Polecamy

Ignorancja siostrą arogancji – felieton Tomasza Pstruchy

Jaworzno okazuje się być prawdziwym zagłębiem domorosłych inżynierów od transportu. Objawiła to dyskusja na Facebooku pod felietonem Tomasza Toszy. Ja z Tomaszem Toszą mogę się nie zgadzać światopoglądowo, mogę również nie wierzyć, że rowery zbawią świat czy nie do końca rozumieć jego bezkompromisowe podejście. Natomiast nigdy nie poważę się stwierdzić, że jest on ignorantem czy dyletantem w tym, co robi. A tak uczyniło kilkoro komentujących. Z tym, że za Toszą przemawiają kilometry nowych dróg w Jaworznie i zmiana podejścia do transportu w mieście. Jakie są osiągnięcia komentujących?

Są tacy, którzy twierdzą, że „wcześniej samochodem jeździło się lepiej i wygodniej po Jaworznie”. Pytanie kiedy? W czasach, gdy prywatne samochody były domeną aparatczyków partyjnych? Wtedy to i po Warszawie jeździło się doskonale, co widać choćby w filmach z przełomu lat 70-tych i 80-tych. Na ulicach znikomy ruch, generowany przede wszystkim przez autobusy i ciężarówki. Samochodów osobowych jak na lekarstwo – większość to taksówki.

Jak wygląda to dzisiaj, kiedy w jednej rodzinie możemy znaleźć trzy samochody? Kiedy liczba samochodów na 1.000 mieszkańców Jaworzna jest wyższa, niż w przypadku berlińczyków? Rzekłbym cud, że nasze miasto się nie korkuje. A może nie cud, a właśnie chłodne podejście inżynieryjne i projektowanie sieci drogowej zgodnie z empirycznymi prawami rządzącymi transportem drogowym. Przecież w Jaworznie studium transportowe powstało znacznie wcześniej, niż w innych miastach aglomeracji ktokolwiek pomyślał, że taki dokument bywa przydatny. I wytyczne ze studium są konsekwentnie realizowane, co zdziwiło nawet inżynierów, którzy je tworzyli, bo większość samorządów produkuje takie dokumenty na półki.

Ależ gdzie tam. Przecież w Jaworznie tworzą się korki, piszą malkontenci. Zwłaszcza na Grunwaldzkiej w centrum przez zbyt dużą liczbę przejść dla pieszych. Ehm… ci ludzie chyba nie wiedzą jak wygląda korek. Nie wiedzą, ile czasu można strawić na wyjazd z miejskiego centrum na wylotówkę. Nie znają gry w „a jeśli skręcę w to osiedle i szybo przejadę wewnętrznymi uliczkami, to na rondo, przed którym stoję od 15 minut, wpadnę drugim wlotem i może uda mi się płynnie przejechać?”

Taka codzienna gra w obstawianie, która droga i rondo będzie najbardziej przejezdne danego dnia, znakomicie poprawiająca znajomość topografii miasta. Po kilku miesiącach zna się już najmniejsze uliczki. A wszystko po to, by skrócić dojazd i powrót z pracy choćby o 10 minut. Z półtoragodzinnej drogi aż 40 minut przypadało na odcinek zaledwie kilku kilometrów w śródmiejskich korkach. Znam to, znają to miliony mieszkańców europejskich miast. Dlatego, gdy ktoś pisze, że w Jaworznie tworzą się korki, ogarnia mnie pusty śmiech. Żenujące! Jeżeli uważacie, że stoicie w korku – nie wciskajcie się z uporem maniaka w Grunwaldzką, tylko jedźcie Rzemieślniczą.

Wychodzi na to, że Tosza, który od lat zajmował się zagadnieniami ruchu w mieście, projektem MTdA, obwodnicami, nic nie wie o transporcie i wszystko robi źle lub jeszcze gorzej. Dyletant, który „lobbuje” na rzecz transportu publicznego, znienawidzony przez „samochodziarzy”. Paradoks, bo to właśnie „samochodziarze” powinni mu być najbardziej wdzięczni. Chyba już nie pamiętają, jak cały tranzyt pchał się przez centrum Jaworzna. Ja te czasy pamiętam.

Kiedy czytam zgryźliwe komentarze, przychodzą mi do głowy słowa Karola Darwina – „ignorancja częściej jest przyczyną pewności siebie, niż wiedza”.

Dostrzegam w praktycznym wymiarze efekt Dunninga-Krugera, który polega na tym, że osoby kompletnie niewykwalifikowane w danej dziedzinie, mają najwięcej do powiedzenia. Absolutnie przy tym są głuche na argumenty i nie dostrzegają swojego mizernego poziomu kompetencji. „Inżynierowie” transportu z bożej łaski.

Ja się z Tomaszem Toszą mogę nie zgadzać w wielu kwestiach. Mogę nie podzielać jego poglądów na temat polityki, życia społecznego czy powiedzmy przewagi zupy ogórkowej nad pomidorową. Bo to są kwestie światopoglądowe lub dotyczące osobistych preferencji. Natomiast w kwestiach empirycznie sprawdzalnych w postaci modeli ruchu drogowego czy projektowania dróg nie mam najmniejszego zamiaru wchodzić z nim w spory. Bo mam świadomość, że moja wiedza w tym zakresie jest żadna. On natomiast w charakterze eksperta zapraszany jest na specjalistyczne konferencje lub prelekcje.

Dlaczego wzburzyły mnie te komentarze i wielki opór przed „leczeniem” zatok autobusowych? Niedawno byłem świadkiem omijania autobusu przez SUV-a koło szpitala (podwójna ciągła). Pasażerowie już mieli wchodzić na pasy, aby przejść przez jezdnię, kiedy niecierpliwiec rozpoczął manewr. Kierowca autobusu zareagował natychmiast – ostrzegawczo zatrąbił i ruszył, skręcając do środka drogi, aby osłonić pojazdem pieszych. Cymbał w SUV-ie ani myślał się zatrzymać! Wjechał na chodnik po lewej stronie jezdni i w ten sposób ominął autobus! Na szczęście piesi zatrzymali się słysząc klakson autobusu i nikomu nic się nie stało.

Czy to zdarzenie to wina braku zatok autobusowych? A może jednak bezmyślności i ordynarnego chamstwa kretyna, który się spieszył? Drodzy komentujący, może znajdziecie usprawiedliwienie dla ewidentnego łamania przepisów drogowych i prowokowania niebezpiecznej sytuacji grożącej tragedią? Możecie zrzucać winę na brak zatok, zapór przeciwczołgowych czy na Toszę. Ale tutaj żadna infrastruktura nie pomoże – tylko badania psychiatryczne, oceniające czy delikwent powinien dysponować prawem jazdy. W Niemczech od lat z powodzeniem funkcjonuje tzw. Idiotentest.

Proponuję, zamiast „filozofować” i „mędrkować” na temat infrastruktury drogowej, po prostu przestrzegać przepisów, a wszyscy na tym dobrze wyjdziemy. A jeśli jest zbyt wolno, a prawa stopa świerzbi na pedale, zapraszam na autostrady. To takie fajne, szerokie i proste drogi – wręcz stworzone dla kierowców z temperamentem. Cóż, że według statystyk, w przeliczeniu na 1000 km liczba wypadków i ofiar śmiertelnych jest na nich w Polsce pięciokrotnie wyższa niż na pozostałych drogach publicznych.

Tomasz Pstrucha

O bólu likwidacji zatok autobusowych – felieton Tomka Toszy

Dyskusja na Facebooku pod felietonem Tomasza Toszy

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Zmiany muszą mieć twarz – felieton Toszy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top