Polecamy

Wolę płonące sobótki od płonących stosów – felieton Tomasza Toszy

Kiedyś w Indiach mieli prastary zwyczaj palenia żywcem wdów razem z ciałami ich mężów. Ale pojawili się brytyjscy kolonialiści i wprowadzili nowy zwyczaj – wieszania na stryczku tych co palili wdowy. Niespodziewanie zwyczaj wymarł. Dosłownie.

W Jaworznie mieliśmy odwieczny zwyczaj palenia watr na wzgórzach w poniedziałek po zielonych świątkach. Termin ruchomy jak same święta. Pozostałość pasterskich zwyczajów, które jak twierdzili uniwersyteccy etnolodzy wymarły sto lat temu. Mylili się, bo był on żywy jeszcze do początku lat 90. Potem pojawiło się zbyt dużo programów w telewizji. Ludzie jakoś nie mieli ochoty układać stosów gałęzi i opon, by sobótkę było widać naprawdę z daleka. A młodzież nie znajdowała już radości w smarowaniu dziewcząt sadzą z kuchennego pieca. Zresztą skąd już wtedy kuchenne piece…

Sześć lat temu zwyczaj wrócił jako element ducha miasta, czy duszy wspólnoty. Gromadzi setki ludzi, również w nowych miejscach – takich jak Sadowa Góra, gdzie ogni nie palono, bo kopano tam dolomit. Nie było też watry w Dąbrowie Narodowej, bo jako płaska wieś nie miała wzgórza, gdzie można by palić. Choć można w sobótkach dopatrywać się zwyczaju pogańskiego, przyniesionego przez wołoskich pasterzy z południa Europy – i byli tacy, co się w tym dopatrywali orgiastycznych zapędów, choć to absolutnie nie jest to słowiańskie święto nocy świętojańskiej – to w tym wspólnym paleniu ognia nie ma niczego złego (odkąd nie utylizujemy tak opon).

Nie byłoby nic szczególnie złego w paleniu Judasza, bo jest to obrzęd znany i uprawiany w wielu miejscach naszego kontynentu. Ale liczy się kontekst miejsca. I sposób. Przed tygodniem w podkarpackim Pruchniku „przywrócono” tradycję sądu nad Judaszem. Choć raczej w cudzysłowie powinna być „tradycja”. To nie był żaden sąd. To była inscenizacja pogromu.

Judasz jest postacią tragiczną. Najbardziej zaufany z uczniów Nauczyciela z Nazaretu poświęcił swoje życie i pamięć po sobie, by mogło dokonać się zbawienie. Musiał wydać Jezusa żydowskiemu klerowi, który przy obojętności Rzymian, podjudzony przez tłuszczę skazał go na śmierć przez ukrzyżowanie. Bez Judasza Iskarioty nie byłoby Wielkanocy. Nie byłoby chrześcijaństwa. Ktoś musiał zostać Judaszem.

W Pruchniku dokonano „sądu” nie nad nim, ale nad jakimś chasydzkim Żydem z pejsami i wielkim nosem. To był objaw prymitywnego, ludowego antysemityzmu, który wydawał się w nas wygasać, a od kilku lat udanie jest wzniecany przez garstkę idiotów, którzy dziś nie muszą się już wstydzić, że są nimi.

To nie jest żadna poprawność polityczna, żeby nie tolerować nienawiści do obcych. To kultura i prawo, które jako wspólnota ustanawiamy. Jesteśmy, mieszkańcy Jaworzna, ubożsi o brak kilku tysięcy obywateli miasta, których w lipcu 1942 roku Niemcy wywieźli na śmierć. Choć stanowili tylko dziesiątą część mieszkańców byli oni najlepiej wykształconą społecznością miasta. Cóż się dziwić, skoro Żydzi obowiązek szkolny mają od kilku tysięcy lat, a my ledwie od dwustu lat – wprowadzono go w Rzeczpospolitej Krakowskiej (reszta Polski od stu lat, po odzyskaniu niepodległości).

Niewykształceni i głupi ludzie nienawidzą mądrzejszych od siebie. Trudno im znieść, że edukacja jest kluczem do lepszego życia. Że egzystencja będzie miała jakiś sens gdy będzie coś tworzyć, zmieniać na lepsze. Dlatego nie dziwię się nienawiści do diaspory, która wydała największą narodową grupę laureatów Nagrody Nobla i największych wirtuozów muzyki.

Poprawianie samopoczucia głupcom i nieukom jest prostą drogą do otwierania czeluści zła, jakie zaszyte jest w konstrukcji człowieka. Nie jesteśmy z natury dobrzy. Gdyby pozwolić nam zabijać bez konsekwencji tych, których nie lubimy, to czynilibyśmy to. Historia ubiegłego wieku dostarczyła nam aż nadto dowodów na prawdziwość tej tezy.

Z przykrością przyglądam się ewolucji jaka dokonuje się w polskim społeczeństwie. O przyzwoleniu na szczucie jednych na drugich. O fali kłamstw wylewającej się zewsząd. To jak przygotowania do pogromu. Tylko kogo? Żydów w Polsce już nie ma. Szczuć możemy się tylko i wyłącznie na siebie.

Przywrócenie zwyczaju jaworznickich sobótek było elementem budowania miejskiej wspólnoty. Wokół takich dobrych symboli można wytwarzać zaufanie między ludźmi. A prawdziwie dobre miejsca są tam, gdzie ludzie sobie wzajemnie ufają. Pomimo swojej różności.

A sobótki zapłoną na jaworznickich wzgórzach (i w Dąbrowie) już 10 czerwca. W poniedziałkowy wieczór po Zielonych Świątkach.

Tomasz Tosza

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top