Z miasta

Czujnik można zainstalować też przy kominie – felieton Tomka Pstruchy

Niedawno mieliśmy okazję dowiedzieć się, że Jaworzno jest miastem, gdzie mieszkańcy duszą się na ulicach od smogu. Gdzie powietrze da się niemal gryźć. Nie Rybnik, Opoczno czy Żywiec, które pojawiają się z reguły na szczytach europejskiej listy WHO miejscowości o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu. Ale właśnie Jaworzno. Wszystko za sprawą raportu rozpowszechnianego przez Greenpeace. Wśród polskich miast najwyżej jest Jaworzno, a nieco poniżej tajemnicza Al. Krasińskiego. Gdzie ta aleja, nie wiadomo.

 

Raport sporządziła grupa IQ AirVisual, która dysponuje siecią czujników monitorujących jakość powietrza oraz gromadzi dane z nich pozyskiwane. Metodologia przygotowania raportu zakładała uśrednienie wyników z poszczególnych stacji na terenie danego miasta. W ten sposób uzyskiwano wyniki dla konkretnych miejscowości (tak przynajmniej czytamy w samym raporcie).

W Jaworznie jest tylko jeden czujnik sieci AirVisual – na dachu budynku miejskiej biblioteki. Jaworznicki wynik pochodzi wyłącznie z tego jednego czujnika, umieszczonego na wysokości ok. 15 m w bezpośrednim sąsiedztwie kominów kamienic na Rynku. Brawo! Wynik reprezentatywny dla całego Jaworzna, w sam raz do sporządzenia miarodajnego raportu.

A przecież w Jaworznie funkcjonuje 21 czujników sieci Airly, rozsianych na terenie całego miasta. Wystarczy spojrzeć na ich wyniki, aby przekonać się, że różnice pomiędzy odczytami w poszczególnych rejonach są olbrzymie.

Porównajmy choćby wyniki uzyskiwane na Rynku z tymi na Placu Górników – lokalizacji odległych od siebie o raptem 200 m. Wyniki na Podwalu (na wietrznym wzniesieniu) lub Osiedlu Stałym (bloki) bywają dwukrotnie niższe niż w Jeleniu (zabudowa jednorodzinna dzielnicy leżącej w niecce).

Zastanawiająca jest również, plasująca się poniżej Jaworzna, tajemnicza Al. Krasińskiego. Podobno ma chodzić o Kraków. Ale w takim razie dlaczego podano wynik wyłącznie dla Al. Krasińskiego, choć w Krakowie znajdują się 4 czujniki AirVisual (Al. Krasińskiego, ul. Ebischa, ul. Bujaka, ul. Bulwarowa)? Dlaczego nie uśredniono danych, zgodnie z przyjętą metodologią? To sporo mówi o raporcie, który rozpowszechnia Greenpeace.

Ja nie twierdzę, że w Jaworznie problem smogu nie występuje. Wystarczy w zimowy wieczór przejść się ulicami Jelenia czy Byczyny. Jakość powietrza w tych dzielnicach znajdujących się w obniżeniach terenu pozostawia wiele do życzenia. Mnie zastanawia tylko miarodajność wyników, które znalazły się we wspomnianym raporcie oraz jego metodologia.

Warto także przypomnieć, iż w naszym kraju pomiary, które są wiarygodne wykonuje w ramach Państwowego Monitoringu Środowiska Główny Inspektorat Ochrony Środowiska wraz z inspektoratami Wojewódzkimi. W Jaworznie niestety nie ma stacji pomiarowej WIOŚ.

Co można zrobić, żeby poprawić jakość powietrza w Jaworznie? Z dnia na dzień zakazać całkowicie używania kotłów na węgiel? Chociaż one są nadal podstawowym źródłem ogrzewania w Jaworznie. W mieście, które „wyrosło” na węglu, a blisko 3.000 mieszkańców pracuje w lokalnej kopalni.

W mieście, gdzie w bieżącym roku uruchomiony zostanie nowy węglowy blok energetyczny Taurona. …i może właśnie tu jest „pies pogrzebany”! Może to wcale nie chodzi o Jaworzno i tzw. niską emisję z domowych kotłów?

Jaworzno nigdy dotąd nie pojawiało się w żadnych raportach, dotyczących zanieczyszczenia powietrza. Choćby dlatego, że jak wspomniałem, WIOŚ nie dysponuje u nas stacją pomiarową. Teraz – chwilę przed uruchomieniem nowego bloku energetycznego – Greenpeace rozpowszechnia raport, gdzie Jaworzno nie tylko się znajduje, ale jako polskie miasto z „najbardziej zanieczyszczonym powietrzem”! Taka dziwna koincydencja.

Przypomnijmy też, co działo się w listopadzie ubiegłego roku tuż przed Kongresem Klimatycznym w Katowicach. Działacze Greenpeace usiłowali wkroczyć na teren większości elektrowni węglowych w kraju. Na budowę bloku 910 MW w Jaworznie również, choć tu im się nie udało. Udało się za to w Elektrowni Bełchatów, gdzie rozpoczęli protest na szczycie 180-metrowej chłodni kominowej.

Aktywiści domagali się całkowitego odejścia od węgla do roku 2030. Postulat całkowicie nierealny do spełnienia. Nawet Niemcy, którzy mogą się pochwalić wysokim udziałem produkcji energii z źródeł odnawianych, zapowiedzieli, że odejście od energii węglowej może się udać u nich dopiero do 2038 roku. Wiązać się to będzie z horrendalnymi kosztami strukturalnymi – ponad 40 mld euro. A także kosztami 2 mld euro rocznie na… ochronę gospodarstw domowych przed wzrostem cen energii.

Odejście od węgla ma swoją cenę. Ograniczenie niskiej emisji z źródeł domowych także ma swoją cenę. I nie jest to bynajmniej koszt wymiany źródeł ogrzewania, lecz późniejszej eksploatacji. Nie jest przypadkiem, że z problemem smogu nie borykają się społeczeństwa najbogatsze np. w krajach skandynawskich.

Tomasz Pstrucha

1 Comment

1 Comment

  1. fox

    22 marca 2019 at 06:43

    Proszę nie wciskać już tej popeliny aż się robi niedobrze od waszych mądrości na ten temat. Podajecie fałszywe informacje na temat zanieczyszczenia a czujniki airly nie mają aprobaty odpowiednich urzędów .

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top