Felieton

Kolej na pociąg – felieton Tomka Toszy

fot. Jakub „Flyz1” Maciejewski

Są epoki w których snuje się wielkie projekty infrastrukturalne. Ostatni raz coś takiego przeżywaliśmy w czasach sekretarzowania Edwarda Gierka gdy premierem był Piotr Jaroszewicz. Dziś naczelnikuje nam Jarosław Kaczyński a premierem jest Mateusz Morawiecki. Za Gierka „groził” nam międzykontynentalny port lotniczy dla Krakowa i Katowic na piaszczystej równinie między Cieżkowicami a Bukownem, dziś „grozi” nam metropolitalny dworzec środkowoeuropejskiego TGV mniej więcej w tym samym miejscu. Dla Krakowa i Katowic. Cóż za przekleństwo miejsca…

 

To pobudza wyobraźnię. Nie da się ukryć. Wyobraziłem sobie, że mieszkam kilkanaście kilometrów od najważniejszego dworca na południu Polski.

Godzinę do Warszawy, trzy do Gdańska, dwie do Wiednia lub Pragi.

I bardzo mi się ten pomysł spodobał. Dużo bardziej niż startujące nad miastem samoloty.

Idea jest taka, żeby puścić pociągi szybsze niż pendolino nowym torem, który nie skręci z Centralnej Magistrali Kolejowej pod Zawierciem w stronę Sosnowca, tylko przebije się na wprost przez Cezarówkę i Brzeszcze do Czechowic i dalej na Czechy i Wiedeń. Żeby tak puścić potrzebny jest nowy tor. Prosty jak struna, więc ominie Jaworzno dokładnie wschodnią granicą przez lasy nad Żabnikiem, Koźmin i Cezarówkę w miejscu gdzie miał być wielki węzeł Byczyna, ale z którego pewnie nic nie będzie. Pociągi będą mknąć na estakadach wydając głośnie ale krótkie „szszuuuu”.

Oburzenie już wyrazili prezydencji Sosnowca i Katowic, że ich się tym szszuuu pominie. I że do dworca gdzieś w okolicach Bukowna pod Olkuszem będzie trzeba jeździć innym pociągiem przez Szczakową. Przecież Metropolia ułożyła sobie plany, żeby Szczakową pominąć w połączeniach metropolitalnych choć można ją pominąć jedynie politycznie, bo geografia jest dla polityków nieubłagana i pociągi do Krakowa muszą przez nią jeździć – i zatrzymywać się – bo inaczej trzeba by przeprowadzić tunel pod jaworznickimi pagórami.

Ale idea współczesna idzie dalej niż tylko do Bukowna/Olkusza – nowy tor miałby połączyć nowy dworzec z Krakowem przez Jerzmanowice. Tak jak dziś biegnie konkurencyjna dla autostrady droga na Kraków. Łał. Ze Szczakowej można by się dostać do Krakowa dwoma szlakami kolejowymi – szybszym przez Olkusz i wolniejszym, ale również szybkim – przez Trzebinię i Krzeszowice. To brzmi tak pięknie, aż nieprawdziwie. Coś mi mówi, że prędzej dożyję katastrofy klimatycznej niż przyjemności mknięcia do Krakowa przez Olkusz.

Ludzie lubią mieć tak pobudzaną wyobraźnię. Dla mnie – miastoholika, jawoegoisty i szowinisty lokalnego otwiera się nowy rozdział w historii – północne osiedla mogłyby się stać dzięki tej nowej kolei najlepszymi miejscami do mieszkania na południu kraju. Po pierwsze pięknie tam. A kolej sprawiłaby, że wszędzie mielibyśmy blisko. A nie mam najmniejszej wątpliwości, że szyny są rozwiązaniem komunikacyjnych problemów nie tylko bliższej, ale i dalszej okolicy.

Pół roku temu w jednym z felietonów rozpisywałem się o tym, że transportowy kataklizm stoi za rogiem. I go mamy. Jeżdżenie do Metropolii i w Metropolii przestało być loterią pn.: będzie korek czy nie będzie. Ludzie zaczynają już zapominać kiedy był dzień bez korka. Wygląda to tak, że dojeżdżamy do rogatek miasta i za granicami zawsze zatwardzenie – bo wypadek na ekspresówce, bo kolizja na autostradzie, bo zderzenie pod tunelem, bo roboty przy węźle, bo spadł deszcz, bo zrobiło się gorąco, bo nie wiadomo co.

Bezpieczne drogi i transport publiczny, którego używa większość podróżujących ludzi można docenić również za to, że da się jeździć – dwie kolizje dziennie jakie zdarzają się w Jaworznie, to jest mały pikuś do DWUDZIESTU kolizji do jakich dochodzi w samych tylko Katowicach. W Jaworznie kolizja wzbudza fejsbukową sensację (kto nie lubi oglądać pokiereszowanych samochodów niech pierwszy rzuci kamieniem),…

a w Katowicach kolizja jest powodem komunikacyjnego tsunami. Delikatne puknięcie w okolicach tunelu sprawia, że zatrzymuje się ruch w promieniu kilkunastu kilometrów. I lepiej nie będzie. Bo lepiej już było.

W tysiącach miast poszerzanie ulic spowodowało tylko zwiększenie korków. Zawsze i wszędzie. Bez jakiegokolwiek wyjątku. A tymczasem Katowice ogłosiły, że przystępują do programu poszerzania kilku ważnych, korkujących się ulic. Oznacza to, że w przyszłości korki będą jeszcze bardziej nieznośne.

Jedyne co nas może uratować – mieszkańców Jaworzna – to kolej do Metropolii. Z przesiadkami w Szczakowej i Jęzorze przy outlecie. Nawet jeśli plan budowy międzymetropolitalnego dworca pod Olkuszem się nie powiedzie. Nawet mimo tego. Kolej doceni każdy, kto musi dostać się do Katowic i będzie mógł to uczynić w kwadrans z Jęzora mając za alternatywę godzinę spędzoną w korku. Bez różnicy, czy we własnym samochodzie czy w autobusie PKM. Choć w autobusie można przynajmniej sobie przeczytać książkę, albo ten felieton na smartfonie.

Trzymam kciuki za polskie TGV.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 11-2019

Zapraszamy do dyskusji: tutaj

Polecamy: I koła turkocą, i puka, i stuka to… – felieton Tomka Pstruchy

Polecamy: Do Jaworzna dotrze kolej dużych prędkości?

 

2 komentarze

2 Comments

  1. Pingback: I koła turkocą, i puka, i stuka to… – felieton Tomka Pstruchy – extra

  2. Pingback: A jak ty przygotowujesz się do katastrofy? – felieton Tomasza Toszy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top