Felieton

Pożar w katedrze – felieton Pstruchy

fot. Wandrille de Préville

Przed miesiącem oglądaliśmy wstrząśnięci pożar Katedry Notre-Dame w Paryżu. Wrosłego w europejski pejzaż dzieła sprzed 700 lat, stanowiącego wręcz symbol idei, na których zbudowano kulturę całego Zachodniego Świata. Dzisiaj wstrząśnięci oglądamy inny pożar. I rozgorzał on w naszym kraju.

Dla wielu pożar Katedry Notre-Dame niósł z sobą pierwiastek symboliczny. Jako ostrzeżenie przed skutkami laicyzacji i odejścia od wiary, ostrzeżenie przed ekspansją wojującego Islamu i skutkami napływu muzułmańskich migrantów, zapowiedź upadku kultury Zachodniej Europy, symbol zmierzchu chrześcijaństwa łacińskiego czy impuls do przebudzenia „sumienia Europy”. Ile postaw ideologicznych, tyle interpretacji. Bo przecież katedra przetrwała rewolucje i zawieruchy wojenne przez około 700 lat. Teraz zaś spłonęła.

Jako racjonaliście, trudno mi kwalifikować to wydarzenie do kategorii emanacji Gniewu Bożego – ostrzeżenia przed skutkami grzechów wiernych odchodzących od wiary czy grzechów Kościoła instytucjonalnego. To rozróżnienie jest dla mnie istotne. Kościół można bowiem rozpatrywać jako Wspólnotę Wiernych, ale także jako instytucję, która dysponuje aparatem administracyjnym, który realizuje określoną politykę.

Bo w dużej mierze historia Kościoła instytucjonalnego to historia ekspansji politycznej. Wystarczy przypomnieć spór o inwestyturę między cesarzem Henrykiem IV a papieżem Grzegorzem VII, który zadecydował o dalszej historii chrześcijańskiej Europy. Przecież nie było przypadkiem, że to papież w ostatecznym rozrachunku decydował o koronacji cesarzy i królów. To papież dysponował narzędziem ekskomuniki, która nałożona na władcę zwalniała jego poddanych od obowiązku posłuszeństwa i z położenia suzerena strącała go w otchłań bytowania jako najmarniejszego z marnych wyrzutków społeczeństwa.

Jako racjonalista jestem „skażony” właśnie takim – ugruntowanym w historii – spojrzeniem na Kościół instytucjonalny. To instytucja najdłużej efektywnie funkcjonująca w historii świata. Niezwykle skuteczna i, mimo pozornej niechęci do zmian, ewoluująca. Tylko te zmiany nie zachodzą w ciągu roku, pięciu, dziesięciu lat. One są planowane i rozważane w perspektywie całych pokoleń. Dlatego Kościół trwa od ponad 2000 lat.

Symboliki Gniewu Bożego nie dopatrzyłem się w pożarze katedry Notre-Dame. Natomiast reakcja na to zdarzenie miała dla mnie charakter symboliczny. Rozpacz zwykłych ludzi, błyskawiczne reakcje rządów, deklaracje korporacji i milionerów, że dostarczą środki niezbędne do odbudowy – to niosło wymiar symboliczny. Oznacza to, że nie jesteśmy barbarzyńcami, którzy ciążą ku kompletnemu wymazaniu z przestrzeni symbolicznej największych osiągnięć kultury naszej cywilizacji. W przeciwieństwie do radykalistów z Bliskiego Wschodu (np. talibów), którzy wysadzali w powietrze jedne z najcenniejszych zabytków materialnych w historii ludzkości. W gruncie rzeczy wartości chrześcijańskie, na których wyrosła nasza cywilizacja są nadal głęboko wrosłymi w nas wartościami.

Pożar, który niedawno rozgorzał w Polsce jest dla mnie również dowodem, że wartości chrześcijańskie są tymi zasadami, którymi się kierujemy. Nie godzimy się na zło i stajemy po stronie ofiar. To los skrzywdzonych, w dodatku tych najsłabszych i wymagających opieki – dzieci – jest dla nas najistotniejszy.

Zadziwia mnie obawa niektórych o losy Kościoła w Polsce. Wydaje mi się dyktowana albo hipokryzją i próbą obrony tego, czego nie da się obronić (bo nadużyć seksualnych wobec dzieci oraz starań, by ochronić sprawców tych ohydnych czynów obronić się nie da), albo brakiem wiary.

Brakiem wiary, gdyż…

Kościół jako instytucja przetrwał i rozłamy z korowodem antypapieży, i reformację, i reżimy totalitarne. Trzeba być człowiekiem małej wiary, by sądzić, że nie przetrwa teraz.

Odsunięciu i osądzeniu ulegną te osoby, czyniące zło lub przyzwalające na czynienie zła, które nigdy do stanu duchownego trafić nie powinny. Przynajmniej powinniśmy mieć nadzieję, że tak się stanie i że po to przyjeżdża do Polski wysłannik papieski abp. Charles Scicluna. Kościół przetrwa wracając nie tylko słowem, ale także postawą do tych wartości, które stanowiły źródło u zarania jego dziejów.

Kościół przetrwa tym bardziej jako Wspólnota Wiernych. Trwa od 2000 lat, mimo prześladowań, których chrześcijanie doznawali na przestrzeni wieków i w różnych zakątkach świata.

Losem „purpuratów” przejąć jakoś się nie potrafię i nie chcę, zwłaszcza gdy na szali są cierpienia doznane przez ofiary tych duchownych, którzy dopuścili się podłości. A o losy Kościoła jestem spokojny. Może uszczuplony, może z mniejszymi wpływami politycznymi, ale trwać będzie. A kiedyś może znowu stanie się jedyną nadzieją i opoką dla ludzi, bo już niejednokrotnie w historii tak bywało.

Tomasz Pstrucha

Zapraszamy do dyskusji: tutaj

 

Felieton Tomasza Toszy: Polski kościół potrzebuje Stojałowskich

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Polski kościół potrzebuje Stojałowskich – felieton Toszy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top