Polecamy

Gdzie jest granica? – felieton Tomasza Toszy

Ludzie przyzwoici mają ten dylemat – ile wolności można dać wrogom wolności? Ile można mieć tolerancji dla wrogów tolerancji? Jak równo traktować tych, którzy nie akceptują równości? Ile braterskich uczuć mieć do tych, którzy mają cię za nieprzyjaciela? Gdzie jest granica?

Odpowiedzi na te pytania ludzkość zwykle znajdowała w świętych księgach. W Biblii, w Koranie, w Torze. Ale przecież wrogowie jasno napisanych tam wskazań – jak mają się kształtować społeczne relacje, abyśmy trafili do raju – zawsze znajdowali między wierszami jakieś uzasadnienia dla swoich niecnych czynów. Wyinterpretowywali sobie to.

Mimo całego zła, jakie nosimy w genach naszego gatunku, współczesność jest najlepszym okresem w historii. Najmniej w historii jest miejsc, gdzie umieramy z głodu, najmniej w historii toczymy wojen, najmniej w historii zabijamy się nawzajem. Żyjemy naprawdę w spokojnych czasach, mimo że są politycy, którzy dla własnych korzyści podsycają lęki przed obcymi terrorystami w Europie, choć w latach 70. zamachów i ich ofiar było dziesięciokrotnie więcej. A sprawcami byli nasi.

To prawda, że stoimy przed zupełnie nowymi wyzwaniami, choćby dostrzegalnymi gołym okiem zmianami klimatycznymi, choć niezupełnie nowymi, bo przecież całe cywilizacje upadały w przeszłości, gdy naruszały wątłą granicę równowagi między ekspansją naszego gatunku a możliwościami przyrody. Są ludzie, którzy zamartwiają się obecną kondycją człowieczeństwa. Są niestety tacy, którzy widzą w innych wyimaginowane zło. I złem chcą z nim walczyć.

Ludzkość wymyśliła prawo, a potem demokrację, żeby zapobiegać złu, które w nas tkwi. Daliśmy sobie wzajemnie obietnicę wolności, jeśli będziemy przestrzegać wolności innych. W końcu, po dziesiątkach wieków, daliśmy obietnicę tolerancji dla tych, którzy będą akceptować naszą odmienność. Na straży winno stać prawo i najmądrzejsi spośród nas – sędziowie. Kwestionowanie tego wszystkiego jest najkrótszą drogą, prowadzącą do wzajemnej nienawiści.

Psychologowie nazywają stan, w jakim się znaleźliśmy po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza paniką moralną. Zagrożone zostały najważniejsze podstawy społecznego ładu. Choć śmierć dotknęła tylko jedną osobę, to jej konsekwencje odczuwa całe społeczeństwo. Czy dojdzie do jakichś głębokich zmian? Wątpię, choć chciałbym, by było inaczej.

Zjawisko paniki moralnej jest gruntownie opisane – zazwyczaj wygasa bez zostawiania głębszych śladów. W tym konkretnym przypadku będzie podtrzymywane przez politykę przez dziewięć miesięcy. Jedni uczynią z niej narzędzie, inni będą się przed nią bronić. Nie pogodziła nas urna z prochami prezydenta Adamowicza w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. Pogodzi nas urna wyborcza.

Sześć lat temu rozlała się w Jaworznie niechęć między ludźmi, którzy umówili się wcześniej, że będą budować nowe Jaworzno i przez dekadę wspólnie zmieniali miasto. Poróżnili się o sprawy zupełnie nieistotne. O ludzkie charaktery, o nieumiejętność rozmowy, o niesłuchanie argumentów. Ktoś sobie wymyślił, że bardziej jest reprezentantem głosów mieszkańców niż ktoś inny. Jeśli demokracja daje najsprawiedliwsze wyroki, to zdążyła je od tego czasu wydać dwukrotnie. W obu przypadkach pokazując, że ktoś rację miał, a ktoś jej nie miał.

Sześć lat temu ostrzegałem przed naturalnym procesem narastającej niechęci. Żeby wygrywać wybory trzeba się polaryzować, być wyrazistym. Wskazywać jak zły jest przeciwnik. A potem od złego słowa do jeszcze gorszego ścieżka jest prosta. Najpierw jest niechęć i negatywne komentarze, potem unikanie, za tym idzie dyskryminacja. Na szczycie tej piramidy opisanej przez Gordona Allporta są fizyczne ataki i eksterminacja.

Zauważyłem, że słabi politycy usprawiedliwiają swoje niecne postępowanie skutecznością machiawelizmu. Niestety, przeczytali oni dzieło Nicoli Machiavellego, ale nie zainteresowali się, jak nędznie dokonał żywota, próbując wcześniej swe idee wcielać w życie. Zła polityka nie daje nagrody.

Demokracja jest najlepszym działającym systemem ze względu na to, że wybory są naturalnym bezpiecznikiem pozwalającym zatrzymać rodzące się niechęci między ludźmi, zanim w ruch pójdą pięści i noże. Są systemy działające skuteczniej – jak autorytaryzm, ale z powodu braku bezpieczników one trwają bardzo krótko i potrafią skończyć się dramatycznie.

Dla społeczeństw lepiej zmieniać się wolniej, ale bezpieczniej. Dlatego każdemu z nas powinno zależeć, żeby nikt, nawet demokratycznymi metodami nie próbował likwidować bezpieczników, ani demontować państwa prawa.

Granicą, którą łatwo przekroczyć, a od której powinniśmy się trzymać z daleka jest kłamstwo. Każdy, kto posługuje się kłamstwem w życiu publicznym powinien być z niego bezwzględnie i błyskawicznie wyeliminowany. Bo to jest pierwszy krok we wspinaczce na piramidę nienawiści.

Dziś jesteśmy skłóconymi plemionami. Jesteśmy beczką emocji i niechęci coraz bardziej podobną bałkańskiej czy bliskowschodniej. Już nie dojdziemy do tego, kto zaczął. Na Bałkanach potrafią się cofnąć w poszukiwaniu win o całe wieki w przeszłość. Nam wydarzenia sprzed tygodnia przywołały obrazy z początku niepodległości i zabójstwa prezydenta Narutowicza. Przeżywamy sto lat później deja vu tych wydarzeń. Nawet głosy podżegaczy do mordowania brzmią tak samo – chcą by było ciszej nad tą trumną.

Nie ma innego rozwiązania – oba plemiona powinny teraz wyciągnąć dłoń do zgody. Mimo że każda ze stron uważa swoich oponentów za tych gorszych – i w tym swoim moralnym wzmożeniu wcale nie jest lepsza.

Historia świata pokazuje, że rozmowa i negocjacje to jedyna skuteczna metoda przechodzenia od dyktatu i autorytaryzmów do społecznego pokoju. Trzeba odrzucić zemstę, bo ona tylko nakręci spiralę nienawiści. Trzeba powiedzieć o złu i je jednak wybaczyć. Mamy naprawdę jeszcze dużo do zrobienia w każdej małej Ojczyźnie i w tej wielkiej. Nie warto marnować czasu na życie, które urządzają nam kłamcy.

Tomasz Tosza

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top