Polecamy

Są ludzie, którzy wszędzie wietrzą „spiseq” – felieton Tomasza Toszy

Jest kategoria ludzi, z którymi trudno znaleźć wspólny język. Jakby mówili w zupełnie innym narzeczu. Lub zupełnie inaczej myśleli. Żyjemy w czasach, w których każdy czuje się ekspertem – opisano to jako paradoks kompetencji lub Efekt Dunninga-Krugera – najczęściej im mniej ktoś wie na jakiś temat, tym bardziej nie zdaje sobie sprawy z tego braku wiedzy na tenże. Historia estakady w Byczynie i wiaduktu w Ciężkowicach po raz kolejny to potwierdza.

 

Pamiętam aferę sprzed dekady – badania ruchu jednoznacznie nam wykazały, że przejazd przez Byczynę się zatka w ciągu paru lat. I jeśli jeszcze krajówką będzie dało się jechać, to już w poprzek przekroczyć będzie bardzo ciężko. By temu zaradzić, wymyślono wyniesienie drogi piętro wyżej – na estakadę i pozostawienie ruchu lokalnego na dole. Jeden pomysł był taki, żeby to zrobić nad istniejącą Krakowską, ale okazało się, że nie mieści się. Lepszym i tańszym pomysłem było poprowadzenie nowej drogi sto metrów obok. To był zupełnie niespotykany projekt budowy obwodnicy, która była krótsza i łagodniejsza od dotychczasowej drogi.

Ale nie. Znaleźli się ludzie, którzy nie potrafili sobie wyobrazić, że kimś nie kierują złe intencje, tylko chęć zapobieżenia problemom, jakie pojawią się wkrótce. Bo są nieuniknione tak, jak nieuniknione jest to, że po nocy jest dzień.

Są ludzie, którzy wszędzie dopatrują się niecnych interesów, brudnych myśli, i że bezpodstawnie na nich się czyha. Podobno co dziesiąty człowiek tak ma.

Dlatego tak trudno zrealizować jakikolwiek projekt bez głośnego protestu. Zawsze się jakiś jeden na dziesięciu znajdzie, żeby opowiedzieć publicznie o swoich obawach i podburzyć tych, co są obojętni – zawsze łatwiej się protestuje niż popiera.

Nowa droga po estakadzie to hałas – mimo że ekrany; spaliny – mimo że auta przejadą łagodniejszą trasą i płynniej; katastrofa w ruchu lądowym – choć miejsc, żeby zrobić dzwony jest o połowę mniej i w ogóle krowy przestaną się cielić.

Jak u antyszczepionkowców – wyniki badań na kilkuset tysiącach dzieci, które dowodzą, że szczepienia nie mają niczego wspólnego z autyzmem – dowodzą według nich, że jest dokładnie odwrotnie, bo to spisek bigpharmy.

Pamiętam irytację prezydenta tym irracjonalnym protestem. Nie to nie. Na razie rezygnujemy. I czekamy.

Po latach – kiedy zapowiedzi inżynierów co do zadławienia Byczyny się spełniły – ludzie sami przyszli z pretensjami, że dziesięć lat temu trzeba było nie słuchać protestujących, tylko budować. I że już wytrzymać się nie da z tym ruchem. Że estakada potrzebna.

Dziś już jest wydane pozwolenie na budowę. Choć o połowę taniej można było estakadę w Byczynie wybudować dziesięć lat temu, to nie ma wyjścia – dziś przeciwników tego projektu mieszkańcy Byczyny wynieśliby na butach.

Eksperci od ruchu zwrócili też dawno temu uwagę, że jak kiedyś uda się wyremontować linię kolejową do Krakowa, to będzie tam jeździło tyle pociągów, że przez tory w Ciężkowicach się nie przejedzie – rogatki większość czasu będą po prostu zamknięte. Musi być wiadukt w ciągu Ciężkowickiej.

Ależ były wojny w Ciężkowicach, gdy trasa wiaduktu została wpisana do planu zagospodarowania przestrzennego… Niczym w Byczynie o estakadę. Remont linii kolejowej opóźnił się tak, że trwa już trzy razy dłużej niż jej budowa w połowie XIX wieku. Dlatego konflikt o wiadukt ciężkowicki wybuchnął z poślizgiem takim, że jego pierwszych wrogów nie ma już pośród żywych. Czegóż nie wymyślą wrogowie obecni…?

Najbardziej podoba mi się teza, że wiadukt zaplanowano w określonym miejscu nie dlatego, że to przedłużenie starej Ciężkowickiej, ale dlatego, że prowadzi do działek jakichś ludzi, którzy mają w tym interes. Budowlanych działek. Decydentów działek. Czyli „spiseq”! Mający na celu wyłudzenie kasy. Wielkiej kasy! Bo inaczej nie da się wytłumaczyć tego, że gmina nie walczy o wiadukt na Batorego, a walczy o Ciężkowcką.

Jakby ciężko było zrozumieć, że Batorego prowadzi do Sosnowca. A Ciężkowicka do Ciężkowic. I bliżsi miejskim władzom są wyborcy z Ciężkowic, niż głosujący w Sosnowcu. A przyniesie konkretne korzyści dla mieszkańców Ciężkowic – to nie tylko bezkolizyjna droga, urządzony kawał osiedla obok stadionu, chodniki i drogowa cywilizacja jakiej wąskie uliczki Ciężkowic nie widziały nigdy, ale również mały węzeł przesiadkowy między autobusami miejskim a pociągami do Krakowa czy Katowic. Kto jeździ do obu tych miast w godzinach szczytu, to wie jaki ma potencjał takie połączenie koleją.

Dziesięć lat temu miasto mogło zrezygnować z budowy estakady w Byczynie na jakiś czas – to był projekt, na który i tak trzeba wyłożyć wspólne pieniądze mieszkańców. Przypadek Ciężkowickiej jest inny – tu sponsorem jest PKP. Jeśli dziś nie wyda tych pieniędzy, to nie wyda ich raczej nigdy. Tylko za jakiś czas przyszliby zasmuceni mieszkańcy Ciężkowic, że przez te stale zamknięte rogatki już nie da się żyć. I trzeba się było nie oglądać na krzykaczy, tylko budować.

Problemem nie do przeskoczenia byłoby już wtedy to, że za budowę wiaduktu musiałoby zapłacić miasto. Czyli my wszyscy. Nie jestem przekonany czy 90 tysięcy mieszkańców Jaworzna w pierwszej kolejności chciałoby zajmować się problemem czterech tysięcy odciętych mieszkańców Ciężkowic. Każdy projekt ma swój czas. Dziś jest szansa na poprawienie przyszłości Ciężkowic. A na tych polach na wzgórzu Wielkanoc żaden decydent nie ma działek.

Tomasz Tosza

1 Comment

1 Comment

  1. fox

    22 marca 2019 at 06:39

    To dlaczego nie napiszesz albo nie powiesz całej prawdy tylko to co ludzie chcą usłyszeć,o swoich projektach , o ich planowaniu i założeniu, cały obraz twojego myślenia już widać i proszę poprzestań siać propagandę która nie ma logicznego poparcia w rzeczywistości, zejdź już na ziemię albo zostań na drzewie w Rospudzie i zamilcz

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top