytych przeze mnie jaskiń odkrywałem wespół z kolegami, którzy często okazywali się mieć tego szczęścia i wiedzy dużo więcej niż ja. Za to cechą, która mnie wyróżniała, były moje skromne gabaryty, za sprawą których zostałem określony mianem „sondy człekokształtnej” przez Wojtka Kuczoka, współodkrywcę i towarzysza licznych górskich tułaczek.

Czy uważasz, że jest jeszcze dużo takich dziewiczych miejsc w naszych rodzimych górach?

– Tylko ostatnia dekada przyniosła ogromne ilości odkryć na naszym jaskiniowym podwórku. Na Jurze – odkrycia w miejscowości Rodaki (3 duże jaskinie w jednym, jurajskim masywie), wzgórze Cisownik, Jaskinia Zawał, czy Jaskinie Niedźwiedzia Górna, Twarda i Dziura w Dąbrowie (których współodkrywcą mam szczęście być). No i wreszcie tegoroczne odkrycie z południowej części Wyżyny – Jaskinia Zapomniana. Podobnie ma się sprawa jeśli chodzi o odkrycia w innych rejonach Polski – choćby porażające gabarytami i pięknem nowe partie Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie. To tylko niektóre spośród ostatnich odkryć. Tak. Uważam, że największe i najgłębsze wciąż przed nami. Albo raczej pod.

Co jest najtrudniejszego w eksploracji jaskiń, szczególnie tych jeszcze nieznanych?

– Najtrudniejsze w eksploracji jaskiń jest ich odkrycie. Potem idzie już z górki. Mamy to (nie)szczęście żyć w części świata, w której obiekty jaskiniowe dostępne widocznymi z powierzchni otworami są już w większości dobrze poznane. By dobrać się matce ziemi do jej trzewi trzeba trochę powalczyć: pokopać, rozkuć, a w najlepszym przypadku rozgrzebać kilka kamieni w zawalisku.

Oczywiście wciąż są na świecie takie miejsca, w których znajdują się dziewicze otwory jaskiń, które czekają na swoich odkrywców, jednak często są to miejsca dość trudno dostępne z rozmaitych powodów: mogą np. być porośnięte gęstą dżunglą, albo mogą znajdować się na terenie objętym konfliktem zbrojnym.

Postęp technologiczny, który pozwala nam wysyłać ziemskie artefakty na orbitę, czy nawet na powierzchnie innych ciał niebieskich, wciąż nie pozwolił nam skutecznie zajrzeć w głąb ziemi. Zabawne, prawda?

Góry i jaskinie nie zawsze są przyjazne człowiekowi. Czy kiedykolwiek stanąłeś oko w oko z sytuacją, która bezpośrednio zagrażała twojemu życiu?

– To jest dość trudne pytanie, które nastręcza mi niemałych trudności. Bo w pewnym sensie codziennie ocieramy się o śmierć. Codziennie na drogach giną setki istnień. Raptem paręset kilometrów od naszych granic strzela się do ludzi. To niebezpieczeństwo jest bardzo względne.

Czasem mam wrażenie, że w jaskini mogę zapanować nawet nad większą ilością potencjalnych niebezpieczeństw, niż na ulicy, gdzie ni stąd, ni zowąd mogę być potrącony przez pijanego kierowcę. W jaskini więcej rzeczy zależy ode mnie: prawidłowo użyty przyrząd, dobrze zawiązany węzeł, nieuszkodzona lina. To tylko niektóre z elementów układanki, która decyduje o bezpieczeństwie grotołaza. Oczywiście jest w tym wszystkim miejsce na błąd człowieka, ale techniki wykorzystywane w poruszaniu się po jaskiniach są skonstruowane tak, by i ten czynnik redukować. Oczywiście również w jaskini można mieć zwykłego pecha. I ja kilka razy go miałem. Ważne by z niebezpiecznych sytuacji wyciągać wnioski i starać się ich unikać w przyszłości.

Jakich wyrzeczeń wymaga twoja pasja?

– Każda pasja wymaga wyrzeczeń. Wśród nich są pewne, uniwersalne: czas, pieniądze, zaangażowanie. Jaskinie nie są wyjątkiem od tej reguły. Z pewnością, jakimś rodzajem wyrzeczenia jest pogodzenie się z oderwaniem od zewnętrznego świata: w jaskini zatroskana żona, dziewczyna czy siostra nie dodzwoni się do nas, by zapytać czy wszystko w porządku. Pół biedy, jeśli mówimy o akcji jaskiniowej trwającej kilka godzin. Sprawy jednak mają się inaczej, gdy schodzimy pod ziemię na kilka dni. To dość niedorzeczne, zwłaszcza gdy pomyśleć, że raptem dwadzieścia lat temu, taki stan rzeczy nie był niczym wyjątkowym. Technologia z czasem nas upośledza.

Osobiście, cenię sobie też jaskiniowe dyskomforty: brak światła, brud, zimno i wilgoć. Te elementy są na tyle permanentnie wpisane w jaskiniowy krajobraz, że nieomal nie da się im uciec. Kiedy marzniesz w drodze do pracy wiesz, że niebawem znajdziesz się w ciepłym biurze. Kiedy w deszczowy dzień przemoknie Ci ubranie wiesz, że w domu je wysuszysz. Podczas intensywnych, kilkudniowych akcji jaskiniowych, nie ma tego komfortu. Jego namiastkę daje kubek ciepłej herbaty i ciepły (ale niekoniecznie suchy) śpiwór czekający na biwaku. Cenię sobie te wszystkie podziemne niewygody, bo pozwalają one zatęsknić i docenić to czego na co dzień zupełnie nie zauważam: suche kapcie, ogień w kominku i miękką kanapę.

Jak zaczęła się twoja współpraca z Marcinem Polarem?

– Marcina poznałem przy okazji wycieczki do jednej z jurajskich jaskiń. Ja wtedy byłem jaskiniowym świeżakiem, a on był chyba jeszcze świeższy. Przywiozłem do jaskini koleżankę, która oczywiście nie mogła wiedzieć, że chcę jej tymi wszystkimi jaskiniami zaimponować. Pech chciał, że Marcin na wtedy zaplanował testy sprzętu fotograficznego i filmowego w trudnych, jaskiniowych warunkach, które już wtedy inspirowały go do filmowych prób. No i tak spotkaliśmy się w jednym czasie i miejscu. Marcin zainteresował się moim chodzeniem po jaskiniach i niektórymi dokonaniami. Koleżanka nie zainteresowała się mną. I tak jakoś poszło.

Film dokumentalny „Harda”, którego jesteś głównym bohaterem – zakwalifikował się do Konkursu Filmów Krótkometrażowych na Sundance. Czy spodziewałeś się tak wielkiego sukcesu tego projektu?

– Zdecydowanie nie. Z pełną pokorą przyznaję, że nie wierzyłem w ten projekt. Prace nad filmem trwały długo (ponad 4 lata). Pomysł na film z czasem dość drastycznie ewoluował. Próbowaliśmy rozmaitych ujęć, rozmaitych komentarzy, offów, które ostatecznie „nie zagrały” i przepadły. Jako, że Ty i ja jesteśmy z Jaworzna, to w tajemnicy mogę Ci powiedzieć, że w filmie miały szanse pojawić się także lokalne, jaworznickie smaczki: niektóre ujęcia powstawały w istniejących jeszcze wówczas ruinach cementowni w Pieczyskach, a także wśród malowniczych ścian nieczynnego kamieniołomu w rejonie Sadowej Góry. Ostatecznie, dźwięk do filmu był nagrywany w podziemiach starej prochowni tegoż kamieniołomu, z pewnością znanej lokalnym poszukiwaczom przygód. Swoją drogą, bardzo lubię ten kamieniołom, i mimo mojego wielkiego entuzjazmu dla udostępnienia go mieszkańcom w ramach „Geosfery”, trochę tęsknię za nim w jego dzikiej odsłonie, którą pamiętam z gimnazjalnych wagarów.

Dziękuję ci bardzo za tą wspaniałą rozmowę, która okazała się być niezwykłą podróżą w głąb tego, co nazywamy Matką Ziemią. Życzę ci dalszych sukcesów zarówno w życiu zawodowym, jak i tym prywatnym. Do usłyszenia!

Rozmawiała Natalia Gerlich, autorka bloga Passion Piece.

Pełna wersja wywiadu


oraz wersja angielskojęzyczna

 

fot. Jakub Nowak | Jaskinia Ciekawa, Alpy Salzburskie | Niekiedy woda wypełnia większą część korytarza tworząc jezioro, które
można przepłynąć pontonem, lub trawersując ścianę nad powierzchnią wody

fot. Jakub Nowak | Jaskinia Ciekawa, Alpy Salzburskie | Poruszanie się w jaskini często odbywa się w trudnym, stromym terenie.
Poręczuje się takie miejsca by zmniejszyć ryzyko wypadku

fot. Jakub Nowak | Jaskinia Ciekawa, Alpy Salzburskie | Pokonywanie eksponowanego trawersu wymaga użycia lin poręczowych

fot. Maciej “Jezio” Jeziorski | Jaskinia Niedźwiedzia Górna, Wyżyna Krakowsko-Częstochowska | Odkrywcy napawający się
pięknem swojego odkrycia

fot. Maciej “Jezio” Jeziorski | Jaskinia Niedźwiedzia Górna, Wyżyna Krakowsko-Częstochowska | Pierwotnie ułamany stalagmit, znaleziony “in situ”. Pobrany do analizy i datowania w laboratoriach AGH

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top