Polecamy

Zmiany muszą mieć twarz – felieton Toszy

Tydzień temu Tomasz Pstrucha wygłosił w felietonie w moją stronę laudację. Bardzo mi się miło zrobiło choć to nie do końca tak. Zmiany muszą mieć twarz. Trudno odpowiedzialnością za zmiany obarczać grupę ludzi. Bo w kwestie zmian w mobilności Jaworzna zaangażowane były dziesiątki osób. I trudno tu nie docenić zespołu ludzi zajmujących się komunikacją miejską w naszym PKM, czy pasjonatów infrastruktury drążących temat mobilności rowerowej, bez których nie zadziałoby się tyle dobrego w tej sferze. Istotnie – stałem się „czarnym ludem” dla niewielkiej ale pyskatej grupy miłośników motoryzacji bez ograniczeń. Tych, co mają benzynę we krwi. Nie popieram ich podejścia, ale ich rozumiem.

 

Człowiek, który narysował układ komunikacyjny Jaworzna od nowa – Jan Gregorowicz z katowickiego Inkomu (też jest, wraz z Piotrem Trybusiem twarzą zmian, choć stoi za nimi cały zespół projektantów, geografów, socjologów, ekonomistów, przyrodników) wygłosił kiedyś na mój temat dykteryjkę, która niezwykle mi przypadła do smaku. Stwierdził bowiem, że posiadałem w tym czym się zajmowałem pewną istotną niekompetencję – kiedy oni rozrysowali docelowy szkielet dróg i scenariusz ich budowy – ja nie zdawałem sobie sprawy, że tego się… nie da zrealizować.

To jest główny powód tego, że ich inne studia transportowe zajmują słuszne miejsca na półkach jako pokryte kurzem półkowniki, a po kilkunastu latach inżynierowie z Inkomu mogli naocznie i pomiarami sprawdzić czy to co narysowali teoretycznie działa w praktyce. Działa.

Bycie „twarzą” wymaga posiadania słoniowej skóry. Choć pomaga również wiedza i doświadczenie.

Jestem w stanie podjąć się merytorycznej dyskusji na temat miejskiej mobilności z każdym. Niegroźni są nawet ci z benzyną we krwi. Bo kiedy wyjaśnimy sobie, że jednak przepisów łamać nie wolno, to nagle okazuje się, że żadne rozwiązanie poprawiające bezpieczeństwo na drodze nie jest złe.

Chociaż jestem na urlopie podróżując po świecie rowerem, to śledzę internetowo co się w moim mieście dzieje. W ubiegłym tygodniu straszna dyskusja odbyła się o parkowanie na przejściu dla pieszych na Podwalu. Ale to była rzeźnia. I zaręczam, że w „problemie parkingowym” jesteśmy na tej planecie nieosobodnieni. Planecie, nie mieście, kraju. Ten problem dotyczy wszystkich miejsc, które go sobie nie uregulowały. A sposoby regulacji części ludziom się nie spodobają, ale to jedyne, które działają. W Singapurze można kupić nowy samochód jedynie po zezłomowaniu starego. W Japonii nie można kupić samochodu jeśli do dealera nie przyniesie się zaświadczenia z urzędu gminy, że posiada się miejsce do jego przechowywania na noc.

Bo tu jest podstawowy problem niezrozumienia jakie jest w dyskusji, która się odbyła w jaworznickim internecie. Na Podwalu nie brakuje bowiem miejsc gdzie ludzie mogliby zostawić swoje prywatne samochody na noc. W tej kwestii cały świat na zachód od nas doszedł do jedynego słusznego wniosku, że miejsce do trzymania samochodu jest taką samą usługą jak każda inna. A skoro nie ma darmowych obiadów, to ta usługa musi kosztować.

Ale kiedy ktoś się wykosztował na samochód, na ubezpieczenie, przeglądy i paliwo, to trudno mu zaakceptować, że przechowywanie ich pojazdów na noc, czyli zajmowanie przestrzeni też kosztuje. I naprawdę problem mieszkańca Podwala średnio interesuje mieszkańca Ciężkowic, Jelenia czy Borów, który swój pojazd trzyma na podjeździe pod domem. Kupił grunt, wykostkował, zapłacił i ma.

Oczekiwania mieszkańców Podwala, że ktoś za nich rozwiąże problem trzymania ich własności w nocy są podobne do oczekiwania lokatora mieszkania, który kupił sobie pralkę niemieszczącą się w łazience, że mu deweloper dorzuci teraz dodatkowe metry, żeby się zmieściła. Tak jak nie da się rozciągnąć ścian budynku tak nie da się rozciągnąć ulic na Podwalu.

Czy powinna się tym zająć Gmina? Czyli jej wszyscy podatnicy? Nigdzie na świecie tak się nie dzieje. Skoro jest popyt na taką usługę – przechowania auta na noc – to wolny rynek na ten popyt odpowiada. Jak? Ceną. Jeśli popyt jest duży a podaż mała, to cena jest wysoka.

Wszyscy ci, którzy płaczą, że nie ma gdzie zaparkować na Podwalu nie są skłonni płacić za tę usługę. A jak usługa nic nie kosztuje, to jej jakość musi być niska. Tak działają reguły wolnego rynku i lepiej nie będzie jeśli ci, którzy chcą poprawy jakości parkowania nie wyskoczą ze złotówek. I to sporej ilości.

Ze względu na deficyt miejsca musiały by to być parkingi piętrowe. Budowa miejsca na trzymanie jednego samochodu kosztuje 150 tys. zł. Tyle co dwupokojowe małe mieszkanie na Podwalu. A jak aut jest więcej… Znam przypadek, że trzyosobowa rodzina z Podwala ma pięć aut. Mama i tata mają po jednym swoim i jednym służbowym, synek ma piąte. Dlatego nie mam dobrych wiadomości – można szybko policzyć ile kosztowałby miesięczny abonament przy dwudziestoletniej stopie zwrotu, niskiej marży i rozsądnych kosztach operacyjnych z budowy piętrowego garażu na Podwalu. 875 złotych miesięcznie. Słownie: osiemset siedemdziesiąt pięć złotych miesięcznie.

Są chętni? Nie widzę. Dlatego na Podwalu nic się nie zmieni jeśli jego zmotoryzowani mieszkańcy nie spróbują zmierzyć się ze świadomością, że być może stać ich na kupienie samochodu, ale już nieszczególnie stać ich na jego przechowywanie pod blokiem.

Tomasz Tosza

PS. Dla osób zainteresowanych moimi kwalifikacjami. Jestem politologiem o specjalności samorządowej. Magisterium zrobiłem z planowania przestrzennego Jaworzna. Tytuł pracy: ideologiczne i funkcjonalne treści planów zagospodarowania przestrzennego Jaworzna. Ocena była bardzo dobra. jakby ktoś chciał sobie przeczytać to służę linkiem do ściągnięcia: https://drive.google.com/file/d/0B1sURctatSyQdFlsdDhxVVkxRW8/view?usp=drivesdk

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top