Polecamy

Na starość nie będziemy grubi – felieton Toszy

Moim bohaterem miesiąca stał się Krzysztof Baranowski, starosta powiatu lipnowskiego. To człowiek, który zorganizował w swoim powiecie transport publiczny. Wielkie mi halo, ktoś powie – są PKS-y. Gdzieś tam jeszcze są. Zdychają powiat za powiatem. Są czasami jakieś autobusy. Dwa razy dziennie. Rzecz w tym, że starosta zorganizował nie autobusy, ale transport, który stał się realną alternatywą do poruszania się po powiecie. Jeździ tyle razy dziennie, że można sobie zaplanować życie. Efekt? Powiat ożył. Do powiatowych szkół zaczęła ciągnąć młodzież z okolicy, bo ma wreszcie jak dojechać. Transport staje się motorem rozwoju gminy, choć trzeba do niego dopłacać. Jest po prostu zwracającą się w innych sferach inwestycją.

 

Ale mnie najbardziej uderzył stosunek kolegów samorządowców z okolicy – Po co ty się Baranowski bawisz w tworzenie transportu? Siedź, chłopie, cicho, bierz pieniądze, a nie wymyślaj – opowiadał starosta dziennikarzowi Gazety Wyborczej. – Jeden kolega mi mówił, żebym się jeszcze zastanowił i może zrezygnował z pomysłu, bo jeszcze mogę zaszkodzić.

Zaszkodził „dasizmem”. Jest dokładnie tak jak w scenariuszu serialu „Ranczo”, który opisuje życie lokalnej społeczności między wójtem, panem a plebanem. Dokładnie tak samo.

Do władzy garną się ci, żeby mieć władzę lub ci, którzy chcą coś zmienić.

Dlatego kilkanaście przecinających się w Lipnie linii autobusowych kursujących szesnaście razy dziennie sprawia, że Baranowski jest moim bohaterem miesiąca.

Z powodu podejścia do transportu publicznego Jaworzno nie znalazło się w Metropolii. Nie znaleźlibyśmy tam wspólnego języka. Tam transport publiczny jest problemem. Dla nas – rozwiązaniem problemu. Przykładem jest zeszłotygodniowa zapowiedź likwidacji tramwajowej linii nr 9, biegnącej przez kilka śląskich miast. Ja rozumiem, że nie ma już zakładów przemysłowych, które ona obsługiwała. Rozumiem, że stan torowiska jest agonalny. Taki, że nie da się tam puścić nowoczesnych tramwajów, bo od razu by się wykoleiły. Rozumiem, że ten plan likwidacji to może to być ze strony prezydentów presja na Tramwaje Śląskie, żeby przebudować tę linię ale grożenie likwidacją czegoś z czego korzystają ludzie… Pasażerowie dziewiątki swoje prywatne życia mają powiązane z tą linią. Żeby nie skończyło się tak jak w Gliwicach, gdzie zastąpiono tramwaj autobusem i po latach okazało się, że pasażerów jest o połowę mniej. Każde cięcie transportu publicznego skutkuje pojawieniem się na podwórkach, na trawnikach, na chodnikach kolejnego szrotu w gazie, którego zakup jest tańszy od przyzwoitego roweru a koszty eksploatacji mniejsze niż biletów na autobus.

Nowy wiceprezydent Gliwic trafił na strony satyryczne tłumacząc mieszkańcom, że na głównej ulicy miasta nie będzie deptaka, bo wkrótce będziecie starzy i otyli. Słaby debiut. Jego poprzednik dał się poznać jako antypedalarz – że rowery to zachodnia moda, która zaraz minie. Przy takim podejściu władz nie dziwię się, że w Gliwicach, mieście, które moim zdaniem ma największy potencjał do tego by być cudownym miejscem do życia, bo i mieszkają tam świetni ludzie, mają rzeszę studentów, którzy swoją fantazją są w stanie ożywić każdą przestrzeń, mają świetną, odziedziczoną po Niemcach tkankę miejską, którą można na piechotę pokonać od kraja miasta do kraja w kwadrans, i architekturę, za którą dałbym sobie odciąć palca, żebyśmy mieli ćwierć takiej w Jaworznie… Gliwice są miastem, które w zastraszającym tempie traci mieszkańców. Wyprowadzają się do okolicznych gmin, bo w mieście fatalnie się mieszka. I dla nich największą potrzebą jaką zgłaszają są parkingi. Żeby mieli gdzie zostawić samochód, gdy dobrną w korkach ze swoich domków pod lasem.

Jakiś czas temu oglądałem nagrany sobotniego popołudnia w pełni poprzedniej wiosny film z przejazdu ulicami centrum Gliwic. Wymarłe miasto. Opustoszałe ulice bez ludzi, bez życia. Nawet bez samochodów. Gdzie się podziało dwieście tysięcy jego mieszkańców? Złapałem się na tym, że dokładnie tak wyglądały ulice Jaworzna kilkanaście lat temu. Nie było gdzie wyjść, więc nie wychodzili. Każdy zamykał się we własnym prywatnym świecie. Miasto bez ludzi, bez ducha, bez duszy.

Ostatnia niedziela zaskoczyła pogodą. Prognozy nie zapowiadały słonecznej pogody. Po południu stwierdziłem, że internetowy wiral #trashtagchallenge to jednak fajny pomysł na zajęcie jednej godziny – pojechałem (rowerem) posprzątać „niczyj” kawałek przestrzeni w centrum miasta prowadzący obok velostrady do hurtowni mięsa. Uderzyło mnie jedno – niedzielnego popołudnia na ulicach śródmieścia było więcej rowerów i spacerowiczów niż samochodów w ruchu. Velostradą ciągnął sznur rodzin, które wyjechały na przejażdżkę, na lody, na rynek, do miasta.

Wystarczyło dać ludziom infrastrukturę, by zaczęli z niej korzystać.

I to prawo urbanistyczne, że jak się da ludziom przestrzeń dla spotkań, to zaczną się tam spotykać, przestrzeń do podróży pieszych, to zaczną chodzić, przestrzeń dla rowerów, to wypełnią je rowerami a jak zbuduje się miasto dla samochodów, to będą w niej samochody sprawdza się w każdym miejscu i w każdym czasie. To prawo jest uniwersalne. I ani nie mamy w Jaworznie gorszego klimatu, ani gorszych ludzi, żeby żyć tak jak żyją społeczeństwa Zachodniej Europy.

I jak tak dalej pójdzie, to na starość nie będziemy grubi. Czego wszystkim Jaworznianom życzę.

 

Jeśli zbudujesz, oni przyjdą? – felieton Pstruchy

 

Tomasz Tosza

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Jeśli zbudujesz, oni przyjdą? – felieton Pstruchy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top